O rany, może to i dobrze, że przyszła ta przerwa reprezentacyjna… Odpoczniemy my, odpoczniecie wy, odpoczną trochę sędziowie i może przy okazji złapią przez ten czas lepszą formę. Po dziewięciu kolejkach możemy bowiem jasno powiedzieć, że z tą jest krucho. W tym sezonie nie dostaliśmy nawet jednej kolejki bez poważnego błędu arbitrów, szkoda gadać.
Teraz podsumowujemy właśnie wspomnianą dziewiątą serię gier, ale nie możemy całkowicie odpuścić tematu rozgrywanego po zamknięciu poprzedniego wydanie „Niewydrukowanej tabeli” zaległego meczu Rakowa z Zagłębiem. Tam sędzia Daniel Stefański mógł popełnić wraz ze swoją ekipą błąd, a na pewno podjął decyzję budzącą wątpliwości Częstochowian. I nasze. Bo nie da się ukryć, że przy trafieniu na 1:1 Jakuba zgrywający do Nalepy odbił piłkę ręką. Ustalmy sobie kolejność zdarzeń.
Z rzutu rożnego dośrodkowuje Kerk. Do piłki wyskakują Jakuba i Svarnas, obok piłkarza Zagłębia jest Emreli. Wydaje się początkowo, że to ten ostatni jako pierwszy dotyka piłki i ta dopiero potem odbija się od Jakuby. Jest jednak trochę inaczej – najpierw ręka Ukraińca, następnie głowa Emreliego, potem klatka piersiowa Jakuby, a na koniec dopadający do piłki Nalepa, który zdobywa bramkę.
Niewydrukowana tabela. Nadrabiamy zaległości z Częstochowy
Jakuba zagrywa ręką. Co na to Kolegium Sędziów tłumaczące całą sytuację w swoim opracowaniu po meczu? Uwaga, zachowamy oryginalne formatowanie:
– Kluczowe dla danej sytuacji jest zachowanie piłkarza Zagłębia nr 3, który będąc cały czas w kontakcie fizycznym z przeciwnikiem walczy z nim w sposób dozwolony o górną piłkę. Następnie dochodzi do kontaktu piłki klatką piersiową. W wyniku tego piłka trafia pod nogi współpartnera zawodnika Zagłębia nr 25, który zdobywa bramkę. Szkoleniowo należy podkreślić, że GDYBY w tej sytuacji doszło do kontaktu piłki z ręką gracza gości, byłby to kontakt legalny ze względu na wzajemną walkę i naturalne ułożenie ręki względem ruchu ciała. Dodatkowo bramki „natychmiast” nie zdobywa ten zawodnik, a jego współpartner.
Wszystko fajnie, zgadzamy się, że decyzja Stefańskiego i jego ekipy może być jakoś uzasadniona, to zawsze mocny głos w dyskusji, ale… ma grupa gości specjalizujących się w pracy arbitrów nagrania z tego spotkania, może je oglądać w nieskończoność i jakoś nie jest w stanie stwierdzić, że piłka ma kontakt z ręką gracza Zagłębia? Ludzie, litości. My znaleźliśmy to na dostępnych w transmisji powtórkach, ale najlepiej widać to na nieoficjalnym ujęciu od faceta odpowiedzialnego za nagrywanie kulis meczów Zagłębia.
Tak sobie kleje kulisy z Częstochowy i przez przypadek okazało się, że moment kontrowersji przy pierwszej bramce Zagłębia złapałem z drugiej strony…to jak zagrał ten Romek ręką czy nie? pic.twitter.com/wo3JPAfwnL
— Mateusz Czub (@MateuszCzub) September 18, 2026
No i dla nas ten werdykt Kolegium Sędziów jest niezbyt trafiony. Bo gdzie wykorzystywany często argument o piłce spodziewanej? Tutaj nikt nie zmienia jej toru lotu, Emreli nawet przegrywa z Jakubą pozycję, nie ma wpływu na ułożenie rąk zawodnika Zagłębia. To jest oczywiście naturalne, ale dla nas to trochę za mało. Po dłuższej naradzie uznajemy błąd arbitra i my byśmy tego gola Nalepy nie uznali.
Tudor pada, ale… no ciekawa sprawa
Nieco prowokacyjny nagłówek, ale musicie nam wybaczyć. W tym samym meczu mieliśmy jeszcze jedną sytuację, nad którą się pochylimy. W 58. minucie zadziało się bardzo dużo. Po rzucie rożnym piękną paradą popisał się Alomerović, potem po możliwym faulu Reguły padł w polu karnym Tudor, za chwilę po kolejnym dośrodkowaniu gola głową – zdaniem sędziów ze spalonego – strzelił Emreli. Jeden wielki misz-masz.
Słuszności odgwizdania spalonego nie możemy sprawdzić. Nie mamy ku temu technologii, mamy swoje wątpliwości, ale tylko tyle. Możemy jednak pochylić się nad starciem Reguły z Tudorem, bo skoro nie było gola, to może powinien być rzut karny? Podsumujemy to tak – jeśli Reguła dotknął Tudora, to są podstawy do podyktowania jedenastki. Na obronę zawodnika Zagłębia zaznaczmy jednak, że piłkarz Rakowa dodaje od siebie, można też domniemywać, że zdecydował się paść dopiero gdy zauważył, że piłkę straci. Przede wszystkim wydaje się, że ten kontakt z Regułą nie był powodem do upadku Tudora. Chorwat stawia kolejny krok, jego prawa noga nie została przez rywala „zabrana”, nie została wytrącona z toru ruchu. To raczej czysta sytuacja, choć nie czarno-biała.

Karny na karnym i karnym pogania. Jagiellonia podjęła Legię
Karniaczek za faul Abramowicza na Wszołku? Sprawa oczywista, to nawet nie będziemy dyskutować. Ale braku karnego za faul Kapustki na Imazie w 26. minucie nie umiemy uzasadnić. Ktoś może powiedzieć, że to byle dotknięcie, ale powiedzmy sobie szczerze – byle dotknięciem też można wytrącić z równowagi biegnącego rywala, a to oznacza, że Kapustka wiedział co robi. Zachował się głupio, nierozważnie, ale, cholera jasna, pchnął Imaza i przeszkodził mu w oddaniu strzału. Piłkarz Legii przegrał pozycję i popełnił lekkie przewinienie, za które zasługiwał na ciężką karę. Dla nas? Rzut karny dla Jagi, po prostu.
#JAGLEG
Lyczmański: to jest rzut karny dla Jagielloni, Kapustka spóźniony, metr do Imaza i jeszcze próbuje mu przeszkodzić w klarownej sytuacji.
Delikatnie mu przeszkodził, ale nie powinien tego robić. pic.twitter.com/6KzCpBOmlG— Powtórki, kontrowersje i analizy🟨🟧🟥. (@KiQus_) September 20, 2026
Zastanawiać można się jeszcze, czy faul miał miejsce w polu karnym. Przypomnijmy, że to też nie tak, że początek przewinienia poza obrębem „szesnastki” od razu oznacza brak możliwości podyktowania rzutu karnego. Mamy choćby w przepisach taki zapis:
„Jeżeli zawodnik drużyny broniącej rozpoczął zatrzymywanie przeciwnika przed polem karnym i kontynuuje zatrzymywanie go również w polu karnym, sędzia musi podyktować rzut karny.”
Dla nas – Kapustka dotyka pleców Imaza poza polem karnym, ale pcha Hiszpana już w jego obrębie. Pamiętać trzeba, że cały czas piłkarz Legii goni zawodnika Jagiellonii, pchnięcie wykonać w tej sytuacji trudno. Dlatego za moment przewinienia uznajemy ten, w którym ciało Imaza reaguje na kontakt z ręką Kapustki. A to dzieje się już w polu karnym.

Sędzia Arys w ogóle miał trudną robotę, co nie znaczy, że należy jemu i jego asystentom od razu wybaczyć taki błąd. Warto też się pochylić nad sytuacją z 33. minuty, w której Hindrich faulował Preleca. Co do przewinienia bramkarza Legii nie mamy wątpliwości, ale zastanówmy się nad tym, co zadziało się wcześniej w starciu słoweńskiego napastnika z Dezielem Jr, który walczył o piłkę. Nie mamy dla tej sytuacji odpowiedniego ujęcia, ale chcemy podkreślić jedną, naszym zdaniem bardzo ważną rzecz.
Powinien to sprawdzić VAR, po prostu. Później dzieje się bardzo dużo, lecz to żadne usprawiedliwienie dla arbitrów od wideoanalizy. W szerokim planie widzimy podstawy do tego, by uznać, że Prelec narusza granice walki o piłkę, chcielibyśmy lepszej powtórki, dokładnego tłumaczenia.

Zresztą właśnie – tłumaczenie. W takim meczu jak ten Jagiellonii z Legią przydałoby się, żeby arbiter po analizie tłumaczył podstawy swojej decyzji. Jeśli dzieje się tak dużo i sporo sytuacji nosi znamiona kontrowersyjnych, to wszyscy zasługują na to, żeby usłyszeć, co sądzą na ten temat sędziowie. Apelujemy ponownie o wprowadzenie tłumaczeń decyzji przez stadionowe głośniki, nie trzeba dużo, żebyśmy byli trochę spokojniejsi. A następnym dobrym krokiem mogłoby być upublicznianie rozmów między sędziami, najlepiej w czasie rzeczywistym, o tym pogadamy innym razem.
Bo tu mamy jeszcze do omówienia akcję z udziałem Agbonifo i Kapustki, która wzbudziła w naszej redakcji całkiem burzliwą dyskusję. Z jednej strony mamy przebojowego zawodnika Jagiellonii, który mija rywali jak tyczki i po chwili pada jak długi w polu karnym. Z drugiej – piłkarza Legii, który robi dużo, by go zatrzymać, ale cały czas zachowuje ostrożność. I to ona ostatecznie uratuje sędziego Arysa i spółkę w tym wydaniu „Niewydrukowanej tabeli”.
Bez względu na to, czy to nam się podoba, czy jednak nie, ostatecznie kontakt powodujący upadek obu piłkarzy wystąpił z inicjatywy Agbonifo, a przynajmniej tak trzeba interpretować tę sytuację w zgodzie z obowiązującą wykładnią. Kapustka trąca stopę piłkarza Jagiellonii, ale ten kontakt nie powoduje upadku, jest minimalny. Wszystko co dzieje się po nim, to już efekt zmiany toru biegu Agbonifo i tak należy sobie tę sytuację tłumaczyć. W myśl obowiązujących zasad Szwed szuka faulu, a nie jest faulowany. Inna sprawa, czy to są dobre zasady i czy nie kastrują nam kompletnie skrzydłowych, o tym można pewnie dyskutować godzinami.

Wszystkie te sytuacje warto sobie przeanalizować raz jeszcze, więc rzućcie okiem na skrót meczu. Sporo tu momentów, które co najmniej pachną poważnym błędem, choć ostatecznie takie miano przypisaliśmy tylko jednej z decyzji sędziego Arysa.
Nadepnięcie. Przypadek, który ma niemałe konsekwencje
Na koniec jeszcze jeden problem do rozwiązania. Bartos depczący piłkarza Górnika we własnym polu karnym. Jasne, Antiste padł ofiarą przypadku, obrońca Motoru nie zrobił tego specjalnie, nie chciał faulować. Obaj panowie mieli jednak zamiar walczyć o piłkę i interwencja piłkarza w żółto-niebieskim stroju wykluczyła z rywalizacji jego przeciwnika.

Naszym zdaniem trudno tutaj usprawiedliwiać Bartosa, po prostu. Antiste jest faulowany, Górnikowi należał się rzut karny i to nie ulega wątpliwości. Jeśli ten pierwszy kontakt z powyższej stopklatki nie jest faulem, to zraz potem Bartos nadeptuje rywala drugą nogą.

Czy to nie jet stempel? Przypadkowy, jasne, ale przecież mamy do czynienia ze stemplem. Analizowali te sytuację sędziowie siedzący w centrum VAR, ale nie dopomogli Pawłowi Malcowi. Naszym zdaniem Górnikowi należał się rzut karny, co w „Niewydrukowanej tabeli” zmieni wynik meczu na wygraną Zabrzan.
Parę słów jeszcze o innej spornej sytuacji, z której poturbowany wyszedł Prekop. Szedł twardo do końca na piłkę, ale spotkał się z wybijającym ją Tratnikiem. Jedno słowo to właśnie klucz do interpretacji: „wybijającym”. Zdążył bramkarz Motoru, wybił piłkę i dopiero potem wpadł na pakującego się w tryby maszyny Prekopa. W tym wypadku należy mówić o ryzyku zawodowym, bo Tratnik nie naruszył przepisów, nie zagrał w sposób niebezpieczny czy nierozważny.
Dziczek bez kartki, Dziczek bez pauzy
Na zamknięcie tego wydania „Niewydrukowanej tabeli” sytuacja, której ostatecznie nie uznajemy za duży błąd sędziego Stefańskiego, ale w gruncie rzeczy dużo nie brakło do wielkiej kontrowersji. Starcie Dziczka z Lewickim to jedno z tych „męskich”, których wielu domaga się w futbolu jak najwięcej. Problem w tym, że w jego trakcie piłkarz Pogoni długo operuje na granicy przepisów, a w pewnym momencie, najpewniej chcąc uwolnić nogę, nadeptuje udo leżącego zawodnika Piasta.
Za to zagranie można spokojnie przyznać Dziczkowi żółtą kartkę, a ta… wykluczyłaby go z występu w kolejnym meczu Pogoni w Kielcach. Przytaczamy ten przykład, by pokazać, że nawet niezbyt głośne, mniejsze kontrowersje mogą mieć duży wpływ na układ tabeli. Pogoń bez lidera środka pola byłaby w meczu z Koroną wyraźnie osłabiona, a nie będzie.

Drobiazg, ale i one mają znaczenie. W naszym zestawieniu go ostatecznie nie odnotujemy, ale i takim czasem będziemy się przyglądać. Przynajmniej jak już wrócimy z zasłużonego urlopu od podglądania pracy ekstraklasowych sędziów. Do zobaczenia po przerwie reprezentacyjnej!

ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix / Canal+ Sport