Pia Skrzyszowska o brązie HMŚ. „To ulga, że zdobyłam medal”

Sebastian Warzecha

22 marca 2026, 23:39 • 4 min czytania 0

Reklama
Pia Skrzyszowska o brązie HMŚ. „To ulga, że zdobyłam medal”

Świetna była rywalizacja w biegu na 60 metrów przez płotki u kobiet. Padł rekord świata, drugie i trzecie miejsce dzieliło kilka tysięcznych, a Pia Skrzyszowska skończyła z medalem i rekordem Polski. Innymi słowy: i wielki sport, i szczęśliwe chwile dla Polski. No i dla samej Pii. – Cieszę się, że to udźwignęłam – mówiła Skrzyszowska w rozmowie z mediami.

Pia Skrzyszowska po zdobyciu medalu. „Rekord to dodatek”

– Poziom finału był bardzo wysoki. Spodziewałam się tego, to samo pokazywały zeszłoroczne mistrzostwa świata w hali. A tu poziom był chyba nawet wyższy! Te płotki to wielka rywalizacja, cieszę się, że to udźwignęłam i zdobyłam medal – mówiła Pia Skrzyszowska, gdy przyszła do mediów.

Przyszła, dodajmy, uśmiechnięta i pełna energii. Zresztą tę energię najlepiej było widać jeszcze na stadionie. Po biegu nastąpiła bowiem chwila wyczekiwania. Pewne było, że Pia nie wygrała, ale właściwie mogła być druga, trzecia i czwarta – każda z tych pozycji (przynajmniej z perspektywy trybuny medialnej) wydawała się możliwa.

Sama Pia też wiedziała, że nic nie jest pewne.

Reklama

– Przekraczając linię, czułam, że dobrze się rzuciłam na metę. Czułam, że idę wszystkim, że mogę się nawet wywrócić, ale chciałam po prostu powalczyć do końca i tak zrobiłam. Ale nie byłam świadoma, czy to był medal, czy nie. Ciężko to wyczuć. Podświadomie czułam, ale kiedy zobaczyłam, że dwa pierwsze miejsca są zajęte, to czekałam z niepewnością. Zwłaszcza po zeszłym roku, kiedy trzy czy cztery z nas miały ten sam wynik, tylko tysięczne się różniły. Więc to ulga, że zdobyłam ten medal – opowiadała.

Radość z sukcesu koleżanki

Ulga, bo rok temu, w Chinach, Pia była czwarta. Ale do brązowego medalu straciła wtedy trzy tysięczne sekundy. Bliziutko. Nawet bliżej niż dziś do srebra – bo do drugiej Nadine Visser zabrakło Pii pięć tysięcznych. Też blisko, ale Skrzyszowskiej to nie przeszkadzało. Bo Holenderka to jej dobra koleżanka, cieszyła się też jej szczęściem.

Reklama

– Nie mam niedosytu. Cieszę się, że Nadine zdobyła medal. Trenujemy razem, ona niejednokrotnie na medal zasługiwała, a coś nie wychodziło. Fajnie, że możemy razem stanąć na podium i mamy tak naprawdę ten sam wynik. Jak Nadine ma gorszy rzut – tak między sobą mówimy – to teraz chyba jej się udał (śmiech).

Pia ma rację tylko częściowo – Nadine, owszem, dobrze rzuciła się na metę, ale wygrała tak naprawdę startem, który miała lepszy od Polki o… sześć tysięcznych. Czyli wszystko na ułamki sekund, milimetry. Ale takie są halowe sprinty, tak się biega na 60 metrów.

W każdym razie – Pia nie smuciła się, że zabrakło do srebra, zamiast tego cieszyła się brązem. Zdrowe podejście, ale też sporo radości, bo poziom na płotkach jest naprawdę równiutki. A to jednak Toruń, bieg w Polsce, na swoim terenie, na wielkiej imprezie.

No i: bieg na oczach bliskich. Ten medal był dla Pii ważny, bardzo chciała go zdobyć.

Reklama

Rodzina na miejscu

– Dużo tu jest mojej rodziny. Były moje siostry, była moja mama z koleżankami, byli wujkowie. Chciałam ich wszystkich zobaczyć. Podobnie z kibicami, zrobiłam rundę honorową, przebiegłam 200 metrów, strasznie to zmęczyło, ale to była radość. Rzadko ma się okazję startować przy tak licznym gronie polskich kibiców i jeszcze zdobyć medal.

Tak zresztą skupiła się na medalu, że nawet nie zorientowała się, że pobiła rekord kraju. Ten nowy wynosi 7,73 s, a o tym, że w ogóle jest, powiedziała Skrzyszowskiej koleżanka. Pia mówiła potem, że to po prostu dodatek. Medal jest ważniejszy. Ale cieszyć można się z obu sukcesów – i tego ważniejszego, i tego „dodatku”.

Będzie miała na to tydzień, w tym czasie ma odpocząć. Potem powrót do pracy i przygotowania do biegów na stadionie. A tam – walka o kolejne medale.

Fot. Newspix

Reklama

Czytaj więcej o HMŚ na Weszło:

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

La Liga

Real wytrzymał presję! Wyścig o mistrzostwo wciąż trwa

Braian Wilma
4
Real wytrzymał presję! Wyścig o mistrzostwo wciąż trwa

Inne sporty