Chwalińska w finale French Open! Piękny sen się nie kończy

Jakub Radomski

04 czerwca 2026, 19:18 • 3 min czytania 20

Reklama
Chwalińska w finale French Open! Piękny sen się nie kończy

Niesamowita. Wspaniała. Genialna taktycznie i technicznie. Maja Chwalińska jest w wielkim finale French Open! Polka wygrała swój dziewiąty kolejny mecz w Paryżu (musiała przebrnąć kwalifikacje) i już teraz osiągnęła to, co wcześniej w historii udało się tylko trzem Polkom. Jej półfinałowy mecz z Dianą Sznajder był długimi fragmentami zacięty i wspaniały, a w wielkim finale czeka kolejna Rosjanka, Mirra Andriejewa. 

Reklama

Na początek liczby: w pierwszym secie Chwalińska miała 21 wygranych bezpośrednio piłek, tzw. winnerów, i popełniła tylko 12 niewymuszonych błędów. Jak na tak trudny, intensywny i stojący na bardzo wysokim poziomie mecz to świetny wynik. W ogóle to spotkanie, zwłaszcza w pierwszej partii, oglądało się FANTASTYCZNIE. Świetna gra z obu stron, wiele wygrywanych piłek, wykorzystywanie geometrii kortu i mało błędów, zamiast tępego przebijania na siłę, skutkującego pomyłkami, co znamy z wielu kobiecych spotkań. Widzowie zebrani na największym paryskim korcie byli zachwyceni i nie można im się dziwić.

Maja Chwalińska i Diana Sznajder zachwyciły w pierwszym secie. Obie grały fantastycznie

Już od początku widać było, że czeka nas zacięte i bardzo wyrównane spotkanie. Po 16 minutach było dopiero 1:1. Później Maja przełamała rywalkę i zrobiło się 3:1 dla Polki, ale Rosjanka szybko odrobiła stratę. Kolejne akcje z obu strony mogły porywać, a do poziomu zawodniczek nie dostosował się tylko komentator Lech Sidor, który przekonywał, że kolarz Primoż Roglić po 2020 roku się skończył (mimo że osiągał wiele sukcesów) albo przekonywał, że na trybunach siedzi Nicolas Anelka.

Reklama

Ten mecz wyglądał tak, że sprawiedliwym rozwiązaniem pierwszego seta był tie-break. I do niego doszło. Kiedy Chwalińska popsuła w nim prostą piłkę przy stanie 1:2, jej pomyłka wydawała się potencjalnie bardzo kosztowna. Jednak to Polka genialnie grała w decydujących akcjach, w jednej przelobowała rywalkę, i mogła się cieszyć z wygrania pierwszej partii.

Została już tylko druga.

Reklama

W niej mieliśmy na początku powtórkę z rozrywki: Chwalińska przełamała rywalkę, po czym straciła swoje podanie. Sznajder wyszła na prowadzenie 2:1, następnie obie wygrywały swoje gemy serwisowe. Ewidentnie odczuwały też zmęczenie: przy stanie 4:3 dla siebie Rosjanka musiała poprosić o kilkuminutową przerwę medyczną. Miała problem z plecami. Wcześniej, w przerwie między gemami, jakieś leki brała też Polka.

W drugim secie spadła intensywność gry, ale to było do przewidzenia. Sznajder ewidentnie miała poważniejsze problemy ze zdrowiem, a Polka potrafiła to wykorzystać. Przełamała Rosjankę, było 5:4 dla niej. Kilka minut później Chwalińska zakończyła mecz. I była w tenisowym raju.

Maja Chwalińska pisze przepiękną tenisową historię. Może sprawić większą sensację niż Iga Świątek

Chwalińska to czwarta tenisistka z Polski, która doszła do singlowego wielkoszlemowego finału. Wcześniej osiągały to tylko Jadwiga Jędrzejowska (w latach 30.), Agnieszka Radwańska i Iga Światek. 

W finale Polka zmierzy się z kolejną Rosjanką, Mirrą Andriejewą. Nie grały dotąd ze sobą. I pomyśleć, że 18 dni temu Chwalińska zaczynała zmagania w Paryżu w kwalifikacjach…

Reklama

Teraz, po dziewięciu kolejnych zwycięstwach, jest o jeden mecz od trofeum. Od sprawienia jeszcze większej sensacji niż Iga Świątek, gdy wygrywała ten turniej pierwszy raz, w 2020 roku. I od zostania drugą w historii kwalifikantką, po Emmie Raducanu w US Open w 2021 roku, która wygrała kobiecy turniej wielkoszlemowy.

NIEBYWAŁE.

Maja Chwalińska – Diana Sznajder 7:6, 6:4

Fot. Newspix.pl 

Reklama
20 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama