Po prostu cyrk [NIEWYDRUKOWANA TABELA]

Antoni Figlewicz

14 października 2026, 14:04 • 13 min czytania 17

Reklama
Po prostu cyrk [NIEWYDRUKOWANA TABELA]

Wiecie co? Wiecie, wszyscy czujemy to samo. Sędziowie zrobili z naszej Ekstraklasy zwykły cyrk, a na koniec jeszcze wyszedł do mediów ich szef i powiedział, że ta kolejka wcale nie była najgorsza w wykonaniu polskich arbitrów. Skoro tak mówi, to pewnie tak jest, ale jeśli tak wygląda kolejka nie najgorsza, to my nie chcemy wiedzieć, co jeszcze dla nas szykują…

Reklama

Bo mieliśmy do czynienia z sędziowskim dramatem. Do tej pory najgorszymi pod względem dużych błędów kolejkami były serie druga i trzecia. Trzecia na raty, bo Raków grał z Zagłębiem swój zaległy mecz we wrześniu. Naliczyliśmy jednak w obu tych kolejkach po cztery poważne babole. Tym razem podbijamy stawkę.

Szykujcie się na jazdę bez trzymanki [NIEWYDRUKOWANA TABELA]

Adam Lyczmański w Lidze+ Ekstra na samym wstępie pozwolił sobie na gorzki żarcik: – Nie bez kozery ubrałem czarną koszulę – rzucił na przywitanie. I chyba faktycznie wystroił się tak na coś, co możemy nazwać pogrzebem autorytetu polskich sędziów. Okej, ktoś powie, że ten Lyczmański cwaniak, że eksperci sędziowscy z mediów mają łatwiej, mogą analizować, oglądać, tłumaczyć, wszystko z ciepłego studia czy domowych pieleszy. Ale w tej kolejce mieliśmy do czynienia z tak kuriozalnymi błędami arbitrów, że wszystko to odkładamy na bok. Jak jest tak źle, to piętnować należy z ogromną mocą.

Zacznijmy sobie od meczu Legii Warszawa z Wisłą Kraków. Żal nawet robić dokładną analizę sytuacji z udziałem Kapustki i Ertlthalera. Polak oczywiście faulował, trudno powiedzieć, gdzie tu są jakiekolwiek okoliczności łagodzące – kopnął rywala, zapracował na rzut karny dla Białej Gwiazdy całkiem solidnie. Dlaczego tego karnego nie było? To tajemnica mundialu, mundialu to tajemnica. Wiedzą tylko sędzia Sylwestrzak i pomagający mu w centrum VAR sędzia Frankowski.

Reklama


Druga kwestia to oczywiście zamieszanie przy pierwszym golu dla Legii. Najpierw wybicie piłki za linię boczną i wściekły Duda, który doskonale wiedział, że piłki dotykał Szczepaniak. Nie wiedział tego jednak sędzia liniowy, Adam Karasewicz. Na tę sytuację zwraca uwagę w swojej analizie Rafał Rostkowski: – Mając całe zdarzenie przed sobą, mając bliżej siebie Szczepaniaka, który wybił piłkę, i dalej od siebie – Dudę, który niczego istotnego nie mógł sędziemu asystentowi w tej sytuacji zasłonić – Karasewicz przełożył chorągiewkę z lewej dłoni do prawej, podniósł ją i zasygnalizował, że wrzut należy się Legii. To była szkolna pomyłka sędziego asystenta, popełniona w bardzo prostej sytuacji – pisze sędziowski ekspert na stronie TVP Sport.


Tego nie uznamy za poważny błąd, ale… ale potem zdarzyło się coś, co też trudno nam zakwalifikować. Wrzucający z autu Rafał Augustyniak ów wrzut wykonał nieprawidłowo, oderwał nogę od ziemi. A potem padł gol na 1:0.

Reklama

Legia znowu ma farta. Sędziowie pomylili się na jej korzyść

Po drodze piłka odbijała się od piłkarzy Wisły – bo trudno powiedzieć, by ci ją wyjątkowo dokładnie zagrywali – ale nie to jest powodem, który nie pozwalał sędziom od wideoanalizy wrócić do tej sytuacji. Sprawę znów bardzo dokładnie tłumaczy Rostkowski, więc powołamy się na jego słowa.

– Sędzia Damian Sylwestrzak nie anulował gola na 1:0 w meczu Legii z Wisłą Kraków, a sędzia wideo Bartosz Frankowski nie interweniował po nieprawidłowo przyznanym i wykonanym wrzucie, ponieważ obaj… nie mogli tego zrobić. Nie pozwala na to „Protokół VAR” – czytamy. Na czym polega problem? Stałe fragmenty gry, które VAR może dziś analizować w razie potrzeby to rzut wolny i rzut rożny. Wrzutu z autu w protokole nie ma, a to oznacza, że błędu sędziego Sylwestrzaka – a bardziej Karasewicza, to on był najbliżej – naprawić się z poziomu centrum VAR nie da. Kiepska sprawa, sami pewnie przyznacie…

Przez to trudno nam ten błąd jakoś sensownie umiejscowić w realiach „Niewydrukowanej tabeli”. IFAB widać nie traktuje go specjalnie poważnie. Z drugiej strony – jego przeoczenie ma bezpośredni wpływ na akcję bramkową. Nie mówiąc już o tym, że autu dla Legii w ogóle nie powinno być.

Ostatecznie, nie chcąc tworzyć w naszym zestawieniu żadnego precedensu, błąd uznamy za mały, bo takim był. Zaznaczmy jednak, że był też on błędem niezwykle ważnym, bo w tym wypadku znaczył bardzo wiele, co powinno szczególnie obciążyć konto sędziego asystenta. Jemu przybijemy więc winę za tę sytuację w naszym równolegle prowadzonym rankingu „Wygwizdanych”.

Reklama

Wygwizdani. To oni sędziują w tym sezonie najgorzej

Tak żeby nie rozeszło się po kościach i żeby nikt nie zapomniał, że z takich drobiazgów też mogą się rodzić poważne problemy. I szczerze? Wisła naprawdę została poważnie skrzywdzona w Warszawie. U nas jednak przypiszemy jej dodatkowego gola za niepodyktowaną jedenastkę i wynik poprawimy na 2:1 dla Legii. Legii, która ma w tym sezonie sporo szczęścia do sędziowskich błędów.

Popis sędziów Mycia i Malca. Absurd goni absurd

Fajnie, nawet bardzo fajnie, że Wojciech Myć wyszedł po tym spotkaniu do mediów i był gotów o swojej pracy w Białymstoku porozmawiać. Gościł w Lidze+ Ekstra i przyznał: – Oczywiście, że jest refleksja, prowadziłem swoją analizę. Mogę powiedzieć o swoich boiskowych odczuciach. Dla mnie kluczowe było to, że zawodnik Jagiellonii przepuszcza piłkę i ja podążąm wzrokiem za nią, bo tam mogą się zadziać kolejne rzeczy. Sytuację z udziałem Imaza i Janickiego widzę tylko kątem oka, więc z boiska trudno stwierdzić, co tam się dzieje. Czy to stempel minimalny, czy stempel prawilny, nierozważny – tłumaczy swój ogląd na sytuację z 34. minuty meczu Jagiellonii z Górnikiem sędzia Myć.

Cóż tam zaszło? Janicki skrobnął marchewkę Imazowi, wszystko działo się w polu karnym, nosiło znamiona stempla, wydaje się, że faktycznie było przewinieniem. A tym samym powinno zakończyć się jedenastką dla Jagiellonii, co wyraźnie podkreśla też Adam Lyczmański. – To rzut karny, nie ma o czym rozmawiać.

Reklama


To jednak nie koniec błędów popełnionych w tym meczu. Jest jeszcze nieuznany gol dla Jagiellonii, przez mający miejsce trochę wcześniej faul Klynge na Hojholcie. – Z pokazanych powtórek zobaczyłem kopnięcie w łydkę zawodnika Górnika wykonane przez zawodnika Jagiellonii. To było kluczowe dla zmiany mojej pierwotnej decyzji – tłumaczy Myć.

My patrzymy na tę sytuację trochę inaczej, choć rozumiemy, że sędzia Myć stara się bronić swojego stanowiska i – owszem – nie jest to akcja zero-jedynkowa. Duży udział w podjęciu tej decyzji miał Paweł Malec, który wezwał sędziego Mycia do monitora. – Ocenili tę część akcji powierzchownie, na podstawie pozorów, nie wnikając, jaki jest związek przyczynowo-skutkowy między kolejnymi kontaktami ciał Hojholta i Klynge. Malec zauważył, że Klynge, chcąc zagrać piłkę, swoją nogą „zgarnął” nogę Hojholta, i ocenił, że w ten sposób go przewrócił, czyli sfaulował. Gdyby taka była cała prawda, gol musiałby zostać anulowany. Ale było inaczej – zauważa Rafał Rostkowski.

Nam też wydaje się, że tam po prostu nie było faulu w żadną ze stron. Piłkę trącał Hojholt, zaraz potem trącał ją też Klyngę. Trudno powiedzieć, by którykolwiek kontrolował przyrząd. Hojholt złapał nogę Klynge w kleszcze, Klynge chcąc się oswobodzić kopnął Hojholta w łydkę. Wszystko zdaje się tu równoważyć, wszystko wygląda jak twarda walka o piłkę i nic więcej. Faul piłkarza Jagiellonii? No nie, po prostu nie. Więc i gol Imaza, który padł kilka chwil później, powinien zostać uznany.

Reklama


Mieliśmy więc sytuację, na którą wyraźnie zwraca uwagę Lyczmański: – Sędzia Myć został wezwany do monitora w sytuacji nieoczywistej, a w oczywistej tego wezwania nie było – mówi ekspert Canal+, a my kiwamy tylko głowami. Nie od tego jest VAR, żeby tak bruździć. Chyba…

Brawo panowie Myć i Malec! Tak odwalić nie udało się nikomu

– Mam nadzieję, że sędzia Malec szkoli varowców lepiej, niż sam varuje – podsumowuje cały ten „występ” Arkadiusz Kamil Wójcik na swoim kanale w serwisie YouTube. No i nie da się ukryć, że to był mecz posędziowany bardzo źle, nie tylko przez siedzącego w centrum VAR Malca. Było podanie Josemy do Schulze, po którym bramkarz Górnika jak gdyby nigdy nic złapał piłkę w ręce, bez większych konsekwencji. I był jeszcze jeden błąd, na który uwagę zwrócił Adam Lyczmański i zwrócił tę uwagę słusznie. Sama końcówka, 90. minuta, faul Agbonifo na Josemie, po którym piłkarz Jagiellonii powinien opuścić boisko. Miał już żółtą kartkę, a tu spokojnie należała mu się kolejna. Drobnica bez wpływu na wynik, ale istotna z perspektywy kronikarskiej.

Reklama

– Nawet pokazanie bezpośredniej czerwonej kartki wcale nie byłoby w tej sytuacji błędem – dorzuca swoje trzy grosze Rostkowski.

Myślicie, że to koniec? Nie, jesteśmy dopiero w połowie…

Co jest ręką dla Tomasza Marciniaka i spółki, przede wszystkim dowodzącego VAR-em Marcina Kochanka? Sędzia Wójcik żartuje sobie w sieci, że w ten weekend przy Kałuży przyjęto prostą zasadę – każda ręka to karny. Oczywiście odrobinę w tym hiperboli, ale jeden poważny błąd sędziowie w tym meczu popełnili. Początek drugiej połowy i rzut karny dla Cracovii po zagraniu piłki ręką przez zawodnika Zagłębia. – Co przemawia za podjęciem takiej decyzji? Nic. Jest to błędna interpretacja zagrania piłki ręką, to wzorcowy przykład sytuacji, po której karnego nie dyktujemy – komentuje Wójcik. – To tak zwana „pierwsza ręka”. Bliska odległość, ręka blisko tułowia, nie ma rozmyślności – wylicza.

Reklama

Tę wersję podtrzymuje też Kolegium Sędziów PZPN w swojej analizie. – Sędziowie VAR/AVAR błędnie zarekomendowali wideoweryfikację, ponieważ sytuacja nie stanowi naruszenia „Przepisów Gry”.


Jednocześnie wszystkie strony przyznają, że drugi rzut karny to po prostu przewinienie i w tamtym wypadku jedenastkę Cracovii przyznano zgodnie z literą prawa. Tak rozgranicza obie sytuacje Lyczmański. – W tym pierwszym z przypadków nie mamy spełnionych kryteriów zagrania ręką. Jeżeli analiza VAR tyle trwa, to znaczy, że mamy do czynienia z wątpliwościami. Po co wzywać do monitora? W 92. minucie jedenastkę podyktowano już słusznie, nastąpiło nienaturalne poszerzenie obrysu ciała.

Reklama

Karny dla Widzewa. I tak, i nie

Eksperci widzą też przewinienie na rzut karny dla Widzewa, który gościł w Gliwicach i przegrał z Piastem 1:2. Przy stanie 1:1 Shehu był nadepnięty w polu karnym i w związku z tym Łodzianie mogą mieć do arbitra pretensje, ale… niesłuszne. O ile Adam Lyczmański przyznałby jedenastkę Widzewowi, o tyle Arkadiusz Kamil Wójcik – a my za nim – zwraca uwagę na ważny moment tuż przed tym nieodgwizdanym przewinieniem na Shehu. Kapuadi następuje na nogę Lewickiego i to ten faul jest w całej akcji pierwszym. To on powinien być dla nas punktem odniesienia.

