Nie będziemy jak Holandia. Ale możemy ją podgryzać [KOMENTARZ]

Sebastian Warzecha

13 lutego 2026, 18:34 • 7 min czytania 0

Nie będziemy jak Holandia. Ale możemy ją podgryzać [KOMENTARZ]

Mówisz „łyżwiarstwo szybkie”, myślisz „Holandia”. To prawidłowość od lat i nic nie zapowiada, by miała się jakkolwiek zmienić. Jasne, czasem Holendrzy zdobędą więcej, czasem mniej medali. Ale w ciemno można stawiać, że wrócą z lodowiska z całkiem pokaźnym dorobkiem z każdej możliwej imprezy. My, Polacy, nie dojdziemy do tego poziomu. Nie ma się co łudzić. Ale jak najbardziej możemy Holendrów i inne wielkie nacje podgryzać. Na to nas stać i dziś dostaliśmy tego kolejny dowód.

Reklama

Mamy medal w łyżwach! Potwierdzenie wielkiego rozwoju

Władimir Siemirunnij zdobył medal olimpijski. Liczyliśmy, czekaliśmy na to. Nie tyle na samego Władka – choć to jak najbardziej też – ale na łyżwy ogółem. Szans mieliśmy w nich bowiem kilka, a to była jedna z największych i druga w ogóle. Szybko możemy więc cieszyć się z medalu na lodzie. Brzmi fantastycznie… i tak jest. Każdy krążek dla Polski to przecież fenomenalna sprawa.

Reklama

A dla łyżwiarstwa tym bardziej.

CZYTAJ TEŻ: MAMY MEDAL! WŁADIMIR SIEMIRUNNIJ SREBRNYM MEDALISTĄ OLIMPIJSKIM!

Bo gdy rozmawiałem przed igrzyskami z Konradem Niedźwiedzkim, dziś szefem misji olimpijskiej, ale w przeszłości brązowym medalistą z biegu drużynowego w Soczi, ten podkreślał, że jako dyrektor w Polskim Związku Łyżwiarstwa Szybkiego (bo i tę funkcję pełni), bardzo czeka na łyżwiarski medal. Bo te ostatnie to właśnie 2014 rok. W Pjongczangu nic się nie udało. Z kolei w Pekinie dwa razy było blisko.

– Myślimy o tym, że czekamy już 12 lat na medal olimpijski, a przy tym od wielu lat potwierdzamy naszą wysoką pozycję w sportach zimowych w Polsce czy nawet na świecie. Brakuje nam jednak właśnie tego medalu olimpijskiego. Zbudowaliśmy w tym okresie fajną strukturę, fajny system szkolenia, zbudowaliśmy kadry… Chciałoby się, by zawodnicy, którzy zdobyli kupę medali czy to Pucharów Świata, czy mistrzostw świata, postawili teraz tę kropkę nad „i” i przywieźli ten medal – mówił.

CZYTAJ: SZEF MISJI OLIMPIJSKIEJ: MEDIOLAN? BYŁ CHRZEST, GDY ODHOLOWALI MI AUTO [WYWIAD]

A dalej opowiadał o tym, że to medal po prostu potrzebny dyscyplinie. Nie dlatego jednak, by popaść w samozadowolenie i pławić się w blasku sukcesu. Wręcz przeciwnie – by móc nadal się rozwijać. Walczyć o coraz lepsze wyniki.

– To pomogłoby całej dyscyplinie, a nam pozwoliłoby dalej to rozwijać. Bo medale olimpijskie dla związków wiążą się też z większymi nakładami na dany sport. A my przecież i tak otrzymywane w ostatnich latach środki dobrze wydatkowaliśmy, czego dowodem są na przykład medale mistrzostw świata. Natomiast marzy mi się, żebym i jako zawodnik – z czego się już cieszę – i po „drugiej stronie” mógł pomóc kadrze w tym, by i inni zawodnicy mogli zdobyć medale.

Taki plan jak najbardziej mi się podoba. I mam nadzieję, że uda się go wykonać. Ba, ufam w to, że się uda.

Bo akurat łyżwiarze faktycznie nas na ogół nie zawodzą.

Regularnie na podium. To najważniejsze

O ile w Pjongczangu i w Pekinie nie udało nam się stanąć na podium, o tyle widok biało-czerwonej flagi na podium najważniejszych startów czy nawet dźwięk Mazurka Dąbrowskiego na lodowiskach nikogo już nie dziwi. Tak naprawdę dobijamy powoli do końca pewnego rodzaju dekady, którą w naszych łyżwach można wyznaczyć od jednego, konkretnego momentu.

Tym momentem będzie otwarcie toru łyżwiarskiego w Tomaszowie Mazowieckim.

Przez lata polscy zawodnicy trenowali bez takiego obiektu. Bywało, że osiągali sukcesy, bywało, że właśnie odpowiednich treningów do nich brakowało. Częściej działo się to drugie. Ale potem przyszedł niespodziewany medal olimpijski drużyny kobiet w Vancouver. A po nim – to fenomenalne Soczi, z trzema krążkami, w tym złotem Zbigniewa Bródki. Nie było już możliwości nadal od tego uciekać.

Więc hala powstała. Dziś jest miejscem do treningów dla naszych łyżwiarzy, ale też gości największe imprezy w świecie łyżew.

 

Tomaszów Mazowiecki. Hala

Hala w Tomaszowie Mazowieckim, rok po oddaniu. Fot. Newspix

Moment jej wybudowania – grudzień 2017 – przypadł na trudny czas, bo akurat następowała w naszym łyżwiarstwie zmiana pokoleniowa. Duża część bohaterów z Soczi i Vancouver kończyła kariery. Pojawiały się nowe talenty, jednak młodziutkie, dopiero się rozwijające. Stąd pierwsze lata nie przyniosły nam zbyt wiele sukcesów. W 2018 nie staliśmy czy to na podium Pucharu Świata, czy to igrzysk, ale też mistrzostw świata albo Europy.

Udało się w sezonie 2019/20. Raz, w drużynowym sprincie kobiet, w którym zresztą mamy świetne rezultaty… ale nie ma go na igrzyskach.

Stąd nasze podia podzieliliśmy. I tak od grudnia 2017 roku mamy ich ogółem 72, z czego w konkurencjach olimpijskich – 48. Głównie to sprinty, bo „wyhodowaliśmy” sobie w międzyczasie specjalistów od tej konkurencji u mężczyzn, i specjalistki u kobiet. Ale pojawił się też „importowany” bohater na długich dystansach – właśnie w osobie Władimira Siemirunnija.

I tak naprawdę od sezonu 2021/22 – czyli w ostatnich pięciu zimach – tych podiów było 71. Jasne, w tym czasie można było wprowadzić na podium grubo ponad 1000 zawodników, tyle było szans. Ale to nie jest łatwe, bo przecież walczą o nie też Holandia, Włochy, USA czy Kanada. Nacje z wielkimi łyżwiarskimi tradycjami.

A za nimi – od jakiegoś czasu regularnie – my.

Talenty były, są i będą. Medale? Oby też

Jasne, już wcześniej były sukcesy. Zbigniew Bródka był przecież triumfatorem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata 2012/13 na 1500 metrów. Stąd wzięło się potem jego złoto olimpijskie. Ale tu właśnie chodzi o to, by takie sukcesy kontynuować. Czyli robić to, co udaje się na przykład w skokach… choć tam brakuje nieco przekonania, że to efekt systemu.

A w łyżwiarstwie jest wręcz przeciwnie.

W okolicach Tomaszowa mają oko do wyławiania talentów. A czasem trafia się i jakiś spoza tego miasta. Akurat Damian Żurek jest tomaszowianinem od zawsze, to chłopak stamtąd. Rocznik 1999, miał jakieś 7 lat, jak wkręcił się w łyżwy. Po osiemnastce dostał prezent w postaci toru. I skorzystał pięknie. Podobnie Karolina Bosiek, Piotr Michalski, Marek Kania, Kaja Ziomek-Nogal i wielu innych.

Siemirunnij też, bo oczywistym było, że po sprowadzeniu go do Polski, zakwaterowany zostanie blisko toru.

CZYTAJ TEŻ: JAK ROSJANIN ZACZĄŁ ZDOBYWAĆ MEDALE DLA POLSKI. HISTORIA WŁADIMIRA SIEMIRUNNIJA

Korzystać będą też następni. Na ubiegłorocznych mistrzostwach świata juniorów zdobyliśmy sześć medali, z czego przy pięciu – trzech indywidualnych i dwóch drużynowych – maczała palce Hanna Mazur, łyżwiarka o niezwykłym potencjale. W Tomaszowie widzą też kolejne talenty, wyławiają je. Łyżwiarstwo stało się dumą miejscowości, więc nic w tym dziwnego. Takie ośrodki w Polsce są niezwykle potrzebne.

Zwłaszcza w sportach, które mogą nam przynieść sporo medali. A łyżwy takim są. Przy czym „sporo” w naszych realiach oznacza 2-3 na igrzyskach i więcej na imprezach takich jak mistrzostwa świata czy mistrzostwa Europy. I to, zdaje się, jak najbardziej możliwe. Władimir Siemirunnij już medal ma. Swoją drugą – większą! – szansę dostanie Damian Żurek, a z nim Marek Kania. Do tego Kaja Ziomek-Nogal, może Andżelika Wójcik.

A kto wie, czy i na krótszym lodowisku – w short-tracku – też czegoś ostatecznie nie złapiemy.

Z kolei jeśli wszystko pójdzie dobrze, to za cztery lata niektóre nazwiska na igrzyskach się powtórzą, ale oprócz tego dojdą do nich nowe. Może pojawią się tez inne dystanse, rozszerzymy nasz repertuar? Na pewno nas na to stać, już teraz – z jednym torem. A przecież ukończony (wreszcie, bo cholernie się to przeciąga i kosztuje coraz więcej) ma zostać też tor w Zakopanem, mówi się również o takim w Warszawie.

Inwestujemy w łyżwy. I słusznie.

Warto inwestować. Łyżwy to pokazują

Wszystko to zmierza do jednego wniosku: inwestycje się opłacają. Po sukcesach Adama Małysza włożono nieco więcej środków w skoki i nagle okazało się, że udało się znaleźć kilku chłopaków, którzy po latach wielokrotnie nas ucieszyli. Duże inwestycje w lekką atletykę przyniosły nam wysyp talentów. Wiadomo, nie każdy się ostatecznie sprawdził, bo tak to w świecie sportu działa – ale były, faktycznie, i dały nam nieco sukcesów juniorskich, a część z nich też wśród seniorów.

Od nieco ponad dekady inwestujemy też całkiem solidnie w łyżwy.

I efekty są.

Władimir Siemirunnij

Władimir Siemirunnij jadący po olimpijskie srebro. Fot. Newspix

Ba, byłyby nawet, gdybyśmy nie zdobyli na tych igrzyskach medalu. Bo nie można uzależniać rozmiarów sukcesu tylko od krążków na tej imprezie. Ale jak już pisaliśmy – dobrze, że taki jest – bo to potwierdzenie rozwoju polskiego łyżwiarstwa.

Mam nadzieję, że nie ostatnie we włoskiej hali.

SEBASTIAN WARZECHA

Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

Fot. Newspix

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama
Reklama