Powiedzieć, że reprezentacja Anglii nie zaskarbiła sobie serc kibiców, to spore uproszczenie. „Lwy Albionu” na Euro 2020 są w takiej sytuacji, że w niedzielę zdecydowana większość neutralnych fanów zamówi pickę, odkorkuje wino i z twarzą pomalowaną na zielono-biało-czerwono odśpiewa włoski hymn z pasją godną Giorgio Chielliniego. Ale patrząc na to, jak awans drużyny Garetha Southgate’a kosztem zespołu Kaspra Hjulmanda przerodził się w zwycięstwo złych i niegodziwych kanciarzy nad poczciwymi, Bogu ducha winnymi Duńczykami, musimy powiedzieć: hola, hola. To spore przekłamanie.
Oczywiście nie zamierzamy podważać rzeczy oczywistej: awans Anglików po takim „rzucie karnym” budzi niesmak i zapewne będzie łatką, która przez lata będzie się za nimi ciągnąć. A jeśli Anglia zwycięży, jej wygrana będzie długo podważana. Przy całej słuszności stwierdzenia „Dania została skrzywdzona” zapominamy jednak o tym, że na dobrą sprawę do dogrywki w tym meczu nie powinno nawet dojść. I to nie dlatego, że Anglia stworzyła sobie masę sytuacji. Raczej dlatego, że wcześniej Danny Makkelie pomylił się w drugą stronę.
Anglicy powinni przecież wykonać jedenastkę już w trakcie podstawowych 90 minut. Gdyby to zrobili, zapewne byłoby już po temacie. Nigdy nie usłyszelibyśmy o pokrzywdzonych Duńczykach i nurkowaniu Sterlinga. Ale nie była to jedyna sytuacja, w której reprezentacji Danii ewidentnie sprzyjało szczęście.
EURO 2020. Sędziowie mylili się na korzyść Duńczyków
Mecz z Czechami, czyli ćwierćfinał EURO 2020. To wtedy rozstrzygnęło się to, kto w ogóle z Anglią zagra. Spotkanie na trudnym terenie, bo za taki uznać trzeba Baku, więc każdy mały szczegół miał znaczenie. Zwłaszcza jeśli tym szczegółem był gol otwierający na samym początku gry. Duńczycy strzelili go po rzucie rożnym, gdy w powietrzu najlepszy okazał się Thomas Delaney. Problem w tym, że był to korner kontrowersyjny. Ondrej Celustka zatrzymał Kaspera Dolberga pod własną bramką, obijając później piłkę o jego stopę. Piłka wyszła poza linię końcową boiska, Czesi zarzekali się, że powinni wznowić grę od bramki. Sędziowie ocenili, że futbolówka odbiła się jeszcze od Celustki. Później po sieci zaczęły krążyć powtórki, które wskazywały, że mogli mieć rację…
https://streamable.com/yyc5gz
… Ale na gorąco mówiliśmy o dużej kontrowersji, Czesi twierdzili, że sędziowie wypaczyli wynik meczu. Oczywiście możemy gdybać: mogli przecież lepiej kryć w polu karnym. Albo odrobić straty z nawiązką w ciągu kolejnych 85 minut. No ale koniec końców okazało się, że Dania zajechała do czołowej czwórki EURO 2020, bo wygrała 2:1. Czy po meczu zwracano uwagę na potencjalny błąd? Czy życzono Duńczykom porażki w półfinale, w imię zwycięstwa sprawiedliwości? A może Kasper Hjulmand powiedział, że to był rzut rożny, który nie powinien być rzutem rożnym?
No nie, sprawa ucichła bardzo szybko i nie robiono z tego większego problemu. Tymczasem kilka dni później, mamy już międzynarodowy skandal w podobnej sytuacji.
Zresztą, czy mówimy w tej sytuacji o błędzie, czy też nie – mamy przecież inne przykłady. Pamiętacie jeszcze mecz z Finlandią i to, jaki rzut karny otrzymała ekipa Hjulmanda? No nie powiemy, żeby Paulus Arajuuri zrobił Yussufowi Poulsenowi większą krzywdę niż duńscy obrońcy Sterlingowi. Faktem jest, że Pierre-Emile Hojbjerg tamtej jedenastki nie wykorzystał, ale błąd to błąd. Na korzyść Duńczyków zaliczymy natomiast skandaliczny rzut karny dla Rosjan. Czyli może, tak najzwyczajniej w świecie, raz Duńczykom się poszczęściło, a innym razem już nie, więc suma szczęścia i pecha równa się zero?
EURO 2020. Dania beneficjentem gry u siebie
Jest jeszcze jedna sprawa, o której warto przypomnieć. Owszem, ćwierćfinał rozgrywany w Baku niemal na pewno mocno wpłynął na kondycję Duńczyków w meczu z Anglikami. Niemal na pewno byli oni mniej wypoczęci niż Anglicy, którzy byli na znacznie krótszej wycieczce do Włoch i bez problemów uporali się z Ukrainą. W dodatku Wyspiarze mieli za sobą atut własnego boiska i trybun. Na nich duńscy kibice ostatecznie się znaleźli, ale wiadomo, że nie w takiej liczbie, w jakiej by chcieli. Wielka Brytania zadecydowała bowiem o tym, że nie wpuści fanów z innych krajów na „final four” Euro 2020. To decyzja, z którą absolutnie się nie zgadzamy, godząca w rywali Anglików.
Ale czy pamiętacie jeszcze, jak Duńczycy potraktowali Rosjan w fazie grupowej?
Ano właśnie. Tam też w ostatniej chwili zapadła decyzja o tym, żeby jednak nie przyjmować fanów drużyny Stanisława Czerczesowa. Duńczycy najważniejszy mecz fazy grupowej zagrali więc na własnym stadionie, przy pełnym wsparciu trybun. Nie mówimy, że gdyby nie to, Rosjanie wygraliby 4:1. Ale skoro jest to zarzut wobec Anglików, to i kamyczek do ogródka Danii wypada wrzucić. Zresztą – sporo mówi się o tym, że „Synowie Albionu” byli w lepszej pozycji względem rywali, bo tylko raz wybrali się poza Wembley. A Dania?
- Finlandia – Parken w Kopenhadze
- Belgia – Parken w Kopenhadze
- Rosja – Parken w Kopenhadze
- Walia – Johan Cruyff Arena w Amsterdamie
- Czechy – Stadion Olimpijski w Baku
- Anglia – Wembey w Londynie
Do pewnego momentu „Duński Dynamit” też nie wychylał się poza własne cztery kąty, podczas gdy jego grupowi rywale musieli pokonać 1421 km (Rosja i Finlandia) lub nawet 2842 km (Belgia). W dodatku w 1/8 finału Duńczycy pojechali na zdominowany przez własnych fanów stadion w Amsterdamie, co było dla nich krótką i przyjemną wycieczką. Walia z kolei miała już wtedy blisko 4500 km na koncie. Reasumując – tak, odległości były dla tej drużyny uciążliwe. Ale nie zapominajmy, że do pewnego momentu to ona była beneficjentem chorego pomysłu UEFA na rozrzucenie turnieju po całej Europie. I to jej rywale mogli oberwać w łeb kubeczkiem z piwem, rzuconym z trybun Parken.
***
Dlatego na sam koniec, gdy emocje już nieco opadły, można jednak przemyśleć, czy aby na pewno mamy do czynienia ze zwycięstwem „tych złych” nad „tymi dobrymi”. Dobrze wiemy, że z wielu powodów niektórzy podpiszą się pod stwierdzeniem „Anglikom ciężko kibicować”. Zdajemy sobie z tego sprawę, tak i z tego, że Duńczykom sprzyjać było znacznie łatwiej: bo współczuliśmy im tragedii Christiana Eriksena, bo po prostu preferują piłkę, która porywa ludzi.
Ale w obliczu wspomnianych wyżej spraw, naprawdę ciężko jest forsować narrację o byciu Bóg wie jak skrzywdzonym. Po prostu, jak to w sporcie bywa, raz mieli farta, a innym razem pecha.
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix

