Listkiewicz wspomina Viktora Orbana: Dało się go lubić

Jakub Radomski

Opracowanie:Jakub Radomski

30 maja 2026, 12:37 • 2 min czytania 8

Reklama
Listkiewicz wspomina Viktora Orbana: Dało się go lubić

Finał Ligi Mistrzów między PSG a Arsenalem odbędzie się w Budapeszcie. Na Węgrzech w ostatnich latach mocno zainwestowano w sport, co było zasługą premiera Viktora Orbana, który niedawno stracił władzę. Dziś krajem rządzi Peter Magyar, dla którego sport nie jest równie ważny. Orbana jako człowieka w rozmowie z Interią wspomina Michał Listkiewicz, były prezes PZPN, a z wykształcenia hungarysta. 

Reklama

Listkiewicz jest przekonany, że finał Ligi Mistrzów zostanie na Węgrzech wykorzystany politycznie. Mówi też o dwóch upokorzeniach, jakie przeżył Orban.

Nowe władze na Węgrzech będą próbowały przekuć dzisiejszy finał w sukces organizacyjny. I to na pewno się uda, bo to w tej chwili najważniejszy mecz piłkarski w całej Europie. Dla Orbana to bardzo przykre, przeżyć dwa tak wielkie upokorzenia w krótkim czasie. Za pierwsze trzeba uznać wspomniany brak awansu na mundial. A drugie to fakt, że przywódcą, który będzie witał gości z całej Europy będzie nie on, a Peter Magyar, którego ze sportem nie łączą żadne większe relacje. Tymczasem Orban to człowiek zakochany w sporcie, zresztą były piłkarz – tłumaczy Listkiewicz w rozmowie z Interią.

Michał Listkiewicz o Viktorze Orbanie: Dało się go lubić. Później stał się oderwany od realiów, niedostępny

Listkiewicz twierdzi, że nowy przywódca Węgier najprawdopodobniej nie będzie aż tak bardzo finansował sportu. Mówi też Interii, jak wspomina Orbana jako człowieka. Okazuje się, że polityk mocno się zmienił.

Widywaliśmy się może dziesięciokrotnie, ale zawsze przy okazjach czysto sportowych. Dało się go lubić, ale tylko przy pierwszym podejściu do funkcji premiera. Wtedy był bezpośrednim facetem, który nawet czasem zaprosił na boisko, by wspólnie pokopać piłkę. Miałem nawet okazję bronić jego uderzenia.  W ostatnich latach Orban stał się jednak wieżą z kości słoniowej. Był oderwany od realiów. Widziałem go nawet na jakimś meczu Ferencvarosu. Był otoczony świtą ochroniarzy, kompletnie niedostępny – opowiada Listkiewicz.

Reklama

Fot. Newspix.pl

8 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama