Grupa Polski nie taka łatwa. Szwedzi ograli waleczną Rumunię.

Kacper Korpak

26 września 2026, 00:10 • 4 min czytania 0

Reklama
Grupa Polski nie taka łatwa. Szwedzi ograli waleczną Rumunię.

Podczas gdy nasza reprezentacja niesamowicie męczyła się z Bośnią i Hercegowiną, Szwedzi grali z Rumunią. To dosyć ważny mecz w kontekście naszej kadry, gdyż obie te ekipy znajdują się w grupie H Ligi Narodów. Mimo że Rumunia walczyła przez cały mecz, to Szwedzi zapunktowali za trzy. Wszystko dzięki duetowi napastników, o którym my możemy jedynie pomarzyć.

Reklama

Zapachniało Ekstraklasą! Wielu znajomych z Polski

Starcie tych drużyn było niczym balsam na rany dla fanów Ekstraklasy. Jako że przez długą przerwę reprezentacyjną nie możemy podziwiać ukochanej ligi, musimy zaspokoić się pobocznymi aspektami. Nie są to zazwyczaj zbyt jakościowe substytuty, ale w przypadku tego starcia było jednak w czym wybierać. W kadrach obu ekip mogliśmy dostrzec bowiem wiele znajomych nazwisk. Zarówno w Szwecji, jak i w Rumunii, powołania otrzymali byli lub obecni ekstraklasowicze. U Grahama Pottera na ławce zasiedli Patrik Walemark, a także Jesper Karlstroem. Panowie dosłownie minęli się na stacji Bułgarska. Obecny gracz Udinese opuścił szeregi Kolejorza w 2024 roku na kilka dni przed przyjściem szwedzkiego skrzydłowego.

Więcej „znajomych” mogliśmy jednak oglądać po drugiej stronie barykady. W podstawowym składzie Rumunii zagrali Virgil Ghita (ex-Cracovia) i Tudor Baluta (ex-Śląsk Wrocław). Ponadto na ławce rezerwowych znaleźli się obecni bramkarze naszych ligowców: Valentin Cojocaru (Pogoń Szczecin) i Otto Hindrich (Legia Warszawa).

Reklama

Rumunia walczyła, ale Szwecja ma duet Isak-Gyokeres

Zaskakująco dobrze w to spotkanie weszła ekipa Rumunii. Przetrwali początkowy napór Szwedów i objęli kontrolę nad meczem. Fragment swojej dobrej gry mogli nawet podkreślić golem, ale Munteanu nie zdołał odpowiednio wycelować głową do siatki rywala. Napastnik DC United miał jednak sporą ochotę na wpisanie się na listę strzelców tego dnia. Już dwie minuty po tamtej akcji, trafił w słupek. Nawet gdyby miał lepiej ustawiony celownik, to gola by nie było. Tuż po tym strzale arbiter odgwizdał bowiem pozycję spaloną jego kolegi.

Dobry moment Rumunii zakończył się golem… Isaka. Szwecja przeprowadziła szybki kontratak, a świetne podanie Ayariego pewnie wykorzystał Alexander Isak. Wydawało się, że podopieczni Grahama Pottera będą od tego momentu w spokoju prowadzić grę, ale nic bardziej mylnego.

Reklama

Do akcji wkroczył Dennis Man, który przechytrzył Victora Lindelofa i wpakował piłkę do siatki Viktora Johanssona. Były obrońca Manchesteru United z pewnością nie będzie chciał oglądać powtórek z tej akcji. Zachował się bowiem jak dziecko. W starciu z Polską zapewne będzie wyglądał jak wersja „prime” Maldiniego, ale myślę, że nawet jego dzisiejsza wersja mogłaby zachować czyste konto przeciwko naszym reprezentantom.

Po golu obie ekipy za wszelką cenę chciały wyjść na prowadzenie. Atak za atak, cios za cios. Najbliżej tego celu był Andrei Ratiu, ale Rumun nieznacznie przeniósł piłkę nad szwedzką bramką. Mimo że Rumunia dzielnie walczyła, to Szwedzi dysponowali większą indywidualną jakością. Akcja graczy Premier League na dwie minuty przed końcem pierwszej części przyniosła im prowadzenie. Strzał Lucasa Bergvalla wybronił co prawda rumuński golkiper, ale interwencja ta była o tyle nieskuteczna, że futbolówka spadła wprost pod nogi Viktora Gyokeresa. Napastnik Arsenalu w takich sytuacjach się po prostu nie myli i dzięki temu Szwedzi schodzili na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem.

Reklama

Debiut Walemarka wydarzeniem drugiej połowy

Druga odsłona tego starcia zdecydowanie nie należała do najlepszych. Zaczęło się niby obiecująco, bo w 54. minucie ujrzeliśmy potężny strzał Elliota Strouda, który prawie przerwał siatkę w bramce Ionuta Radu. Piękne trafienie Szweda nie zostało jednak zaliczone, gdyż chwilę przed jego strzałem piłkę ręką zagrywał Alexander Isak. Ciekawe, czy napastnik Liverpoolu usłyszał po meczu od Grahama Pottera słynne „Gdzie mnie z tymi rencoma?!” Możemy się tego tylko domyślać.

Reklama

Po odwołaniu tej bramki w zasadzie za wiele się już nie działo. Dlatego bez problemu, jako fani Ekstraklasy, możemy powiedzieć, że wejście na boisko Patrika Walemarka było wydarzeniem drugiej połowy. Szwed oddał strzał, który ostatecznie został zablokowany przez jednego z Rumunów. Oprócz tego skrzydłowy dopasował się poziomem do swoich kolegów. Pewnie nie raz pod nosem rzucił, że wolałby grać z Ishakiem niż Isakiem. No ale cóż, Szwecja to nie Poznań.

Szwedzi mimo walecznej postawy Rumunii notują więc na swoim koncie trzy punkty i zasiadają w fotelu lidera grupy H. Biorąc pod uwagę jak wyglądają konkurenci, wydaje się, że drużyna z duetem Isak-Gyokeres z łatwością poradzi sobie z pozostałymi rywalami.

Reklama

Szwecja – Rumunia 2:1

  • Isak 20′
  • Mann 29′
  • Gyokeres 43′

Fot. Newspix

0 komentarzy
Kacper Korpak

Pasjonat polskiej ligi. Wierzy jedynie w Boga i w prawa Ekstraklasy. Nie pogardzi dobrym jedzeniem i polskim żużlem. W przeszłości zamiast grać z kolegami w Minecrafta, oglądał jak Emilijus Zubas w pojedynkę próbował utrzymać GKS Bełchatów w Ekstraklasie. Twierdzi, że dzieci chętniej czytałyby książki, gdyby lekturą w szkole był Hrabia Monte Christo. W życiu chce jedynie pracować przy Ekstraklasie, spełniać marzenia i założyć szczęśliwą rodzinę.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Narodów

Reklama