Polska piłko, jak miło, że wróciłaś. Efektowny Lech zgarnął Superpuchar!

Aleksander Rachwał

16 lipca 2026, 21:10 • 5 min czytania 27

Reklama
Polska piłko, jak miło, że wróciłaś. Efektowny Lech zgarnął Superpuchar!

Ach, polska piłko, jak dobrze cię znowu widzieć. Po tygodniach z Messimi, Yamalami, Haalandami i Kane’ami stęskniliśmy się już za tym, co nasze i swojskie, a Superpuchar dostarczył właściwie wszystko, czego powinien porządny hit. Były dymy na linii kluby – PZPN i próba ponownego odarcia meczu z resztek prestiżu przez federację, więc już było ciekawie, ale – co chyba najlepsze – interesująco było też na boisku. Jak na przedsezonowy sparing (o trofeum, ale jednak) dostaliśmy naprawdę przyjemne widowisko, po którym możemy z pełnym przekonaniem napisać: dawać już tę Ekstraklasę!

Reklama

Gdyby motywacją dla piłkarzy miała być wyłącznie okrągła sumka oferowana zwycięzcy przez PZPN (przypomnijmy: zero złotych), pewnie z wysilaniem się na boisku mogłoby być różnie. Na szczęście mierzyli się dwaj nasi reprezentanci w eliminacjach Ligi Mistrzów, dla których to był ostatni poważny sprawdzian przed rozpoczęciem rywalizacji w Europie. I obie drużyny całkiem się sprężyły.

Podobnie zresztą, jak kibice, którzy taką oto oprawą postanowili uświetnić pierwszy mecz w tym sezonie.

Reklama

Lech Poznań – Górnik Zabrze 3:1. Kolejorz zdobył Superpuchar Polski!

Przechodząc już do samego meczu – stałe fragmenty gry to w dzisiejszej piłce potężna broń, to wiemy. No i rzeczywiście – już w pierwszym kwadransie rzut rożny Lecha okazał się zabójczy, tylko że… dla samego Lecha. Tuż przed polem karnym Górnika Pablo Rodriguez nie sięgnął górnej piłki, a następnie jeszcze się poślizgnął, co otworzyło gościom drogę do kontry. Lechici wracali ile sił w nogach za Kacprem Urbańskim i wydawało się, że sytuacja jest jeszcze do uratowania – Pereira dobrze stanął na drodze podania, tyle że zablokował piłkę nieudolnie i po odbiciu od jego nogi i tak trafiła ona do Maksyma Chłania. Skrzydłowy Górnika mając przed sobą tylko Mateusza Lisa nie zmarnował okazji.

Długo jednak Kolejorz nie kazał czekać na odpowiedź. Kilkanaście minut później po stracie gola Walemark poklepał z prawej strony z Pereirą, świetnie pociągnął z akcją w pole karne i aż do końcowej linii, skąd zagrał przed bramkę do Antoniego Kozubala. Pomocnik Lecha miał furę wolnego miejsca – będący najbliższej Jarosław Kubicki skupił się na blokowaniu Mikaela Ishaka, a trzej ustawieni tuż przed bramką obrońcy koncentrowali się tylko na piłce, nie kontrolując czy ktoś nie czai się za ich plecami. Tutaj Górnika mógł uratować już tylko nagły strzał lechity w trybuny, ale nic takiego się nie stało.

Reklama

Po zmianie stron tempo nie spadło. Tym razem pierwszy uderzenie wyprowadził Lech. Palma świetnie przyspieszył akcję zagraniem z pierwszej piłki do Kozubala, a ten świetnie obsłużył Mikaela Ishaka. Kapitan Kolejorza stanął oko w oko z Schulze i na dużym spokoju wykończył sytuację.

Reklama

Przy tej akcji gospodarze pokazali duży kunszt, za to przy kolejnej bramce poszło już dużo łatwiej – wprowadzony za Ishaka Yannick Agnero przyłożył zza pola karnego, Schulze odbił piłkę przed siebie, a kompletnie zaskoczoną tym obrotem spraw obronę Górnika ubiegł Pablo Rodriguez. Hiszpan dopadł do piłki i bez najmniejszego problemu podwyższył prowadzenie Lecha.

Pisaliśmy, że obu drużynom generalnie się chciało, ale wypada to jednak doprecyzować – Górnikowi chciało się tak do trzeciego gola dla Lecha. Gdy piłka po raz czwarty wylądowała w ich siatce, goście nie wyglądali już, jakby na cokolwiek w tym meczu liczyli. Gol został odwołany ze względu na spalonego, ale piłkarzom Gasparika raczej było już wszystko jedno.

Niemniej: cztery bramki, sporo ciekawych akcji i dobrej gry z obu stron – sympatyczna, naprawdę sympatyczna była to inauguracja sezonu.

Reklama

Trudno po takim meczu wyciągać daleko idące wnioski, ale kilka podstawowych można. Przede wszystkim był to test dla nowych zawodników w obu drużynach i dla większości z nich wypadł on całkiem obiecująco. Bramkarze zaprezentowali się nieźle po obu stronach – Lis ładnie wybronił dwa bardzo groźne strzały Chłania (przy pierwszym z nich znów dobrze wyprowadził piłkę Urbański, więc mając w głowie wcześniejszą asystę, przy jego nazwisku też odnotowujemy duży plus), Philipp Schulze pewnie mógł zachować się trochę lepiej przy trzecim straconym golu, ale wcześniej choćby znakomicie poradził sobie z próbą Pablo Rodrigueza, gdy wyciągnął się jak struna, by odbić strzał lecący w kierunku dalszego słupka.

W pojedynku Terry Yegbe – Erik Prekop lepsze wrażenie zrobił nowy stoper Lecha – szczególnie, gdy pokazał swoją szybkość i efektownie zatrzymał ruszającego z kontratakiem napastnika Zabrzan. Ale nie tylko wtedy – pokazał, że fizycznie jest bardzo mocny i może stworzyć z Wojciechem Mońka naprawdę trudny do przejścia duet. Kilka minut dostał też Allahyar Sayyadmanesh, ale przez ten czas nie zdążył ani niczym błysnąć, ani nic zawalić.

Jeśli chodzi o Lecha, robotę zrobiły nie tylko transfery – powrót do składu Radosława Murawskiego pozwolił operować wyżej Antoniemu Kozubalowi i trzeba odnotować, że sprawdziło się to znakomicie – młodzieżowy reprezentant Polski był aktywny w ofensywie, mecz zakończył z golem i asystą. Pozostaje wierzyć, że Kolejorzowi uda się go zatrzymać jak najdłużej, bo wydaje się, że w nowej roli ma jeszcze sporo do zaoferowania.

Wygląda na to, że Lech w kolejnym sezonie znów będzie mocny. Górnik? Kilka pozytywów jego grze znajdziemy, jak choćby forma Chłania i obiecujący występ Urbańskiego, ale żeby ugrać dobry wynik z Fenerbahce, będzie potrzebne coś więcej. Do tego kibiców Zabrzan może martwić sytuacja w środku pola – nie ma już Hellebranda i Ambrosa, a na domiar złego jeszcze przed przerwą boisko opuścił z kontuzją opuścił Jarosław Kubicki. Zastąpił go Bastien Donio, który w zeszłym sezonie praktycznie nie grał, co pokazuje, że Michal Gasparik nie ma w pomocy kłopotu bogactwa.

Reklama

Lech Poznań – Górnik Zabrze 3:1

  • 1:0 – Chłań 14′
  • 1:1 – Kozubal 27′
  • 2:1 – Ishak 47′
  • 3:1 – Rodriguez 69′

Fot. Newspix

27 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama