Jeszcze przed startem tej zimy zakładaliśmy, że igrzyska w Pekinie mogą okazać się lepsze od tych w Pjongczangu. W Korei medale zdobywaliśmy tylko za sprawą skoczków – Kamila Stocha (złoto) i drużyny (brąz). W Chinach liczyliśmy na więcej, ale tuż przed startem igrzysk można mieć wątpliwości co do tego… czy wrócimy z jakimkolwiek krążkiem. Choć szanse na podium na pewno się pojawią.

Zimowe igrzyska za pasem. Czy Polacy przywiozą z Pekinu choć jeden medal?

Polska bez medalu?

To pierwsze pytanie, które należy sobie zadać. Bo całkiem prawdopodobny wydaje się, niestety, scenariusz, w którym wrócimy do mrocznych czasów naszych sportów zimowych – czyli XX wieku. Regularnie mieliśmy wówczas problemy ze zdobywaniem medali – od pierwszych igrzysk, w 1924 roku, aż do ostatnich w tamtym stuleciu, w roku 1998, zdobyliśmy… ledwie cztery krążki.

Pierwszy z nich to zasługa Franciszka Gąsienicy Gronia, który w 1956 roku zgarnął brąz w kombinacji norweskiej. Cztery lata później dwie trzecie podium w łyżwiarskim wyścigu na 1500 metrów zajęły Polki – Elwira Seroczyńska była srebrna, Helena Pilejczyk brązowa. Wydawać się wtedy mogło, że Polska się rozkręca i z naszymi sportami zimowymi będzie tylko lepiej, ale tak się nie stało. I w 1964, i 1968 roku medalu zabrakło. W 1972 w Sapporo – wiadomo, złoto wyskakał Wojciech Fortuna. Historyczne, pierwsze dla naszego kraju.

Tyle że Fortuna był sensacyjnym mistrzem. W Japonii teoretycznie nie miał prawa stanąć nawet na podium, co dopiero myśleć o wygranej. Jego triumf był może oznaką wielkiego talentu, ale nie świadczył o niczym więcej i nie zwiastował kolejnych medali, o czym fani w Polsce szybko się przekonali – przez niemal trzy kolejne dekady Polacy medalu nie zdobyli. Choć zdarzały się dobre występy, to zawsze czegoś jednak brakowało.

A potem? Potem poszło. Dokładnie dzień przed okrągłą, trzydziestą rocznicą złota Fortuny, swój pierwszy medal wyskakał Adam Małysz w Salt Lake City. Potem dołożył też drugi. Również dwa krążki przywieźli z Turynu Tomasz Sikora i Justyna Kowalczyk. W Vancouver medali było już sześć, tyle samo w Soczi, na naszych najlepszych igrzyskach w historii (cztery złota, srebro i brąz). W Pjongczangu, jak wspomnieliśmy, znów – jak w 2002 roku – ratowały nas skoki.

Teraz jednak o medal może być niezwykle trudno. Bo po prostu nie da się wskazać kogoś, o kim można by powiedzieć: tak, to murowany faworyt do podium. Nasza reprezentacja olimpijska składa się co prawda z 57 osób, ale żadna z nich – z różnych powodów – w tej chwili nie powinna składać medalowych deklaracji. Może więc okazać się, że po raz pierwszy od 24 lat obejdziemy się na zimowych igrzyskach smakiem.

Choć jednak murowanych faworytów nie ma, to są tacy, którzy o medale mogą powalczyć. Zresztą nie bez powodu ledwie kilka tygodni temu firma Gracenote, zajmująca się często medalowymi analizami, wskazywała, że Polskę stać nawet na trzy krążki.

Kto więc mógłby je zdobyć?

Medal z izolacji?

Przed wylotem do Pekinu Natalia Maliszewska była naszą największą nadzieją medalową. Polka od dobrych kilku lat należy do światowej czołówki w short tracku. Od 2019 roku niezmiennie przywozi do kraju medale mistrzostw Europy na 500 metrów (w tym złoto sprzed trzech lat właśnie), była też wicemistrzynią świata. W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata też raz wygrała – w sezonie 2018/19, swoim najlepszym. Trwającej zimy była trzecia, ale liczba zawodów była wyjątkowo mała i cały cykl szybko się skończył. Choć warto zauważyć, że Natalia wygrała jeden ze startów – na torze… w Pekinie.

Wszystko to sugerowało, że gdy przyjdzie do olimpijskiej rywalizacji, Maliszewska będzie jedną z największych faworytek do medalu. Polka od kilku lat jest regularna, pokonuje nawet najgroźniejsze rywalki, raczej nie przytrafiają jej się wpadki. Mało tego – tej zimy z bardzo dobrej strony pokazywała się też na 1000 metrów i mówiło się, że i tu może zakręcić się w okolicach podium. Wiadomo, short track jest co prawda bardzo loteryjną konkurencją, wszystko zmienić może jeden upadek, których w tym sporcie sporo.

Kiedy jest się jednak w świetnej formie, szanse na ich uniknięcie rosną. A Natalia w takiej była. Pojawił się tylko jeden problem…

COVID. W nocy z 29 na 30 stycznia, już przebywając w Pekinie, Maliszewska otrzymała pozytywny wynik testu na koronawirusa i trafiła do izolacji. Nie byłoby w tym jeszcze wielkiej tragedii, gdyby jej najważniejszy start zaplanowano na koniec igrzysk. Niestety – kwalifikacje w rywalizacji na 500 metrów odbywają się 5 lutego. Konrad Niedźwiedzki, były panczenista, a w Pekinie szef polskiej misji olimpijskiej, przekazywał, że w stolicy Chin średni czas izolacji trwa 5-6 dni. Jeśli Natalia wyjdzie tak szybko, zdąży na zawody. Jeśli.

– Czuję się dobrze. Jestem zdrowa, tylko test mi wyszedł pozytywny. Gdyby ktoś kilka dni temu powiedział mi, że tak się stanie, bym się tylko zaśmiała. Jestem okazem zdrowia, nie mam gorączki, na treningach jeździłam normalnie, nie jestem osłabiona, nie miałam w ogóle podejrzeń, że coś takiego mogłoby mi się wydarzyć. […] Jest mi ciężko w to uwierzyć. Czuję się jakby ktoś mnie oszukał – mówiła TVP Sport tuż po pozytywnym wyniku.

Żeby wyjść z izolacji, Natalia potrzebuje dwóch negatywnych testów. Już teraz nastawia się na to, że je otrzyma. I choćby miało być to nawet godzinę przed startem, to gotową w pokoju, w którym się izoluje, ma torbę z wszystkimi potrzebnymi jej rzeczami. Sprzęty do treningu na czas odosobnienia też ma, stara się cały czas przygotowywać do rywalizacji. Wiadomo, jazdy na lodzie nie zastąpi nic, ale Polka robi, co może.

– Mam tu nawet swoją flagę. Jestem sportowo wkurzona teraz i nastawiona jeszcze bardziej bojowo. Chcę pokazać im, że nie zrobi to na mnie wrażenia – dodawała. W to wkurzenie można jej wierzyć. Pozostaje tylko liczyć na to, by zdążyła wyjść w terminie i pokazała na co ją stać na lodzie, nawet po stracie kilku kluczowych dni z przygotowań. – Jestem gotowa do tego startu od kilku miesięcy – mówiła w końcu niedawno.

I oby okazało się, że tę gotowość zaprezentuje. Bo nie ulega wątpliwości, że nawet po kilku dniach w zamknięciu, to Natalia właśnie będzie naszą największą nadzieją medalową.

Łyżwy dadzą sukcesy?

Na igrzyskach w Vancouver jeden medal, brązowy. W Soczi aż trzy – srebro i brąz w drużynach, a do tego niezapomniane złoto Zbigniewa Bródki. Ten zresztą po dłuższej przerwie wrócił w tym sezonie do rywalizacji na 1500 metrów, ale – przede wszystkim – w starcie masowym. To na igrzyskach stosunkowo nowa konkurencja, którą sam Bródka nazywa „połączeniem short tracku z panczenami”. A że on doświadczenie ma i z krótkiego, i z długiego toru, to liczy, że może tam powalczyć.

Jakieś podstawy, by tak sądzić, zresztą ma. Na Pucharze Świata w Tomaszowie Mazowieckim był trzecim zawodnikiem w mass starcie. Ten jest zresztą zdecydowanie bardziej loteryjną konkurencją od tych typowo szybkościowych.

Idą ucieczki, które mogą dojechać do samej mety, bardzo ważna jest zatem taktyka. Bywa walka na łokcie, dzieje się naprawdę dużo. Jest ciekawie, widowiskowo i emocjonująco. Warto ryzykować, bo otwierają się możliwości dla tych, którzy nie są faworytami. Czyli dla mnie – mówił nasz złoty medalista Eurosportowi przed kilkoma tygodniami.

Sam dodawał, że na igrzyskach on akurat nic nie musi. I to daje mu komfort psychiczny. Chce tam pojechać, powalczyć o dobre miejsce, a potem skończyć karierę. Na starty dostał specjalną zgodę zwierzchników w straży pożarnej. Ci zapewne liczą, że Bródka raz jeszcze rozsławi ich komendę. Jednak to nie w nim należy upatrywać największej nadziei na medal.

Tę bowiem zdecydowanie mamy w sprintach, szczególnie w osobie Angeliki Wójcik, ale i Kai Ziomek. Obie nasze zawodniczki w rywalizacji na 500 metrów potrafiły już stawać na podium zawodów Pucharu Świata, a ta pierwsza w jednych nawet triumfowała, stając się rewelacją tego sezonu i dopiero drugą Polką, która odniosła taki sukces. – To zwycięstwo utwierdziło mnie w przekonaniu, że moje marzenie jest w zasięgu ręki – mówiła wtedy.

Dodawała też jednak, że jeśli nie stanie na podium, to się nie załamie. Ma 25 lat, na kolejnych igrzyskach nadal będzie w stanie walczyć o najwyższe cele. To dobre podejście, bo sprint często rozgrywa się na setne czy nawet tysięczne części sekundy. Dystans jest krótki, stawka piekielnie mocna. Do medalu śmiało można typować i dziesięć zawodniczek. Dla nas świetną wiadomością jest to, że w tym zestawieniu są dwie Polki. Nawet gdy spojrzymy na tabelę najlepszych w tym sezonie wyników wyraźnie to widać – Kaja Ziomek ma 9. czas na świecie, a Angelika Wójcik 4., będący przy tym rekordem Polski.

Zdecydowanie warto przyjrzeć się też Piotrowi Michalskiemu. Na niedawnych mistrzostwach Europy Holandia tylko w trzech konkurencjach nie okazała się najlepsza. Jedną z nich była rywalizacja na 500 metrów mężczyzn, gdzie triumfował Polak. On niedawno opowiadał o tym, jak poważnie traktuje zasady związane z koronawirusem, nie chce bowiem, by cokolwiek przeszkodziło mu w starcie.

I tak przeżył jednak ogromny cios – pozytywny test zamknął bowiem w izolacji Maliszewską, czyli… jego narzeczoną. Dziś twierdzi jednak, że już się otrząsnął, jest gotów do walki, a wierzy, że i Natalia dostanie swoją szansę. Inna sprawa, że nasza ekipa sprinterów i tak została przetrzebiona – w kraju z powodu pozytywnego wyniku został Damian Żurek (ale najprawdopodobniej dołączy do kadry 7 lutego, jest już bowiem zdrowy), a Marek Kania otrzymał taki w Pekinie. I to też pewien cios, bo nieźle prezentował się w zawodach Pucharu Świata, w jednych stanął nawet na podium. W dobrej dyspozycji byłby w stanie powalczyć o wysokie lokaty. A czy w ogóle dostanie szansę – nie wiadomo.

Tyle na ten moment o lodowisku. A gdzie mamy największe szanse, gdy je opuścimy?

Nowa królowa snowboardu?

Jest już na pewno Królem. Bo tak Aleksandra ma na nazwisko. W Pekinie będzie jednak walczyć o to, by zostać królową równoległego slalomu giganta, bo w tej konkurencji ma szanse na medal. Jeszcze jakiś czas temu wydawało się, że niezbyt duże. Od tamtej pory zdołała jednak osiągnąć coś historycznego – wygrać zawody Pucharu Świata. Jak mówi, taki wynik wcale nie nakłada na nią presji, wręcz przeciwnie.

– Mam teraz wewnętrzny spokój. Wszyscy pytają się, czy przypadkiem nie ciąży na mnie wielka presja w związku z tym wynikiem, a ja mówię, że nie. Jest spoko. To zwycięstwo utwierdziło mnie tylko w tym, że cały czas jestem na bardzo wysokim poziomie. Wiedziałam o tym, ale teraz mam to potwierdzone czarno na białym. Najchętniej to w ogóle nie schodziłabym z tego pierwszego miejsca. Jakie to jest wspaniałe uczucie, kiedy się wygrywa! […] Stawka zawodniczek jest jednak naprawdę mocna i bardzo wyrównana, ale teraz wiem, że jeżdżę na takim samym poziomie, jak te najlepsze. Trzeba będzie walczyć i ryzykować – opowiadała na łamach Onetu.

Przed tym sezonem doszło u niej do jednej ważnej zmiany – firmy, z której desek korzysta. W olimpijskiej zimie to spore ryzyko, ale wygląda na to, że się opłaciło, bo Ola jeździ najlepiej w karierze i ma zamiar potwierdzić to na igrzyskach. Te będą już jej trzecimi. W Soczi, jak wspomina, zjadł ją stres. W Pjongczangu prezentowała się lepiej, a teraz liczy na to, że zdobędzie medal. Mówi o tym otwarcie, wierzy w sukces.

Tym bardziej, że w Zhangjiakou, gdzie odbędą się snowboardowe zawody, już przed trzema laty zajęła czwarte miejsce w Pucharze Świata. Do tego, jak mówi, powinien pasować jej sztuczny śnieg na trasie, bardziej sypki niż naturalny. Wewnętrzny spokój osiągnęła też tym, że… sama wykonywała sobie testy, jeszcze przed wylotem do Pekinu. Robiła je codziennie (i prosiła o to rodzinę przed spotkaniami, na czele z matką, która jest lekarką), do tego unikała niepotrzebnych kontaktów z ludźmi. Jest też zaszczepiona trzema dawkami. Innymi słowy: zrobiła wszystko, co tylko mogła, by zabezpieczyć się przed zakażeniem.

Już w wiosce olimpijskiej napotkała jednak pewien problem związany z kołdrą. Otóż ta z pokoju była z pierzem, a na niego Król ma alergię. Syntetyczną kołdrę do Pekinu przywiózł jej więc… Dawid Kubacki. Teraz może spać spokojnie. I oby ten spokój towarzyszył jej aż do końca igrzysk, zwłaszcza na stoku, w dniu rywalizacji.

Przy tej okazji warto jeszcze dorzucić dwa nazwiska innych snowboardzistów – Oskara Kwiatkowskiego i Michała Nowaczyka. Choć oni nie osiągali w tym sezonie takich wyników jak Aleksandra, to od kilku lat należą do szerokiej czołówki Pucharu Świata. I sami mówią, że w Pekinie chcieliby powalczyć o medale.

Co z tymi skoczkami?

To chyba pytanie, które zadaje sobie każdy fan sportów zimowych w Polsce. To właśnie w ekipie skoczków narciarskich upatrywaliśmy naszych największych nadziei medalowych. Kamil Stoch miał walczyć o czwarte złoto, drużyna o poprawienie trzeciego miejsca z Pjongczangu, a Piotr Żyła i Dawid Kubacki o to, by też zapisać coś na swoje indywidualne konto. W końcu każdy z trójki naszych weteranów to już mistrz świata, Kubacki wygrywał też Turniej Czterech Skoczni, a na wypisanie osiągnięć Stocha trzeba by kilku dobrych akapitów.

Ujmując to krótko: to fantastyczni zawodnicy. Tyle że nie w tym sezonie.

Tej zimy na podium zawodów Pucharu Świata stał tylko Stoch, który był trzeci w Klingenthal. Potem jednak rozłożyło go zapalenie zatok, a kilka tygodni później – w trakcie Turnieju Czterech Skoczni – już wszystko w jego skokach wyglądało źle. Odpuścił więc dwa ostatnie konkursy, pojechał do kraju trenować. I co? I złapał kontuzję stawu skokowego. Po powrocie do Pucharu Świata znakomicie zaprezentował się w prologu w Willingen, który wygrał. Ale w dwóch tamtejszych konkursach było już znacznie słabiej.

A Piotr Żyła i Dawid Kubacki (który nie tak dawno temu męczył się z COVID-em) wcale nie prezentują się lepiej.

Wierzę, że dojdą do najlepszej dyspozycji. A wtedy powinni mieć szanse medalowe. Tym bardziej że fundament jest. Skoki są tak nieprzewidywalne, że zawodnik, który dziś ma problemy, za dwa tygodnie może być w czołówce. Czuję, że oni już skaczą coraz lepiej, choć może tego nie widać – mówił o Polakach Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, kilka tygodni temu na łamach „Faktu”. I w sumie trzeba mu przyznać rację – poprawy nie widać.

Drużyna skoczków

Nadziei w przypadku skoczków upatrywać można głównie w ich… nieregularności. Bo każdy z nich, co pokazało Willingen, jest w stanie oddać co najmniej dwa świetne skoki. Sęk w tym, że niekoniecznie w konkursie, częściej na treningach czy w kwalifikacjach. Te we właściwej rywalizacji zbyt często są słabe. Zadaniem na Pekin będzie więc ustawienie tego wszystkiego tak, by dobre próby przyszły właśnie na zawody. A czy dadzą one medal? Trudno stwierdzić.

Z całą pewnością szanse na podium istnieją, ale raczej w konkursach indywidualnych. Naszą kadrę trudno obecnie podejrzewać o osiem świetnych skoków potrzebnych do tego, by stanąć na podium w zawodach drużynowych. Ale dwa w rywalizacji indywidualnej któregoś z naszych zawodników – czemu nie? Nasza uwaga powinna się tu skoncentrować szczególnie na skoczni normalnej, gdzie różnice zwykle są mniejsze. Tam często liczy się siła odbicia (którą każdy z naszej eksportowej trójki potrafi zaimponować), a błędy techniczne – będące w tym sezonie wielkim problemem Polaków – mogą się okazać mniej ważne.

Na ten moment trudno jednak wierzyć w podium. Każdy medal naszych zawodników przywieziony ze skoczni byłby niespodzianką. Niestety, przed tym sezonem poszło bardzo nie tak w przygotowaniach, mimo że wszyscy zapewniali, że jest świetnie. A my im wierzyliśmy i jeszcze przed startem zimy byliśmy pewni, że Stoch czy Żyła powalczą o najwyższe cele. Teraz jest już zupełnie inaczej.

Gdzie jeszcze szukać szans?

Nasza reprezentacja po raz pierwszy w historii zimowych igrzysk liczy sobie więcej kobiet niż mężczyzn. Nic dziwnego, że to przede wszystkim w postawie pań upatrujemy głównych szans medalowych. Obok Natalii Maliszewskiej, Angeliki Wójcik czy Aleksandry Król będzie to przede wszystkim Maryna Gasienica-Daniel. Polska alpejka zaliczyła trudny początek sezonu z powodu choroby, która utrudniła jej przygotowania. Potem zatrzymał ją też na chwilę pozytywny wynik testu na koronawirusa.

