Polak zły na siebie po porażce na HMŚ. „Jest mi wstyd”

Sebastian Warzecha

20 marca 2026, 21:52 • 4 min czytania 0

Reklama
Polak zły na siebie po porażce na HMŚ. „Jest mi wstyd”

Oliwer Wdowik chciał walczyć o dwie rzeczy: finał, a może nawet medal w biegu na 60 metrów i o rekord Polski na tym dystansie. Nie udało się ani jedno, ani drugie. W półfinale rywalizacji na tym dystansie pobiegł 6,58 s. Jeszcze niedawno taki rezultat by go ucieszył, bo byłby nową życiówką. W tym sezonie Oliwer biegał już jednak szybciej. I dziś liczył na kolejny najlepszy w karierze wynik. A wyszedł bieg kiepski. – Jest mi przykro, że nie wykorzystałem warunków – mówił Polak.

Oliwer Wdowik krytyczny po starcie na HMŚ. „Start z bloków i było po zawodach”

Mówiło się, że na finał będzie potrzebne bieganie w okolicach niedawno ustanowionej – na tej samej hali – życiówki Oliwera. Czyli 6,54 s. Okazało się, że wystarczyłby czas o setną – a może nawet dwie, choć wtedy liczylibyśmy tysięczne części sekundy – gorszy. Nie był to więc poziom aż tak znakomity, choć aż czterech zawodników złamało granicę 6,50 s. W tym Trayvon Bromell, który pobiegł fantastyczne 6,42 s, wyrównując swoją życiówkę, a co za tym idzie – szósty czas w dziejach całego dystansu.

Obok Bromella biegł Oliwer Wdowik. Polak jednak, jak mówi, już po starcie wiedział, że „nic z tego nie będzie”. Bo o ile czas reakcji miał niezły, o tyle całkowicie usztywniło go po ruszeniu z bloków.

Jestem zły, jest mi wstyd, że nie wykorzystałem warunków, jakie mieliśmy dzisiaj. Byłem przygotowany na najszybsze bieganie w swoim życiu. Te bloki mi też nie leżały, było 50 na 50, czasami bieg wyszedł, czasami nie. Nie wiem, co zrobiłem w tym biegu, taką „górę” wystrzeliłem… Musiałem gonić, a Brommela nie da się tak dogonić, nie jestem na takim poziomie, żeby go złapać. 6,58 s to, kurczę, trochę wolno.

Reklama

Wdowik był pełen refleksji. Mówił, że przypomniały mu się czasy juniorskie, gdy na imprezie docelowej wystartował w podobnym stylu. Albo że zaczął żałować „palca na mistrzostwach Polski”. O co chodzi? Na HMP ustanowił życiówke – 6,54 s, czwarty najlepszy czas w historii polskiej lekkiej atletyki – ale na ostatnich metrach już celebrował złoto. Możliwe, że stracił przez to setną albo i dwie sekundy. W tabeli polskich list historycznych mógł być drugi i mieć przed sobą tylko Mariana Woronina i jego 6,51 s.

Zakładał jednak, że ten wynik zaatakuje dziś.

Reklama

– Byłem przekonany, że taka sytuacja się jeszcze powtórzy, a tu się okazuje, że dziś było parę setnych wolniej. Nie taki plan był na dziś, nie tak chciałem kończyć ten dzień. Jest mi wstyd, ale niczego nie zmienię – mówił. Co jednak istotne: podkreślał, że mimo wszystko sam fakt, że mieliśmy dwóch Polaków w półfinale HMŚ na 60 metrów, to coś wartego docenienia. Bo oprócz niego biegał też Dominik Kopeć, czyli jeden z tych zawodników z życiówką lepszą od tej Oliwera (Kopeć ma 6,53 s). Dziś był o setną sekundy gorszy od młodszego Polaka.

Obaj też mówili, że sezon letni może być dobry. Zresztą dla Oliwera świetny był już poprzedni, bo Wdowik wykręcił wtedy 10,10 s. Szybciej biegali tylko Marian Woronin (10,00 s) i… Dominik Kopeć (10,05 s). A Wdowik dopiero się rozkręca. I sam mówi, że chciałby „pana Mariana” zaatakować. Tym bardziej podrażniony tym, że na hali się nie udało.

– Dwóch Polaków w półfinale mistrzostw świata to w polskim sprincie nie jest raczej częsta sytuacja. Zaczyna się z tego robić coś fajnego. Nie chcę jednak mówić o sztafecie, że to na pewno będzie dobrze wyglądało, bo potrzebujemy jeszcze dwóch chłopaków, ale prognostyk jest dobry. Jak co roku. Co roku mówimy, że jesteśmy najszybsi w karierze, może wreszcie to obronimy? A lato? Cóż, mam nadzieję, że zbliżymy się do pana Mariana.

A jak ocenia sezon halowy? Jako udany: został w końcu mistrzem Polski, znacząco (o sześć setnych) poprawił życiówkę. I pokazał sobie, że wiele potrafi. Ale finalnie nie może się nim jednak cieszyć cieszyć. Ambicja nie pozwala.

Reklama

– To miała być wisienka na torcie. Wcześniejsza część sezonu nie ma dla mnie żadnego znaczenia, bo liczył się ten start. Nic mi ten bieg pewnie ostatecznie nie da, a jest mi przykro, bo nie wykorzystałem warunków. Bo biegać obok Brommela, czyli geniusza, legendy i tak to zaprzepaścić… to trzeba mieć talent.

Cóż, oby okazało się, że latem Oliwer pokaże talent innego rodzaju i faktycznie Mariana Woronina oraz jego rekord zaatakuje.

Z TORUNIA
SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Reklama

Czytaj więcej o innych sportach na Weszło:

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Inne sporty