Mecz Lazio z Milanem pokazał, ile znaczy dobry lewy obrońca

Maciej Piętak

12 września 2026, 20:09 • 4 min czytania 0

Reklama
Mecz Lazio z Milanem pokazał, ile znaczy dobry lewy obrońca

Lewi obrońcy bywają użyteczni, co pokazało sobotnie spotkanie Lazio z Milanem. W pierwszej połowie goście na lewym wahadle męczyli się z niesamowitym prawdziwkiem, ale po zmianie stron i przede wszystkim zmianie zawodnika, wyglądali o niebo lepiej i odrobili dwubramkową stratę.

Reklama

Mecz dwóch połów. Lazio do przerwy niemal bezbłędne

W hicie czwartej kolejki Serie A lewi obrońcy odegrali kluczowe role. W Lazio spotkanie na tej pozycji zaczął Nuno Tavares, natomiast w Milanie był to Pervis Estupinan. I obaj panowie szybko zaznaczyli swoją obecność w meczu.

W dziesiątej minucie Portugalczyk wcielił się w rolę jakiejś ósemki czy nawet dziesiątki. Wziął piłkę na własnej połowie, podprowadził ją, zagrał do boku do Zaccagniego, a ten podał wzdłuż bramki. Dokładnie tam, gdzie stał Estupinan. Ku zaskoczeniu Ekwadorczyka, w jego strefie pojawił się także przeciwnik. Nim się jednak wahadłowy gości zorientował, futbolówka była już w bramce, a pierwszego gola w sezonie strzelił Matteo Cancellieri.

Reklama

I trzeba też powiedzieć, że na tego gola się zanosiło. Już w pierwszej akcji meczu środkowy obrońca Lazio swobodnie wbiegł z piłką w pole karne, ale na szczęście dla Milanu nic z jego wejścia nie wyniknęło. Rzymianie jednak wielokrotnie nękali rywala zagraniami prostopadłymi za linię obrony. Do piłek Frattesiego czy Taylora dobiegali bez większych problemów Zaccagni i Cancellieri.

A że środkowi pomocnicy Milanu notorycznie tracili piłkę, zawodnicy Lazio okazji do tego typu zagrań mieli bez liku. Już po pierwszych dziesięciu minutach mogło być 3:0, lecz swoje szanse zmarnowali Zaccagni oraz Noslin.

Marny Milan

Na gości długimi fragmentami pierwszej połowy nie dało się patrzeć. Groźnie pod bramką Lazio zrobiło się tylko na początku spotkania (główka Chukwueze) oraz tuż przed przerwą (strzał z dystansu Loftusa-Cheeka i kiks z pięciu metrów Gili). W porównaniu z akcjami Rzymian mówimy jednak o sytuacjach, które powstały z przypadku. A to rykoszet, a to zebranie odbitej piłki w polu karnym.

Z kolei u Lazio piłeczka momentami chodziła jak za najlepszych czasów Barcelony. Noslin z Frattesim i Zaccagnim raz rozklepali Milan tak, że Modriciowi nie pozostało nic innego, jak szukanie fajnych domów spokojnej starości w Chorwacji.

Reklama

Nie dziwi zatem fakt, że 41-latka nie oglądaliśmy już w drugiej połowie. Podobnie jak przesłabego Loftusa-Cheeka i Estupinana, który nie zadowolił się jedną zawaloną bramką. Ponownie akcję zapoczątkował jego vis-a-vis, czyli Tavares, który ruszył z piłką pod pole karne rywala. Zostawił ją Taylorowi, a ten, podobnie jak pół godziny wcześniej Zaccagni, zagrał wzdłuż bramki i Ekwadorczyk znów zgubił krycie. Dokładnie w ten sam sposób urwał mu się Noslin, który na raty wpakował piłkę do bramki.

Diego Maradon… wróć, Diego Moreira bohaterem

Zmiany Amorima w przerwie uratowały Milanowi ten mecz. Wejście Musaha, Pulisicia, a przede wszystkim Belga bardzo mocno ożywiło gości.

Lazio po zmianie stron nie było zainteresowane tworzeniem zagrożenia pod bramką rywala. Dobra, może trochę przesadziliśmy, bo pojedyncze wypady były, ale nic z nich nie wynikało, a drugą połowę gospodarze zakończyli z jednym strzałem na koncie.

Reklama

Po stronie Milanu z kolei potrzebowaliśmy jakiegoś kwadransa na to, by pojawiły się konkrety. Zaczęło się od groźnej główki Pavlovicia, chwilę później był niezły strzał Pulisicia.

Potem obejrzeliśmy trzy minuty, które wstrząsnęły gospodarzami.

W 65. minucie Moreira zamknął dośrodkowanie Pulisicia na dalszy słupek, a dwie minuty później Rabiot przyjął na brzuch centrę Musaha, oddał piłkę Belgowi, który wyrównał stan meczu.

Reklama

Może i Amorim kompletnie nie trafił z wyborem składu, jednak trzeba mu oddać, że cała trójka, którą wprowadził w przerwie, miała duży wkład w oba gole. Pal licho same bramki. Musah nie tracił piłek, Pulisić miał cztery kluczowe podania i stuprocentową skuteczność dryblingów, natomiast Moreira mógł nawet skończyć mecz z hat-trickiem, a i w defensywie nie przegrywał pojedynków.

Tak jak pisaliśmy wyżej, Lazio nie miało po przerwie argumentów w ofensywie, więc, jak łatwo wydedukować, to Milan był bliższy zwycięstwa, choć w ostatnim kwadransie brakowało konkretów. Było uderzenie Moreiry z ostrego kąta, szansa Ramosa i strzał z wolnego Hutchinsona, jednak nie nazwalibyśmy tego oblężeniem.

Finalnie mecz zakończył się remisem i trzeba przyznać, że to wynik jak najbardziej zasłużony. Obie ekipy rozegrały po jednej świetnej i jednej katastrofalnej połowie.

I obu trenerom na koniec radzimy – wybór lewego obrońcy ma znaczenie!

Reklama

A, i jeszcze jedno. Z dziennikarskiego obowiązku dodajmy, że Adrian Przyborek znów przesiedział cały mecz na ławce rezerwowych.

Lazio – Milan 2:2 (2:0)

  • 1:0 – Matteo Cancellieri 10′
  • 2:0 – Tijjani Noslin 39′
  • 2:1 – Diego Moreira 65′
  • 2:2 – Diego Moreira 67′

Fot. Newspix

0 komentarzy
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama