Sobota, 16 maja, zapewniła skrajne emocje polskim piłkarzom występującym w zagranicznych ligach. Dominik Steczyk może świętować historyczny awans do portugalskiej ekstraklasy, podczas gdy Łukasz Wolsztyński spadł ze słowackiej elity po meczu, po którym zarząd jego klubu porównał tamtejszy związek do gnijącej ryby.
Steczyk z awansem. Powrót po 37 latach do elity
W Portugalii Academico de Viseu FC Dominika Steczyka bezbramkowo zremisowało z rezerwami Sportingu CP w ostatniej kolejce sezonu drugiej ligi. Ten wynik – przy jednoczesnym zwycięstwie Torreense tylko 4:0 nad Vizelą – zapewnił Viseu drugie miejsce w tabeli. Obie ekipy zgromadziły po 59 punktów, ale to zespół Polaka miał lepszy bilans bramkowy. Stąd słowo „tylko” przy czterobramkowym triumfie Torreense, bo do awansu potrzebowałoby… siedemnastobramkowej wygranej.
Steczyk pojawił się na murawie w 90. minucie, zmieniając Alvaro Zamorę. Chwilę później Polak świętował z kolegami pierwszy awans do Primeira Liga od 37 lat.
27-letni napastnik dołączył do zespołu zimą z trzecioligowego niemieckiego SC Verl. W barwach portugalskiej ekipy rozegrał łącznie 11 meczów, za każdym razem wchodząc z ławki rezerwowych, ale nie udało mu się zdobyć bramki ani zanotować asysty.
Wolsztyński spadł z ligi. „Słowacki futbol to szambo”
Zupełnie inne nastroje panowały na Słowacji, gdzie swój decydujący mecz o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej toczył Tatran Preszów, w barwach którego występuje Łukasz Wolsztyński. Drużyna Polaka przegrała jednak 0:1 z KFC Komarno w 32. kolejce grupy spadkowej. Jedynego gola strzelił w 26. minucie były zawodnik Śląska Wrocław, Alen Mustafić. Polski napastnik wszedł z kolei na boisko na kwadrans przed końcem, zmieniając wypożyczonego z Górnika Zabrze Gabriela Barbosę.
Niewiele jednak brakowało, żeby Tatran zajął 11. miejsce, które oznaczałoby grę w barażach o utrzymanie. W 92. minucie kapitan zespołu z Preszowa, Martin Regali, trafił do siatki po rzucie rożnym, co dawało upragniony remis i uniknięcie bezpośredniego spadku. Niestety dla gości, po długiej analizie VAR, sędzia Ivan Kruzliak anulował gola z powodu spalonego. Tatran zajął zatem ostatnie, 12. miejsce z dorobkiem 30 punktów i spadł z Nike Ligi.
Spadek wywołał olbrzymią frustrację w obozie Tatrana. Dyrektor wykonawczy klubu oraz były międzynarodowy sędzia, Lubos Michel, skrytykował decyzje arbitrów oraz funkcjonowanie całego związku.
– Mój pogląd na ten mecz jest taki sam jak pogląd na cały słowacki futbol. Związek jest w absolutnych długach. Jak to się mówi, ryba psuje się od głowy i wystarczy już tego, co tutaj się wydarzyło – zaczął Michel.
– Pan Jaska (przewodniczący Komisji Sędziowskiej) delegował pana Ruca, o którym wie, że go nie chcemy. Dał go tu jako czwartego sędziego. Pan Ruc w tej lidze chyba ze trzy razy porządnie nas oszukał. Przez sędziów mamy co najmniej dziesięć punktów mniej – kontynuował, dodając, że słowacka piłka nożna to „jeden wielki gnój i szambo”.
Trener Preszowian z kolei przeprosił kibiców, przyznając, że to „ogromne rozczarowanie”.
Wolsztyński gra w Tatranie od lata zeszłego roku. W bieżącym sezonie rozegrał łącznie dziewięć meczów, w których zanotował jedną asystę. Warto dodać, że w sobotę z ligi spadł również jego brat, Rafał, występujący w pierwszoligowym Górniku Łęczna.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix