Biegi na 400 metrów układały się nam na tych halowych mistrzostwach świata niemal idealnie. Sztafeta mieszana zgarnęła brąz. Natalia Bukowiecka sięgnęła po srebro w tej nowej, dziwnej formule rozgrywania finału. Nie wyszło tylko sztafecie męskiej, która w eliminacjach zajęła 7. miejsce, pierwsze bez awansu do finału. Ale kobieca weszła tam w wielkim stylu – z najlepszym czasem eliminacji, a bez Natalii w składzie. Ta miała odpoczywać na finał, by tam pomóc nam w zdobyciu medalu. W finale Polki otarły się o medal. Zajęły czwarte miejsce.
Sztafeta 4×400 czwarta w finale HMŚ
W eliminacjach Polki wystartowały w składzie: Marika Popowicz-Drapała, Anna Gryc, Anastazja Kuś i Justyna Święty-Ersetic, która – jak za dawnych czasów – wszystko to kończyła. W ich biegu startowały też groźne Holenderki oraz Słowaczki i Czeszki. Te ostatnie – jak się finalnie okazało – zostały zdyskwalifikowane. Słowacja nieco odstawała, a walka o wygraną (która mogła okazać się ważna w kontekście rozstawienia toru) toczyła się między Holenderkami i Polkami.
Przez długi czas lepsze były nasze rywalki, które po dwóch zmianach miały nieco przewagi. Ale najpierw świetnie podgoniła Anastazja Kuś, a potem – na ostatnich metrach – swoje wybiegała Justyna Święty-Ersetic. Polka mówiła potem, że „poniosła ją hala” i pobiegła na maksa, dla kibiców.
Justyna zresztą, mimo że jest weteranką tej kadry (Marika jest, co prawda, starsza, ale w sztafecie 4×400 biega krócej) nadal się z tych medali bardzo cieszy. Po tym w mikście w rozmowie z dziennikarzami była niesamowicie rozradowana, zresztą dowiedziała się o nim chwilę wcześniej, gdy przyszła informacja o dyskwalifikacji Jamajki. Widać, że ma wciąż zapał i frajdę z dobrych wyników. Widać też, że bardzo jej na nich zależy, a brąz tylko bardziej ją naładował.
Pozostawało liczyć, że przełoży to na finał. Bo ona była do sztafety pewniaczką numer dwa. Numer jeden? Wiadomo, Natalia Bukowiecka, bo trudno odpuścić jedną z najlepszych biegaczek na 400 metrów ostatnich lat, prawda? Natalia, jak mówiły inne dziewczyny, to nasz „as w rękawie”, który miał nam pomóc. Ale oczywistym było też, że któraś z pozostałych trzech dziewczyn – Marika, Anna albo Anastazja – będzie musiała zwolnić jej miejsce.
Były też pytania o to, w jakiej kolejności wszystkie będą ustawione. Bo Aleksander Matusiński musiał się zastanowić nad taktyką. Nasze reprezentantki nie chciały o tym mówić rano, odsyłały do trenera. Ale wiadomo, ten też by niczego nie zdradził, bo mogło chodzić o zaskoczenie rywalek.
A to też się w sztafetach potrafi liczyć.
Polki otarły się o medal
Ostatecznie to właśnie Bukowiecka otwierała bieg naszej sztafety, kończąc pierwszą zmianę na prowadzeniu. Gryc niemal od razu spadła na trzecie miejsce, ale utrzymywała dystans do prowadzących par.
Na trzeciej zmianie Kuś zdołała utrzymać medalowe miejsce, ale zamykająca sztafetę Święty-Ersetic nie zdołała obronić medalowej pozycji. Polki uzyskały czas 3.26,17, przegrywając trzecie miejsce na ostatniej prostej z Hiszpankami.
W sztafecie zwyciężyły Amerykanki, a drugie miejsce zajęły Holenderki.
Ostatecznie reprezentanci Polski kończą Halowe Mistrzostwa Świata w Toruniu z dorobkiem czterech medali – jednego złotego, jednego srebrnego i dwóch brązowych.
Fot. Newspix
Czytaj więcej o HMŚ na Weszło:
- Natalia Bukowiecka o srebrze HMŚ: „Żałuję jednej rzeczy”
- Jakub Szymański po złocie: „Będę miał wywalone”
- Mamy to! Jakub Szymański mistrzem świata