Brawo panowie Myć i Malec! Tak odwalić nie udało się nikomu

Mikołaj Duda

11 października 2026, 18:29 • 8 min czytania 9

Reklama
Brawo panowie Myć i Malec! Tak odwalić nie udało się nikomu

W tym miejscu musimy się pokłonić, po ekscesach z meczu Jagiellonii z Górnikiem odpaliliśmy archiwum i sprawdziliśmy najgorsze występy arbitrów w ostatnich latach. I wniosek jest jeden: kompromitacji było wiele, ale tak odwalić w jednym spotkaniu nie udało się jeszcze nikomu. Inni arbitrzy, nawet jak mieli problem ze wzrokiem, to przynajmniej sprzyjało im szczęście, bo byli ratowani przez VAR. Tu Paweł Malec nie pomógł, a jeszcze nawet zaszkodził…

Reklama

Na wstępie przypomnijmy wydarzenia ze Słonecznej. Zdecydowanie najbardziej ewidentny błąd zespół sędziowski popełnił przy braku rzutu karnego. Rafał Janicki ewidentnie nadepnął Jesusa Imaza. Nie ma co się zastanawiać i specjalnie analizować. Zresztą, stoper Górnika w rozmowie z Canal Plus w przerwie uczciwie przyznał, że przypadkowo, ale rzeczywiście stanął na piętę Hiszpana. Lepszego dowodu nie potrzebujemy.

Kolejny babol to sytuacja z drugiej połowy. Anders Klynge przejmuje piłkę w środku pola i niedługo później Jesus Imaz doprowadza do wyrównania. Wojciech Myć początkowo wskazał na środek boiska, jednak został wezwany d0 monitora przez Pawła Malca i zmienił decyzję, odgwizdując faul Klynge na Hojtholtcie.

Reklama

Pierwsza myśl – a może rzeczywiście nie było tam przewinienia? Jednak oglądanie tego z każdą kolejną powtórką utwierdza, że gol Jagiellonii był jak najbardziej prawidłowy. Takie wrażenie na łamach TVP Sport w szerszej analizie potwierdził też ekspert Rafał Rostkowski.

Na dokładkę mamy jeszcze sytuację, gdy Josema podaje piłkę do swojego bramkarza, a ten jak gdyby nigdy nic łapie ją w ręce. Nie ma wątpliwości, że należał się rzut wolny pośredni, czyli potencjalnie kolejna bardzo dobra okazja na gola. Gwizdek arbitra jednak milczał.

Reklama

TRZY duże błędy zespołu sędziowskiego, które zaważyły na końcowym wyniku i to na niekorzyść tylko jednej z drużyn. Oj panowie, daliście do pieca.

Liczba mnoga nie jest tu przypadkowa, bo oczywiście, że tym, który podnosi największą odpowiedzialność jest sędzia główny, czyli w tym przypadku Wojciech Myć. Tyle że VAR jest od tego, żeby pomagać, a nie jeszcze dodatkowo przeszkadzać. Paweł Malec nie pomógł koledze uniknąć poważnych błędów, a na dodatek, gdy ten podjął już właściwą decyzję, zawołał go do monitora, czyli de facto nakłonił do zmiany werdyktu.

Zamiast niego w Centrum VAR powinna usiąść paprotka albo kij od miotły. Może sytuacja z rzutem karnym nie zostałaby naprawiona, ale przynajmniej prawidłowo zdobyta bramka nie zostałaby anulowana.

pawel malec

Reklama

Paweł Malec – zamiast uratować, to jeszcze pogrążył Wojciecha Mycia

Rekord, mamy nowy rekord! W historii pomiarów nikt tak nie odwalił

No dobra, to teraz do rzeczy. Ten katastrofalny występ sędziów zmotywował do kopania w archiwaliach i poszukiwań, czy aby nie jest to NAJGORZEJ posędziowany mecz w ostatnich  latach. Zaczynamy od 2019/20 i przyjmijmy, że właśnie od tego czasu rozpatrujemy błędy sędziów.

Mecz z Białegostoku był 15. przypadkiem w historii pomiarów, gdzie arbiter otrzymał od Weszło pałę do dzienniczka, a na marginesie – trzeci raz zdarzyło się to właśnie Wojciechowi Myciowi. W realiach szkolnych trzy jedynki oznaczają kiblowanie następnego roku. W tym przypadku mamy do czynienia z wyjątkowo pobłażliwą Radą Pedagogiczną, więc kto wie, czy naginając zasady warunkowo nie przejdzie do następnej klasy.

Natomiast już odchodząc od szkoły, postanowiliśmy się przyjrzeć wszystkim tym meczom i wniosek dla zespołu sędziowskiego jest brutalny: nigdy się nie zdarzyło, by zostały popełnione trzy tak poważne błędy. To znaczy zdarzało się, ale przynajmniej kolegów ratowali VAR-owcy. W Białymstoku nawet tego zabrakło.

Reklama

Dla przykładu – mecz z zeszłej wiosny pomiędzy Puszczą Niepołomice i Piastem Gliwice. Marcin Szczerbowicz (pełnił rolę sędziego technicznego w Białymstoku) nie widział ewidentnej ręki Tomasa Huka w polu karnym. Widział za to przewinienie – albo też rękę – Michala Siplaka. Właściwie to nie wiadomo co, bo Słowak w żaden sposób przepisów nie złamał. Tyle że na VAR siedział Szymon Marciniak, więc obie sytuacje skorygował. Gdyby był tam Paweł Malec, to no właśnie… też byśmy mówili o skręconym wyniku. W tym wypadku na korzyść Piasta.

Z takich kwiatków mieliśmy też spotkanie… Górnika z Jagiellonią. No patrzcie, jak historia zatoczyła koło. Wtedy Bartosz Frankowski nie wywalił z boiska Josemy, który zatrzymywał wychodzącego na sam na sam z bramkarzem Rallisa. Tylko cholera, wtedy został popełniony jeden wielbłąd, a nie trzy!

Co mieliśmy jeszcze? Zapraszamy na przyśpieszony przegląd:

Reklama

Mamy lidera! Wojciech Myć na czele niechlubnej klasyfikacji

Prawdę mówiąc, nie bez przypadku dokładnie wyliczyliśmy wszystkie najbardziej kompromitujące występy arbitrów z ostatnich lat. Wojciech Myć (gratulujemy!) jest jedynym, który popełnił trzy babole w jednym meczu (oczywiście biorąc pod uwagę korekty z VAR-u) i jeszcze również jako pierwszy po raz trzeci dostał od nas najniższą możliwą notę.

A jak widać, to wcale nie jest takie proste, bo jest całkiem spora grupa arbitrów, którzy ani razu nie zostali w taki sposób wyróżnieni. Poprzednie dwa przypadki z udziałem Wojciecha Mycia dotyczą 2019 roku, chociaż do swojego najnowszego wyczynu nawet się wtedy nie zbliżył.

Na przestrzeni nieco ponad miesiąca nie popisał się w Kielcach oraz Gdyni. O meczu przy Ściegiennego, gdzie przyjechała Cracovia, pisaliśmy na Weszło tak:

„Gdybyśmy napisali, że mecz wymknął się arbitrowi spod kontroli, byłoby to lekkie niedopowiedzenie. Wojciech Myć nie tyle przestał ogarniać, co się dzieje na boisku, co sam swoimi decyzjami dalej tę spiralę nakręcał. Pomyłki przy drobnych sytuacjach w środku pola to jedno, pomyłki dużego kalibru drugie. Ale poczynania Mycia nie ograniczają się do czerwonych kartek, to wiele nie do końca zrozumiałych decyzji, które sprawiły, że na boisku zrobił się kompletny bałagan. Arbiter miał wielkie problemy z zarządzaniem meczem. Postronny widz w zasadzie nie powinien narzekać, bo Myciowi należy też oddać, że to głównie on dziś nakręcał emocje”.

Reklama

Sędzia z Lublina nie panował nad tym, co się dzieje. Faule sypały się jeden po drugim, pokazał aż 11 żółtych kartek oraz trzy czerwone (dwie dla gospodarzy, jedna dla gości). I przy dwóch z nich są naprawdę poważne watpliwości. Rodrigo Zalazar brutalnie zaatakował Michała Helika i wyleciał z boiska. Tu zero kontrowersji, chociaż i tak musiał interweniować VAR.

Ciekawiej robi się jednak dalej. Jakub Żubrowski, mający już na koncie żółty kartonik, podniósł wysoko nogę, jednak nikogo tym nie zaatakował i żadnego niebezpieczeństwa nie było. Mimo to i tak pożegnał się z murawą. O ile tu jeszcze sędzia mógł się jakoś wybronić, to przy trzeciej sytuacji nie ma żadnej wymówki.

David Jablonsky niesportowo potraktował Urosa Djuranovicia. Napastnik Korony zaczął teatralnie zwijać się na murawie, a arbiter dał się na to nabrać i zamiast żółtej kartki – od razu wyrzucił stopera Pasów z boiska.

Reklama

Natomiast to jeszcze nie koniec popisów arbitra. Nieco ponad miesiąc wcześniej dał show w Gdyni, gdzie Arka podejmowała Legię. Czerwona kartka dla Nando (gracza gospodarzy) jak najbardziej słuszna, ale później… Rafa Lopes ewidentnie w polu karnym wycina Marko Vejinovicia, który miał doskonałą okazję na gola, a gwizdek arbitra milczy.

Można mieć też wątpliwości, czy w samej końcówce Artur Jędrzejczyk nie przekroczył przepisów przy ciągnięciu za koszulkę Macieja Jankowskiego, który wyskoczył w powietrze i uderzał głową. Tu już kwestia do dyskusji, jednak przynajmniej jedna jedenastka była klarowna i oczywista. Legia wygrała 1:0.

Jak widać lata mijają, a Wojciech Myć wciąż „w formie”.

Reklama

***

A i na koniec jeszcze jedna uwaga co do wydarzeń ze Słonecznej: po tym meczu nie jest pokrzywdzona tylko Jagiellonia, ale Górnik również. To na tyle dobry zespół, że po trzy punkty w Białymstoku mógłby sięgnąć i w sprawiedliwych warunkach. A tak zamiast chwalić piłkarzy Michala Gasparika uwaga skupia się na występie sędziów.

Mało tego, skrzywdzone zostały nie tylko obie drużyny. Po raz kolejny krzywdzona jest polska piłka. Trzy takie babole to historyczny wyczyn. Albo mówimy o kompromitujących błędach na boisku, albo o jeszcze gorszych praktykach na samym szczycie.

W końcu przykład idzie z góry, a arbitrzy coraz bardziej dopasowują się poziomem do swojego przełożonego Marcina Szulca oraz całej jego ekipy. A że jeszcze wyżej od Przewodniczącego Kolegium nie jest lepiej, to mamy to, co mamy.

Reklama

Fot. Newspix

9 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Świderski się przełamał, ale Widzew przegrał. „Dostajemy dzwona”

Mikołaj Duda
5
Świderski się przełamał, ale Widzew przegrał. „Dostajemy dzwona”
KTS

Fatalna niedziela Widzewa. KTS ograł rezerwy

Adrian Mańko
4
Fatalna niedziela Widzewa. KTS ograł rezerwy

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Świderski się przełamał, ale Widzew przegrał. „Dostajemy dzwona”

Mikołaj Duda
5
Świderski się przełamał, ale Widzew przegrał. „Dostajemy dzwona”