A że Jarosław Przybył nie widział ani jednego, ani drugiego… Cóż, nie jesteśmy tym nawet specjalnie zdziwieni.

Faul na Shehu

Reklama

Faul na Lewickim

Sprzeczne sygnały. Czy przepisy nie są największym problemem sędziów?

Jakkolwiek kuriozalnym wydaje się tak postawione pytanie, ma ono swoją zasadność przy ocenie sytuacji z meczu Rakowa z GieKSą. Co do zasady – przepisy wskazują na to, że dotknięcie piłki ręką przez zawodnika, który upadając podpiera się tą właśnie ręką nie jest uznane za przewinienie. Zwraca na to uwagę Rafał Rostkowski, który jest zdania, że karny się Katowiczanom nie należał. Podobnie patrzy na tę sytuację Adam Lyczmański – ręka podpierająca, nie blokuje uderzenia, jest w naturalnym położeniu. No i jeszcze na uzupełnienie tercetu ekspertów – Arkadiusz Kamil Wójcik.

– Kolegium Sędziów po szkoleniach z sędziami ustaliło, że jeśli wślizg i wraz z nim upadek na ziemię jest gwałtowny, nie ma nic wspólnego z walką o piłkę i ma na celu zablokowanie strzału… Rozumiem, dlaczego ten rzut karny został podyktowany. Nie wiem, czy Kolegium Sędziów odpowiednio o tych interpretacjach poinformowało piłkarzy, trenerów czy kibiców – tłumaczy.

Reklama

I jednocześnie jest całkiem blisko stanowiska, które utrzymuje Tomasz Listkiewicz, który postanowił całą sytuację przedstawić ze swojej perspektywy na X.


Co pada w wytłumaczeniu aktywnego sędziego? Ważny punkt dotyczy położenia ręki, która według wytycznych przedstawianych przez Listkiewicza jest ręką podpierającą, kiedy jest pod ciałem, między korpusem a murawą. Na załączonej stopklatce widać, że Jean Carlos przejechał już na wślizgu nieco dalej i te ręka została za resztą ciała. Nie ma też walki o piłkę, jest próba zablokowania podania – tu znów Listkiewicz zwraca uwagę na ważny aspekt.

Reklama

Ale najlepsze jest zdecydowanie to, co dzieje się pod jego wpisem w komentarzach. Tam mający w tej sprawie zupełnie odmienne zdanie Rafał Rostkowski zauważa, że często jest tak, że przepisy gry nie do końca idą w parze z uzupełniającymi je wytycznymi. Teoretycznie jedno i drugie powinno tworzyć spójną bazę, a w praktyce oba mogą być w niektórych sytuacjach wręcz sprzeczne ze sobą.

O takim przypadku pisałem przy okazji mundialu, więc doskonale wiem, jak pogmatwany jest świat przepisów, wytycznych, zaleceń i interpretacji. I choć często intencje są dobre, to wychodzi z tego wszystkiego kompletnie nieczytelny galimatias.

Casus Embolo. Sędzia błąd naprawił… błędem?

Tej sytuacji nie będziemy rozpatrywać, po prostu. Martwi nas jednak to, że można podjąć decyzję w obie strony i każda z tych decyzji będzie słuszna. Nie powinno tak być, sami się pewnie zgodzicie.

Reklama

***

Wiecie co za nami? Najgorsza kolejka sędziów w tym sezonie, ot co. Koszmar gonił koszmar, kontrowersji było co nie miara, złych decyzji też niemało. Poprawiliśmy wyniki w meczach skrzywdzonych najbardziej Jagiellonii Białystok i Wisły Kraków, blisko dodatkowego punktu był Widzew, trudno powiedzieć, co powinniśmy zrobić z ręką piłkarza Rakowa. Ale najtrudniej przejść do porządku dziennego nad tym, co dzieje się z sędziowaniem na polskich boiskach. 26 poważnych błędów po 10 kolejkach. Łatwo policzyć, że to 2,6 poważnego błędu na kolejkę. Cyrk, prawdziwy cyrk.

Reklama

Fot. Canal+ Sport / Newspix

17 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Europy

Mateusz Lis przed meczem z Bayerem: Unikać błędów, nie pomagać rywalom

Braian Wilma
2
Mateusz Lis przed meczem z Bayerem: Unikać błędów, nie pomagać rywalom

Ekstraklasa

Reklama