Kolejny medal HMŚ! Pia Skrzyszowska zdobyła brąz!

Sebastian Warzecha

22 marca 2026, 20:25 • 3 min czytania 0

Reklama
Kolejny medal HMŚ! Pia Skrzyszowska zdobyła brąz!

Pia Skrzyszowska jeszcze przed startem imprezy była wymieniana w gronie polskich nadziei do medalu halowych mistrzostw świata. A gdy w półfinale wykręciła najlepszy w tym roku czas na świecie – 7,76 s – to oczekiwania jeszcze podskoczyły. Co prawda jej prowadzenie na listach trwało jednak kilka minut, ale niewiele to zmieniało. Kibice zaczęli wierzyć, że Pia faktycznie zdobędzie medal. I wyszło, że wiara się opłacała. Pia ma brąz!

Pia Skrzyszowska trzecią zawodniczką świata!

Pia Skrzyszowska mogła się zainspirować tym, co wczoraj zrobił Jakub Szymański. Jej młodszy o rok kolega po fachu zgarnął złoto HMŚ na własnym terenie, sprawiając, że toruńska hala poderwała się do góry. Dziś z kolei Kuba zdążył w międzyczasie odebrać swoje złoto. Skrzyszowska musiała to wszystko widzieć i mogła pomyśleć sobie: „jak on mógł, to mogę i ja”. Choć wiadomo – z tej dwójki to Pia jest bardziej utytułowana. Ma złoto mistrzostw Europy na stadionie, na HMŚ zgarniała już brązowy medal.

Z jednej strony to presja mniejsza od tej, którą czuł Kuba – bo medale są – a z drugiej większa: bo publika swojego oczekuje.

Reklama

Skrzyszowska miała więc nieco do udowodnienia. I już eliminacje pokazały, że może jej się udać. Z czasem 7,84 s spokojnie wygrała swoją serię, a ogółem była czwarta – tuż za Ditaji Kambundji, z którą przegrała o dwie tysięczne sekundy. I to ciekawostka, bo w półfinale obie biegły obok siebie i lepsza była Pia o… trzy tysięczne. Widać więc, jak równy poziom obie prezentują. We wspomnianym półfinale wyróżniła się jedynie ta, która biegła w trzecim, czyli Devynne Charlton, która pobiegła 7,74 s.

Pia i Ditaji były o dwie setne gorsze. Odstawała Nadine Visser, kolejna z faworytek (7,82 s), ale Holenderka pobiegła tak mimo wyraźnego zaspania w blokach, więc są tu rezerwy. To ta czwórka miała walczyć o medale, choć zaskoczyć mogła na przykład Megan Simmonds, która w półfinale wykręciła taki sam czas jak Visser, ustawiając nową życiówkę.

Niemniej: Pia była w gronie ścisłych faworytek do podium… a były podstawy, by marzyć nawet o złocie.

Wielki bieg i jest medal!

Ryk tłumu był dwa razy. Po raz pierwszy – gdy wyczytano Pię. Po raz drugi, gdy na tablicy pokazało się jej nazwisko. Na trzecim miejscu, z brązowym medalem, ale jakże zasłużony był to medal! Pia pobiegła 7,73 s, ustanawiając nowy rekord Polski. To był niezwykle, naprawdę niezwykle szybki bieg. Ba, najszybszy w historii, bo Devynne Charlton wykręciła 7,65 s pobijają własny rekord świata – to już drugi, który padł na tych halowych mistrzostwach świata.

Reklama

Pia z kolei też pobiegła znakomicie. Najpierw był świetny start z bloków, potem idealne przejście nad każdym z płotków. A na końcu – wyskok radości i w ramiona drugiej na mecie Nadine Visser, która faktycznie miała rezerwy. Okazało się, że takie, by też pobiec 7,73 s. Z Pią Skrzyszowską wygrała… o pięć tysięcznych sekundy. Polka miała z kolei reakcję startową gorszą o sześć tysięcznych.

Matematykę zostawiamy wam.

Ale tak to już w sporcie bywa, czasem się o tysięczne wygra, czasem przegra. Pia tym razem przegrała, ale możliwe, że odbije to sobie w kolejnych startach. A zresztą, patrząc na to, jak się cieszyła, to ważny jest dla niej sam medal, nie to, jakiego on jest koloru. I ten brąz znaczy dla Polki naprawdę, ale to naprawdę wiele.

Dla nas też (i chyba dla Adrianny Sułek-Schubert, która chwilę wcześniej skończyła zmagania w pięcioboju – była czwarta – i serdecznie wyściskała Pię na mecie), bo to dopiero trzeci raz w historii, gdy zdobywamy przynajmniej cztery medale na HMŚ. W poprzednich dwóch przypadkach dobijaliśmy do pięciu. A przed nami jeszcze sztafeta 4×400 m kobiet.

Reklama

Fot. Newspix

Czytaj więcej o HMŚ na Weszło:

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Inne sporty