„Jezu, jestem taka szczęśliwa!”. Święty-Ersetic po medalu sztafety

Sebastian Warzecha

21 marca 2026, 13:32 • 5 min czytania 6

Reklama
„Jezu, jestem taka szczęśliwa!”. Święty-Ersetic po medalu sztafety

Justyna Święty-Ersetic trochę sukcesów w życiu osiągnęła. Ma złoto igrzysk olimpijskich, jest dwukrotną mistrzynią Europy, w tym w biegu indywidualnym, stała na podium mistrzostw świata na stadionie. Dziś zdobyła „tylko” brąz w sztafecie mieszanej 4×400 m i to w hali. A mimo tego w mix zonie, gdy rozmawiała z dziennikarzami, była niesamowicie szczęśliwa. Żałowała tylko jednego – że nie mogła cieszyć się z tego medalu na płycie, z kibicami. Bo Polacy na trzecie miejsce weszli po kilkunastu minutach, gdy zdyskwalifikowano Jamajkę.

Justyna Święty-Ersetic o medalu sztafety. „Odpalić wrotki, pójść va banque”

Polacy biegli w składzie: Kajetan Duszyński, Anna Gryc, Marcin Karolewski i Justyna Święty-Ersetic właśnie. Przez jakiś czas trzymali się w okolicach podium, jednak w pewnym momencie spadli na niższe lokaty. Gdy pałeczkę – na ostatniej zmianie – odbierała Święty-Ersetic, było to czwarte miejsce. Justyna ruszała więc by odrabiać straty, ale nie była w stanie złapać rywalek. Wszystkim uciekli Belgowie, blisko byli jednak Hiszpanie i Jamajczycy. Polska weteranka walczyła do ostatnich metrów, po prostu nieco zabrakło.

– Musiałabym użyć niecenzuralnych słów, żeby opisać, co czułam, gdy zerkałam na przebieg tego biegu. Trenerzy powtarzali, że będzie do samego końca do żyletki i tak było. […]  Z jednej strony byłam troszkę zestresowana, ciekawa, ale też podekscytowana tym, że mogą się zdarzyć piękne rzeczy. Gdy odebrałam pałeczkę, starałam się gonić dziewczyny i wyczekać. Bo tak naprawdę przez pierwszych 300 metrów każdy 400-metrowiec ma siły. Więc nie chciałam nimi szarżować. Wiedziałam, że przy wyjściu muszę odpalić wrotki, pójść va banque. Na linii mety miałam zaciśnięte oczy, ale się nie udało – mówiła.

Reklama

CZYTAJ: POLSKA Z PIERWSZYM MEDALEM HMŚ! BRĄZ SZTAFETY

Był więc smutek. Bo na medal na swojej ziemi Polacy bardzo liczyli. Brąz – jak mówiła Justyna – był planem minimum. Skończyło się czwartym miejscem… ale od początku było wiadomo, że może być z tego jednak coś więcej. Bo sporo działo się na zmianach, były upadki, zamieszanie. Polacy od początku wiedzieli, że jest jakiś promyk szansy na to, by jednak skończyć wyżej.

– Kiedy dowiedziałam się o medalu? Tutaj. Choć już na płycie Ania mi zgłaszała, że była taka sytuacja. Mówię jej: „Dobra, tam jest Marek Plawgo, idź do niego i mu to zgłoś”, bo ja nie wiedziałam, co się stało. Jak stałam przed kamerą TVP, to wiedziałam, że protest został złożony, więc czekałam, co się stanie. I dopiero tutaj, gdy wchodziłam do was, zobaczyłam, że jesteśmy na trzeciej pozycji i… Jezu, jestem tak szczęśliwa! 

Cholerne wzruszenie. Święty-Ersetic wciąz w emocjach

Faktycznie, gdy Justyna weszła do strefy rozmów z dziennikarzami, pierwsze, co zrobiła, to głośno krzyknęła. Bo na wejściu jest telewizor, a na nim akurat pokazywano ostateczne wyniki, już po proteście. Dyskwalifikacji dorobiła się sztafeta Jamajki, co zaowocowało przesunięciem innych ekip w górę. W tym Polski. Nasi reprezentanci mieli nieco szczęścia, bo przez zachowanie Jamajki wywrotkę zaliczyła reprezentantka USA. A Amerykanie pewnie mogliby nas wyprzedzić.

Reklama

Ale tak to bywa w sztafetach. Zresztą Justyna sama zastanawiała się, czemu nigdy nie może być spokojnie.

– Jezu, dlaczego ciągle towarzyszy nam taka sinusoida uczuć mieszanych? Od łez i smutku, po łzy szczęścia. To coś wspaniałego, ale chciałabym wrócić z całą drużyną na płytę i móc cieszyć się z kibicami – mówiła. Dodajmy: mówiła niezwykle, ale to niezwykle szczęśliwa. A to przecież tylko brąz, do tego na hali, mniej ważnej od stadionu. „Tylko”, bo akurat Święty-Ersetic kolekcję trofeów ma bogatą. Sama mówiła, że swoimi emocjami jest nieco zaskoczona:

– Nie sądziłam, że po tylu latach w dalszym ciągu będzie mnie to tak cholernie wzruszało. W momencie, gdy dobiegłam, było mi mega przykro, ale starałam się powstrzymywać te emocje. Gdy jednak schodziłam z bieżni i kibice zaczęli klaskać, mówili, że jest super, to zalałam się łzami, bo tak bardzo chciałam tego medalu. Dla siebie, dla drużyny, ale przede wszystkim dla tych wszystkich ludzi, którzy są tutaj i nam kibicują. […] Mam nadzieję, że przy odebraniu medalu będą pełne trybuny. Choć chciałabym wrócić tam na płytę i cieszyć się. Bo trochę nam tego zabrakło. Mam jednak nadzieję, że będziemy mogli się z tymi kibicami cieszyć wchodząc na podium.

Co ciekawe, Święty-Ersetic, mimo medalu, twierdzi… że sztafety mieszanej, przynajmniej przy obecnym kalendarzu, nie powinno być na HMŚ. Dlaczego?

Reklama

– Albo wróćmy do schematu, gdy mistrzostwa trwają cztery dni, albo wycofajmy sztafetę. Bo to konflikt interesów i trudno jest to pogodzić. Żadna czterystumetrówka, która pobiegnie dziś indywidualnie w finale, nie pobiegła w tej sztafecie. Ja biegałam pięć biegów w trzy dni i proszę mi wierzyć, że dochodziłam do siebie bardzo długi czas. To jest trudna sytuacja.

„Póki jest zdrowie, chcę to robić jak najdłużej”

Pojawiły się też – naturalne – pytania: co dalej? Zarówno w kontekście jutra, gdy Polki ruszą do rywalizacji w sztafecie kobiecej na tym samym dystansie, jak i w dłuższej perspektywie – bo Justyna ma przecież 33 lata, a to już sporo, jak na, jakby nie było, sprinterkę.

– Zawsze powtarzam, że coraz częściej mam momenty, gdy mówię: „pierdzielę to, nie chce mi się, nie mam do tego sił”. Jednak w takim momencie, gdy mogę startować i się z tego cieszyć, zdobywać medale, to jest to wszystko wynagrodzone. W takich momentach myślę sobie, że jeszcze powalczę i zobaczymy, co będzie. […] Nie ma dobrego momentu, żeby skończyć [karierę]. Gdy jest źle, człowiek chce udowodnić sobie jeszcze, że potrafi więcej. A gdy jest dobrze, człowiek jest pazerny i chce jeszcze więcej. Powtarzam, że póki jest to zdrowie i mnie to cieszy, to będę chciała robić to jak najdłużej i dawać wszystkim radość – powiedziała Justyna.

A co do jutra… cóż, chciałaby znów się ucieszyć. Ale tym razem od razu i z kibicami.

Reklama

Fot. Newspix

Czytaj więcej o HMŚ na Weszło:

6 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Brak Papszuna na treningach Legii. „Spokojnie, i tak wszystko zobaczy”

Wojciech Piela
0
Brak Papszuna na treningach Legii. „Spokojnie, i tak wszystko zobaczy”

Inne sporty