W ostatnim czasie radzi sobie jednak znakomicie. Od czterech zawodów w slalomie gigancie nie wypadła z czołowej dziesiątki, trzykrotnie w tym czasie zajmując – najlepsze w karierze – szóste miejsce. W pojedynczych przejazdach wygrywała nawet z najmocniejszymi zawodniczkami tej konkurencji, takimi jak Mikaela Shiffrin czy Sara Hector. W międzyczasie zanotowała też najlepszy wynik w supergigancie (w którym na ZIO też wystartuje, podobnie jak w rywalizacji drużynowej), co tylko potwierdziło, że jej forma rośnie.

– Jestem daleki od mówienia o konkretnych miejscach. Jeśli Maryna będzie miała dobry przejazd, to na pewno będziemy czuli satysfakcję. Jeśli popełnimy jakiś błąd, to na pewno nie będziemy zadowoleni. W tym sezonie tak to się układa, że jest około 12 dziewczyn w czołówce, które dość mocno się rotują. Jeśli któraś z nich wejdzie na podium, nie będzie zaskoczenia dla nikogo. Przez to, że jest ich aż dwanaście to różnica między tymi miejscami nie jest duża – mówił Marcin Orłowski, trener Maryny, dla Polskiego Radia.

Pozostaje liczyć, że w Pekinie to Maryna będzie z przodu tej stawki.

Maryna Gąsienica-Daniel

Szans, choć niewielkich, na dobry wynik można też upatrywać w biathlonie, głównie w osobach Kamili Żuk i (zwłaszcza) Moniki Hojnisz-Staręgi. Starsza z Polek kiepsko zaczęła ten sezon, jednak w ostatnim czasie jej dyspozycja – przede wszystkim biegowa – zdecydowanie się poprawiła. Owszem, dalej nie startuje na poziomie ścisłej czołówki, ale znacząco się do niej zbliżyła. Sama zresztą powtarza regularnie, że w Pekinie chce powalczyć o medal.

Jej nadzieję można tłumaczyć w dużej mierze tym, że biathlon ma w sobie pewną dozę losowości. Gorsze warunki, mocno wiejący wiatr, padający śnieg – to wszystko może sprawić, że najważniejsze będzie dobre strzelanie, a Monika potrafi w pojedynczych biegach pokazać się w nim z dobrej strony. Pytaniem pozostaje, czy uda jej się to na igrzyskach. Podobnie jest zresztą w przypadku Kamili Żuk. Młodsza z Polek biegowo zawsze była dobrze przygotowana, a jej problemem pozostawało właśnie strzelanie. Gdy udawało jej się je opanować i nie popełnić na strzelnicy żadnego błędu, można by liczyć na niezły wynik. Problem w tym, że w przypadku obu Polek bezbłędne strzelanie nie należy do częstych obrazków.

Niestety więc, na ten moment wydaje się, że dla Polski nawet jeden medal przywieziony z Chin będzie dużym sukcesem. A każdy kolejny – ogromnym.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Czytaj także: 

Suche Info
04.02.2023

Runjaic: Zasłużyliśmy na zwycięstwo, choć to był wymagający mecz

– Myślę, że w pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrą piłkę – tak, jak przeciwko Koronie. Mieliśmy mecz pod całkowitą kontrolą, strzeliliśmy gola. W drugiej odsłonie Zagłębie, które według mnie to niezwykle solidna drużyna, podjęło ryzyko – powiedział Kosta Runjaic po zwycięstwie Legii Warszawa nad Zagłębiem Lubin (2:1).Warszawianie faktycznie dominowali do przerwy i przewagę potwierdzili golem Wszołka. Po przerwie Muci trafił po dograniu Josue z rzutu wolnego. Ale w ostatnim […]
04.02.2023
Weszło
04.02.2023

Ziemia jest okrągła, bramki są dwie, a Legia wygrywa z Zagłębiem

Przed tym meczem zadawaliśmy sobie pytanie, czy Zagłębie Lubin rzeczywiście poszło w dobrą stronę po zmianie trenera, jak mogło wskazywać na to zwycięstwo ze Śląskiem Wrocław. Można było mieć wątpliwości, szczególnie że ekipie trenera Djurdjevicia daleko do Legii Warszawa. Potrzebny był test, poważniejsze wyzwanie, okazja do wykazania się.Szczerze mówiąc, dzisiaj mało kto z Lubina dał radę i to wyzwanie w ogóle podjął. Na pewno nie Woźniak, który przy golu Wszołka był na wakacjach, […]
04.02.2023
Suche Info
04.02.2023

Goncalo Feio: Wokół Motoru jest wiele nieżyczliwych osób. Zaczynam mieć dość tego boksowania

– Jestem szczery i chcę, by kibice wiedzieli co się dzieje wokół Motoru. Wokół Motoru jest wiele osób nieżyczliwych, w tym byłych pracowników, które ingerują w pracę klubu. I ludzi z MOSiR-u, które wolą gościć inne drużyny niż Motor. Ja się czuję odpowiedzialny, by bronić mojej drużyny. Nie będzie mojej zgody na to – powiedział Goncalo Feio w materiale wideo, który opublikował na własnym koncie na YouTube.Jak pisze Feio na Twitterze – klub nie chciał […]
04.02.2023
Suche Info
04.02.2023

Kozłowski z kolejną asystą w barwach Vitesse [WIDEO]

Druga asystą w drugim meczu z rzędu popisał się Kacper Kozłowski. Polski pomocnik przytomnie dostrzegł wychodzącego na wolne pole Manhoefa, a ten dał prowadzenie Vitesse.Przed tygodniem Vitesse wygrało 3:1 z Heerenveen, a udział przy tamtym triumfie mieli obaj Polacy – Kozłowski asystował, z kolei Bartosz Białek strzelił gola. Dobrą formę potwierdził Kozłowski również dziś w starciu z FC Emmen. To jego dogranie pozwoliło objąć prowadzenie. A trzeba […]
04.02.2023
Weszło
04.02.2023

Włodarczyk i Zwoliński w śniegu pracują na transfery

Hu, hu, ha, przyszła zima zła! Przyszła i przerwała na dobre pół godziny mecz w Zabrzu, ale była mniej wytrwała niż dzień wcześniej w Płocku i tym razem udało się pograć. Na szczęście dla Szymona Włodarczyka i Łukasza Zwolińskiego.W Zabrzu musieli z niepokojem oczekiwać meczu z Lechią. Oczywiście nie z powodu potęgi zespołu z Gdańska, a poziomu, jaki na inaugurację piłkarskiej wiosny zaprezentował Górnik. Małgorzata Mańka-Szulik – prezydent miasta, które jest […]
04.02.2023
Suche Info
04.02.2023

Wolverhampton kpi ze słów Kloppa. „Trzeciego gola nie liczę”

– Trzeciego gola nie liczę, ponieważ oni po raz pierwszy wtedy przeszli linię środkową boiska w drugiej połowie – wypalił Jurgen Klopp po porażce 0:3 z Wolverhampton. „Wilki” postanowiły zakpić z Niemca na Twitterze.Liverpool wysoko przegrał na wyjeździe z Wolverhampton – choć ekipa „The Reds” oddała więcej strzałów od rywala, to jednak i tak nie zdołała zdobyć choćby jednej bramki. Sfrustrowany postawą swoich graczy w defensywie był Jurgen Klopp. – […]
04.02.2023
Sporty zimowe
14.03.2022

Utracony wzrok, łzy w Vancouver i dwadzieścia medali. Historia Briana McKeevera

Najlepszy biegacz paranarciarski w historii i jeden z najlepszych paraolimpijczyków w ogóle. W wieku 18 lat choroba niemal w całości odebrała mu wzrok. Nigdy jednak nie porzucił marzeń. Dzięki temu od paraigrzysk w Salt Lake City do tych w Pekinie zdobył… dwadzieścia medali. W Chinach zresztą po raz kolejny nie dał szans rywalom, choć na karku ma już 42 lata. Poznajcie Briana McKeevera, legendę paraolimpizmu.RekordzistaNa przestrzeni kariery otrzymywał wiele nagród i wyróżnień. Był najlepszym […]
14.03.2022
Pekin 2022
07.03.2022

Ukraina, czyli paraolimpijska potęga. Skąd biorą się jej sukcesy?

Od dziewięciu edycji igrzysk paraolimpijskich – nieważne czy letnich, czy zimowych – nie wypadła z najlepszej szóstki klasyfikacji medalowej. Po pierwszym dniu tych w Pekinie była najlepsza. Teraz wyprzedzają ją tylko Chiny. Jak Ukrainie udało się wejść na poziom międzynarodowej potęgi w sporcie paraolimpijskim, skoro sami sportowcy z niepełnosprawnościami przyznają, że w codziennym życiu nie mają łatwo? Kto jest za to odpowiedzialny? I jak rywalizację utrudniła im wojna – najpierw ta z 2014 roku, a teraz obecna, […]
07.03.2022
Pekin 2022
04.03.2022

Zimowe paraigrzyska. Historia, Polacy i medalowe nadzieje w Pekinie

Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie Pekin 2022 już się rozpoczęły. Dziś mogliśmy obejrzeć ceremonię otwarcia, a w kolejnych dniach czeka nas walka o medale, w której udział wezmą również reprezentanci Polski. Jak jednak zaczęła się historia zimowych paraolimpiad? Którzy Polacy zapisali się w niej najbardziej? I na kogo możemy liczyć w Chinach?Zaczęło się w SzwecjiHistoria igrzysk paraolimpijskich sięga lat 40., gdy doktor Ludwig Guttmann zaczął w Wielkiej Brytanii leczyć osoby […]
04.03.2022
Pekin 2022
22.02.2022

Pandemia, absurdy i jeden medal. Z czego zapamiętamy igrzyska w Pekinie?

Zimowe igrzyska olimpijskie w Pekinie dobiegły końca, a zdecydowana większość kibiców i obserwatorów pożegnała je jednym wielkim westchnieniem ulgi. Pojawiły się nawet głosy, że Pekin 2022 to najgorsza impreza w historii całego ruchu olimpijskiego. Zatem co takiego zapamiętaliśmy z zawodów zorganizowanych w Państwie Środka? Czy minione igrzyska stanowiły dobrą reklamę samego wydarzenia oraz kraju gospodarza? Czy – biorąc pod uwagę koronawirusowe zamieszanie – należało ich zaniechać, lub chociaż zbojkotować? […]
22.02.2022
Pekin 2022
21.02.2022

Eileen Gu. Genialna narciarka, marketingowy majstersztyk i Chinka z wyboru

Ma podpisanych ponad dwadzieścia kontraktów reklamowych z największymi markami. Poza sportem zajmuje się modelingiem. Dostała się na prestiżowy uniwersytet w Stanford, zdobywając 1580 punktów na 1600 możliwych. Wychowała się i żyje w USA, ale na stoku reprezentuje Chiny. W Państwie Środka szaleją na jej punkcie, na Zachodzie bywa za to nazywana „PR-owym produktem”. Przede wszystkim jednak – jest niesamowitą narciarką. Na zimowych igrzyskach zdobyła trzy medale, dwukrotnie zostając przy tym […]
21.02.2022
Inne sporty
20.02.2022

Oto najbardziej kontrowersyjna trenerka świata. Poznajcie Eteri Tutberidze

Jeśli na dopingu wpada piętnastolatka, wiesz, że coś jest nie tak. Światowe media szybko zbadały, kto kryje się za wątłymi plecami Kamili Waliewej. A także kto może być odpowiedzialny za to, że w jej organizmie znalazła się trimetazydyna. Eteri Tutberidze przejdzie do historii jako najbardziej negatywna postać zimowych igrzysk w Pekinie. To trenerka, która prowadziła nie tylko Waliewę, ale pozostałe nastolatki startujące pod flagą Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego.W świecie łyżwiarstwa figurowego nikt nie odnosi […]
20.02.2022