Kapitan Szwedów ufundował… wyprawki na turniej. Miły gest

Marcin Ziółkowski

28 maja 2026, 14:13 • 3 min czytania 3

Reklama
Kapitan Szwedów ufundował… wyprawki na turniej. Miły gest

Jak wiadomo, na wielkich turniejach ważny jest szeroko rozumiany team spirit. Victor Lindelof, a więc kapitan reprezentacji Szwecji postanowił o to zadbać. Z własnej kieszeni sfinansował wszystkim piłkarzom obecnym na zgrupowaniu swego rodzaju wyprawkę. Zawodnicy, którzy jadą reprezentować swój kraj, dzięki temu powinni zapamiętać wycieczkę do Ameryki Północnej na zawsze.

Reklama

Lindelof może mieć dobry humor

Victor Lindelof w ostatnim czasie sam może być w bardzo dobrym humorze. Transfer z Manchesteru United ewidentnie wyszedł mu na dobre. Po pierwsze – końcówkę sezonu spędził na boisku, a nie na ławce rezerwowych. Po drugie – wygrał Ligę Europy z Aston Villą w pierwszym sezonie w klubie. No i w finale zagrał ponad godzinkę, zszedł już z boiska przy stanie 3:0, gdy Unai Emery dawał szanse rezerwowym.

Ba, do tego jeszcze Birmingham Mail nazwał go najlepszym transferem lata w drużynie, chociaż pełnił głównie rolę rezerwowego. Okazał się natomiast ważny w kontekście rotacji, trudnego okresu grudniowo-styczniowego i końcowych meczów sezonu. Rozegrał w sumie 1800 minut we wszystkich rozgrywkach. Jest więc wiele powodów do radości, a kto wie co przyniesie mundial? Szwedzi zagrają tam w grupie z Holandią, Japonią i Tunezją. Pomińmy lepiej fakt, kogo pokonali w barażach.

Lindelof zaskoczył upominkami

Kapitan szwedzkiej drużyny narodowej sprawił bardzo miły upominek, zaskakując obecnych na zgrupowaniu kolegów z kadry. Lindelof obdarzył ich nieoczekiwanymi prezentami. Na zgrupowaniu szwedzkiej kadry,reprezentantów zaskoczyła cała masa prezentów. Według dziennika Sportbladet Lindelof kupił każdemu z piłkarzy m.in. konsolę do gier – ale to nie wszystko.

Reklama

W ramach wyprawki otrzymali oni też aparat fotograficzny, który wywołuje zdjęcia od razu oraz spersonalizowaną walizkę. I to nie byle jaki towar, bowiem każda z osobna zawiera herb klubu macierzystego danego z zawodników! Będą mogli więc na bieżąco kolekcjonować wspomnienia mundialowe.

Z pewnością taka niespodzianka poprawi morale Szwedów i polepszy co nieco atmosferę. Ta po awansie i tak jest na bardzo dobrym poziomie. Przypomnijmy, reprezentacja Szwecji awansowała na turniej, choć w grupie eliminacyjnej… zdobyła zaledwie dwa punkty.

Dzięki Lidze Narodów zakwalifikowali się do baraży, w których najpierw ograli Ukrainę, a następnie Polskę. Graham Potter za wykonanie zadania w sposób celujący według szwedzkich mediów miał otrzymać 2,7 miliona złotych premii. Przystał bowiem na warunki umowy, które były zbliżone do poprzedników – jako, że federacja nie mogła się równać ofertom rodem z Premier League.

Reklama

Powstał dokument o drodze Szwecji w barażach

Kolejną rzeczą jest dopiero co dodany specjalny zakulisowy film dokumentalny o barażach w wykonaniu Szwedów. I widać w nim, jaką pozycję ma Victor Nilsson Lindelof. Wygłosił pełną pasji mowę przed decydującym meczem z Polską.

Dziś nie gramy tylko dla siebie. Gramy dla wszystkich, którzy tu są, dla wszystkich siedzących w domach i dla wszystkich waszych bliskich. Nie ma szans, żeby oni (Polska) chcieli tego bardziej niż my. Dostaliśmy tę szansę i to już jest napisane, chłopaki; jedziemy na mistrzostwa świata. Wszyscy razem. Unieście piersi, wyjdziemy i pokażemy Polsce, jaką jesteśmy cholernie mocną drużyną – powiedział z dużą energią kapitan „Niebiesko-Żółtych”.

Reklama

Fot. Newspix

3 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama