Polscy siatkarze awansowali do szóstego finału dużej imprezy pod wodzą Nikoli Grbicia. W meczu z reprezentacją USA będą dość wyraźnym faworytem, ale muszą uważać na „amerykańskiego Leo Messiego” i człowieka, którego jeszcze kilka lat temu uważaliśmy za totalnego przeciętniaka. Ale spokojnie – kadra Grbicia ma w ofensywie argumenty, jej liderzy się uzupełniają, a Kamil Semeniuk jest trochę jak Pedri w reprezentacji Hiszpanii podczas mundialu. To może być powtórka sprzed trzech lat, gdy Polacy wygrali i Ligę Narodów, i mistrzostwa Europy.
Niektórzy czuli zawód, gdy Polacy w 2024 roku w Paryżu zostali (tylko) wicemistrzami olimpijskimi, mimo że dzięki temu osiągnięciu uporali się z czymś nazywanym przez lata klątwą ćwierćfinałów. Inni kręcili nosem i nazywali porażką wywalczenie brązowego medalu w ubiegłorocznych mistrzostwach świata, po porażce w półfinale 0:3 z Włochami. Warto jednak spojrzeć na to wszystko nieco szerzej: Nikola Grbić objął kadrę w 2022 roku. Obecna edycja Ligi Narodów to dziewiąta duża impreza, na której prowadzi Polaków. Z KAŻDEJ przywiózł medal. Z tej też przywiezie. Biało-Czerwoni po pokonaniu w świetnym stylu 3:0 Słowenii w półfinale o złoto LN zagrają z reprezentacją USA i będzie to szósty finał dużego turnieju pod wodzą Serba.
Wygląda to tak:
2022 – brąz Ligi Narodów
2022 – wicemistrzostwo świata
2023 – złoto Ligi Narodów
2023 – mistrzostwo Europy
2024 – brąz Ligi Narodów
2024 – wicemistrzostwo olimpijskie
2025 – złoto Ligi Narodów
2025 – brąz mistrzostw świata
2026 – wielki finał Ligi Narodów
Imponujące. Można narzekać, że z pięciu poprzednich finałów dwa najważniejsze (w igrzyskach – z Francją, i w mistrzostwach świata – z Włochami) Polacy przegrali, ale po co? W światowej czołówce, liczącej kilka najlepszych ekip, Polacy imponują regularnością. Tym, że nie schodzą poniżej pewnego poziomu. A w obecnym sezonie, od kiedy zaczęli grać najsilniejszym składem, prezentują się znakomicie, mimo że na pozycji środkowego mają bardzo duży problem.
❗️ FINAŁY DUŻYCH TURNIEJÓW Z UDZIAŁEM REPREZENTACJI POLSKI:
📊: 6️⃣ – NIKOLA GRBIĆ 🇷🇸
🥇: Liga Narodów 2023
🥇: Mistrzostwa Europy 2023
🥈: Igrzyska Olimpijskie 2024
🥈: Mistrzostwa Świata 2022
🥇: Liga Narodów 2025
🥇/🥈: Liga Narodów 2026📊: 3️⃣ – HUBERT JERZY WAGNER* 🇵🇱
🥇:… pic.twitter.com/nImS5MgOE6
— Jakub Balcerzak (@Jakub110Jakub) August 1, 2026
Takiej sytuacji w reprezentacji Polski siatkarzy nie było od ponad 10 lat
Gdy rozmawia się na temat pozycji, na których Polska jest w siatkówce najmocniejsza, do głowy przychodzą dwie: przyjęcie, gdzie mamy olbrzymie bogactwo, ale też środek siatki. Mateusz Bieniek, Norbert Huber i Jakub Kochanowski, patrząc, powiedzmy, na ostatnie trzy lata, to top 6 na świecie na tej pozycji. Każdy. Teraz Grbić nie ma do dyspozycji żadnego z nich, co jest sytuacją rzadką i trudną. Ostatni raz, gdy nikogo z tej trójki nie było w reprezentacji, to 2016 rok. Wielkie osłabienie? Na pewno. Ale Serb sobie z tym poradził.
Po pierwsze, zbudował zastępców. Mierzący 217 cm Bartłomiej Lemański ma za sobą świetny sezon w PGE Skrze Bełchatów. Do reprezentacji wrócił po latach, ale udaje mu się przełożyć na nią swoją dyspozycję ze Skry. Jest „jedynką” na środku, a numerem dwa stał się Szymon Jakubiszak, który może nie gra spektakularnie, ale solidnie. On z kolei rósł w kadrze w poprzednim sezonie – dał m.in. dobrą zmianę w meczu o brąz MŚ przeciwko Czechom (3:1), gdy spotkanie przestało się Polakom układać.
Druga kwestia – polscy środkowi nie są z reguły często wykorzystywani w ataku. Nie są, bo nie muszą być. Możemy pozwolić sobie na granie, wykorzystujące przede wszystkim skrzydła, na których jest wielka jakość.
Wilfredo Leon daje kadrze wiele w każdym elemencie
Bartłomiej Bołądź miał wcześniej dobre mecze w reprezentacji, ale chyba nikt nie spodziewał się, że będzie tak długo i regularnie utrzymywać świetną formę. Kilka lat temu uchodził za atakującego, któremu niekoniecznie warto wystawiać piłki w kluczowych momentach, bo różnie było z głową, ale zerwał z tą łatką. Doszczętnie. Miał duży wpływ na to, że Aluron CMC Warta Zawiercie w sezonie 2025/2026 pierwszy raz w historii sięgnął po mistrzostwo Polski. Teraz jest nie do zatrzymania w kadrze Grbicia. Poprzednia edycja Ligi Narodów, zwłaszcza turniej finałowy, należała do Kewina Sasaka. Ta należy do Bołądzia.
Jest Wilfredo Leon, którego słabszym punktem zawsze było przyjęcie zagrywki, ale teraz nawet tu wypada przyzwoicie. Jest imponujący w ataku (choć czasami faluje), ale nawet jeśli nie skończy każdej piłki, to swoje dokłada na zagrywce.

Wilfredo Leon
Półfinał ze Słowenią? Leon serwował 21 razy. Popełnił tylko trzy błędy i posłał aż sześć asów. Kapitalny bilans. W szóstce wychodzi najczęściej z Tomaszem Fornalem, któremu ćwierćfinał z Ukrainą (3:1) nie wyszedł. Na 21 ataków skończył ledwie pięć, popełniając w tym elemencie aż sześć błędów. Przeciwko Słowenii Fornal w liczbach też nie wypada wyjątkowo, ale one nie mówią czasami całej prawdy. Na przykład – nie obrazują do końca, jak wiele Fornal daje zespołowi, świetnie ustawiając się w obronie i podbijając piłki. Nie ma żadnego przypadku w tym, że kolejny znakomity polski przyjmujący, Kamil Semeniuk, w półfinale pojawiał się na boisku tylko na zagrywkę. Trzykrotnie.
Podczas mundialu pisałem o reprezentacji Hiszpanii, że jeżeli w twojej drużynie rezerwowym jest Pedri i nie mówi się o tym w ogóle jako o kontrowersji, tylko dominuje zrozumienie, to pokazuje, jak gigantyczny potencjał masz w środku pola. Podobnie jest z polską kadrą siatkarzy i przyjmującymi, na przykładzie Semeniuka. To też wielki komfort dla Grbicia, który wie, że może go wprowadzić, gdy dużo gorszy moment ma Leon czy Fornal. Serb może w zasadzie rotować parami przyjmujących. Wiadomo, że Leon oznacza bardziej fizyczną grę, a duet Semeniuk – Fornal – techniczną, opartą na świetnym przyjęciu zagrywki.
To bogactwo może się przydać w wielkim finale. Wydaje się, że po ograniu Ukraińców i Słoweńców poprzeczka idzie do góry. USA to silniejszy zespół, który w półfinale rozegrał porywający bój z Japonią, zakończony wygranym tie-breakiem. To było jedno z najlepszych spotkań na poziomie reprezentacyjnym w ostatnich latach, pełne fantastycznych obron i ataków.
– Zagraliśmy ze Słowenią znakomicie, jesteśmy najlepsi, bla bla bla. Musimy teraz o tym zapomnieć. Czas na reset. Pamiętajmy, że znów zaczynamy od 0:0. Musimy zachować naszą jakość i spróbować powtórzyć to, co pokazaliśmy – mówił po półfinale Grbić.
„Amerykański Messi” i człowiek z PlusLigi to największe atuty rywali
Polacy są trochę w sytuacji, w jakiej na turnieju finałowym Ligi Narodów byli przed rokiem. Wtedy szli jak burza – w ćwierćfinale ograli 3:0 Japonię, w półfinale, w tym samym stosunku, Brazylię. I doszło do finału z Włochami, którzy wydawali się najtrudniejszym możliwym przeciwnikiem. Można było mieć trochę obaw, jednak Biało-Czerwoni zdominowali rywala i znów nie stracili seta.
Teraz, choć przed nimi mecz potencjalnie sporo cięższy niż poprzednie, też są faworytem. Kto wie – może kadra Grbicia będzie w stanie powtórzyć 2023 rok, w którym wygrała i Ligę Narodów, i mistrzostwa Europy? Wtedy w finale LN trafiła właśnie na USA. I zwyciężyła 3:1.
Na pewno trzeba będzie uważać przede wszystkim na dwóch zawodników. Amerykanie mają w składzie „swojego Leo Messiego”: Matthew Anderson ma 39 lat, jest jednym z największych siatkarzy XXI wieku, a prezentuje się, jakby był wiecznie młody. Nie zawsze uderza mocno, często wybiera mądre, techniczne zagrania. Dostaje zazwyczaj najtrudniejsze piłki i świetnie sobie z nimi radzi. W thrillerze z Japończykami Anderson zdobył 24 punkty. Dostał 40 piłek w ataku, skończył ponad połowę.

Matthew Anderson (z numerem 1)
Po meczu mówił, że obiecał swoim bliskim, że igrzyskami olimpijskimi w Los Angeles w 2028 roku pożegna się z siatkówką, osiągając przy okazji z reprezentacją USA coś wyjątkowego.
Będzie miał wtedy 41 lat…
Druga ważna postać to atakujący Jake Hanes. W latach 2021-2023 występował w BBTS-ie Bielsko Biała, później grał w Cuprum Lubin. Z Polski zapamiętaliśmy go jako przęciętniaka, który nie potrafił ustabilizować swojej gry. Później doszło do zadziwiającej przemiany – obecnie Hanes to gość, który sieje popłoch potężnymi atakami i bombami z pola serwisowego. Ma też swoje autorskie zagranie – atak z jednej nogi. Choć nie robi tego w zasadzie nikt inny, jest bardzo skuteczny.
Ćwierćfinał Amerykanów z Włochami (3:0) przypominał strzelnicę: zespół USA zagrał aż 14 (!) asów serwisowych, a aż sześć z nich należało do Hanesa. Na nas wrażenie robi Leon, uderzający z zagrywki regularnie z prędkością ponad 120 km/h. Amerykanin to podobna siła – w półfinale z Japonią jednego asa posłał z prędkością 129 km/h, a drugiego – 131 km/h.
Przed turniejem finałowym Polacy pewnie pokonali reprezentację USA
Ale Hanes mimo tej genialnej dyspozycji jest ciągle zawodnikiem nie do końca stabilnym mentalnie. Scenka z meczu z Japonią – jeden z rywali zatrzymuje go blokiem. Hanes jest wściekły, chce ruszyć z pretensjami do sędziego. Widzi to Anderson i niemal siłą pcha kolegę do kółka utworzonego z innymi graczami. Spogląda karcąco, jakby chciał powiedzieć: „Gościu, ogarnij się!”. I Hanes się ogarnął.

Jake Hanes w ataku
Polacy – tak się wydaje – będą próbowali to wykorzystać. Możliwy scenariusz finału – Amerykanie brutalnie „kopią” z zagrywki, zwłaszcza Hanes. Polacy nie wszystko przyjmują. Jest trochę nerwowo, ale Fornal najpierw raz, a później drugi gasi Hanesa blokiem. I sytuacja staje się opanowana, Amerykanin trochę zjeżdża z poziomem grania.
Czym jeszcze siatkarze z USA mogą Polakom zagrozić? Mają świetnego rozgrywającego, Micah Christensona, ale on w meczu z Japonią grał akurat przeciętnie. Trener Karch Kiraly lubi dokonywać jednej zmiany – wchodzi wtedy na zagrywkę inny rozgrywający, Micah Ma’a, który jest mocny w tym elemencie, a w dodatku bardzo dobrze broni. Na środku Amerykanie mają zawodników podobnej klasy, co obecnie Polacy. Ich problemem jest drugi przyjmujący – Ethan Champlin jest nierówny, jego gra faluje. W półfinale z Japonią zastąpił go Cooper Robinson i to dało wiele, ale ten drugi ma z kolei przeciętne przyjęcie zagrywki, więc jeśli pojawi się na boisku w finale, Polacy najpewniej będą go mocno testować w tym elemencie.
Siatkarze Grbicia zagrali z Amerykanami w tegorocznej Lidze Narodów w Chicago. To było ostatnie spotkanie przed turniejem finałowym. Polacy wygrali pewnie, 3:0. Błyszczał Leon, a u rywali równo i dobrze prezentował się Anderson, natomiast Hanes zaczął spotkanie imponująco, a później zjechał ze skutecznością.
Niewykluczone, że wielki finał Ligi Narodów będzie wyglądał podobnie.
JAKUB RADOMSKI
Fot. Volleyball World
ZOBACZ RÓWNIEŻ