Nadchodzi weryfikacja. Ci trenerzy mają coś do udowodnienia

Mikołaj Duda

08 października 2026, 20:44 • 7 min czytania 2

Reklama
Nadchodzi weryfikacja. Ci trenerzy mają coś do udowodnienia

Wreszcie! Po trzech tygodniach czekania wraca Ekstraklasa. Gdy my zajmowaliśmy się tym, czy Przemysław Frankowski to materiał na lewego obrońcę albo zastanawialiśmy się, czy Cezary Kulesza otworzy swój cyrk z wyborem nowego selekcjonera po Janie Urbanie, trenerzy ligowi mieli wyjątkowo dużo czasu, by poprawić w swoich zespołach gorzej funkcjonujące dotąd elementy. Wybraliśmy pięciu, dla których najbliższy okres może okazać się być albo nie być.

Reklama

Takich, przy których nazwiskach my, ale także kibice mamy znak zapytania. Ich dotychczasowa praca nie dała nam całkowitego spokoju o to, w jakim kierunku zmierza prowadzony przez nich zespół. Trzy tygodnie przerwy to wystarczająco dużo czasu, by poprawić niefunkcjonujące elementy. Zresztą, można spokojnie powiedzieć, że trenerzy dostali drugi okres przygotowawczy.

Teraz dostają pięć ligowych kolejek do kolejnej przerwy reprezentacyjnej, by udowodnić, że ich praca idzie zmierza w dobrą stronę. Jeśli nie odpali, to w kilku przypadkach zrobi się naprawdę gorąco, a być może skończy się nawet utratą pracy.

Ekstraklasa. Ci trenerzy zostaną zweryfikowani po przerwie reprezentacyjnej

Żeljko Kopić (Wieczysta Kraków)

Chorwat ma chyba najtrudniejszą pracę ze wszystkich swoich kolegów po fachu w Ekstraklasie. W Warszawie, Poznaniu czy kilku innych miejscach na trenera presję wywierają przede wszystkim kibice, a przy Chałupnika odpowiedzialni są za to najważniejsi działacze. Żeljko Kopić musi być świadomy, że każdy błąd może pod sporym znakiem zapytania postawić jego przyszłość.

Reklama

Zresztą, Sławomir Peszko otwarcie zapowiadał, że trener dostanie możliwość pracy przez przerwę reprezentacyjną, ale już po niej będzie się od niego wymagało. Obecnie Wieczysta z zaledwie pięcioma punktami po ośmiu meczach (wkrótce będzie odrabiała zaległości z GKS-em Katowice) zajmuje miejsce w strefie spadkowej. Oczywiste się wydaje, że jeśli beniaminek nie wyskoczy ponad kreskę do kolejnej przerwy, to przy Chałupnika pojawi się już trzeci szkoleniowiec w tym sezonie.

Po porażkach z Pogonią i w derbach Wisłą, wymęczonym remisem z Zagłębiem oraz pożegnaniem się z Pucharem Polski z drugoligową Avią takim promyczkiem nadziei dla Chorwata powinno być ostatnie spotkanie w Łodzi z Widzewem. Przeszedł na ustawienie na trójkę stoperów, zmienił styl na mniej naiwny, a bardziej zachowawczy i to dało efekty. Jeden punkt, ale też coś, na czym teraz może budować.

Na kadrę z jego podopiecznych wyjechał jedynie Mateusz Kochalski, więc o żadnych wymówkach nie będzie mogło być mowy. Oczywiście patrząc z perspektywy filozofii, jaką kierują się zarządzajacy klubem. Wyniki muszą przyjść na tu i teraz.

Żeljko Kopić, Wieczysta Kraków.

Reklama

Bartosz Grzelak (Cracovia)

Szwed z polskim pochodzeniem pracuje dłużej od swojego rywala zza miedzy i to pozwala nam już na wyciąganie szerzej idących wniosków. A można mieć poważne watpliwości, czy Cracovia pod jego wodzą zmierza we właściwym kierunku. A tak naprawdę trzeba byłoby się sporo nagimnastykować, by obronić taką tezę, chociaż są czynniki łagodzące, o których jeszcze powiemy.

Ale patrząc wyłącznie na boisko, jego zespół najpierw miał spory problem, by strzelać gole, mimo tworzenia sobie całkiem sporej liczby sytuacji. Nawet gdy już się nauczył jako tako je wykorzystywać, to zaczął jednocześnie masowo tracić bramki. Aż 10 w ostatnich pięciu meczach (wliczając w to zakończony porażką mecz Pucharu Polski z drugoligowym Zniczem Pruszków) chwały Grzelakowi nie dodaje.

Tym bardziej, że w Ekstraklasie mierzył się z GKS-em Katowice, Wisłą Płock, Górnikiem Zabrze oraz Radomiakiem. Zdobył tu okrągłe zero punktów. Nie zgadzają się wyniki, nie zgadza się atak, nie zgadza się obrona. W grze Pasów nie zgadza się po prostu nic

Tylko no właśnie, można to poniekąd usprawiedliwiać wszystkim, co się dzieje dookoła. Na pewno drużynie nie sprzyja ogólne zamieszanie wokół klubu spowodowane działaniami prezesa Murata Colaka oraz właściciela Roberta Platka. W tle jeszcze jest Elżbieta Filipiak i to wszystko powodu naprawdę spory bajzel.

Reklama

Do tego transfery, do których możemy mieć jakiekolwiek oczekiwania na coś pozytywnego, przyszły na sam koniec okienka – Sayfallah Ltaief oraz Lasse Nordas – więc Grzelak nie miał zbyt wiele czasu na wkomponowanie ich do zespołu. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że jego drużyna nie jest AŻ tak słaba, by notować tak mizerne rezultaty przy mocno przeciętnym stylu.

Jeśli nie przyjdzie poprawa, to Cracovia w najbliższym czasie może wylądować w strefie spadkowej, a to na pewno oznaczałoby koniec Bartosza Grzelaka, tym bardziej, że w mediach już pojawiały się doniesienia, że Murat Colak nie ma pełnego zaufania do szkoleniowca i powoli rozgląda się za innymi opcjami. Najbliższe mecze dla Szweda to będzie ostatnia szansa, by zostać na dłużej przy Kałuży.

Mariusz Misiura (Motor Lublin)

Podobnie jak w przypadku Cracovii, w Motorze też jest się do czego przyczepić pod kątem działań najważniejszych osób w klubie. O tym, że nie wszystko jest tak, jak powinno najlepiej świadczy fakt, że ostatnio po zaledwie kilku miesiącach z pracą pożegnał się dyrektor sportowy Veljko Nikitović. Szerzej problemy gabinetowe w Lublinie analizowaliśmy w dedykowanym tekście.

Reklama

Broniliśmy tam Mariusza Misiury, bo rzeczywiście on nawet nie jest w czołówce problemów, jakie ma Motor, jednak fakty są dla niego bezlitosne. Na dziewięć meczów wygrał zaledwie jeden i znajduje się w strefie spadkowej. Zdajemy sobie sprawę, że przygotowana mu kadra pozostawia wiele do życzenia, ale dla jego przełożonego przy braku poprawy wyników raczej nie będzie to miało pierwszorzędnego znaczenia.

Zbigniew Jakubas zatrudniając wymarzonego trenera, za którego musiał przecież zapłacić (jedyne odstępne w całym okienku, bowiem piłkarze to albo wolne transfery, albo wypożyczenia) zapewne spodziewał się zupełnie czegoś innego. Warunki, jakie mu do tego stworzył to osobna kwestia, ale faktem jest, że notowana Mariusza Misiury u właściciela klubu, który nie słynie z przesadnej cierpliwości, drastycznie maleją.

W luźnych plotkach można usłyszeć, że w Lublinie dla odmiany wpadli na pomysł powrotu po kilku latach Goncalo Feio. Jeśli Motor w kolejnych tygodniach dalej będzie się trzymał blisko dna tabeli, to nie jest wykluczone, że taki plan zostanie zrealizowany. A nawet jeśli nie Feio, to miejsce Mariusza Misiury zostanie zajęte przez innego trenera.

Mariusz Misiura, Motor Lublin.

Reklama

Tomasz Kaczmarek (Raków Częstochowa)

W Częstochowie zrobiło się niełatwe środowisko dla trenerów. Rok temu jeszcze pracował tam Marek Papszun, a od tego czasu zdążył się przewinąć Łukasz Tomczyk, Dawid Kroczek, tymczasowo Dawid Szulczek, a teraz przyszła pora na Tomasza Kaczmarka. Zdajemy sobie sprawę, że podnieść zespół po sześciu ligowych porażkach na start sezonu oraz odpadnięciu z europejskich pucharów to nie jest łatwa sztuka, jednak okres ochronny się skończył.

O ile porażki z Koroną oraz Zagłębiem dało się jeszcze wytłumaczyć tym, że poprawa niekoniecznie przyjdzie z dnia na dzień, tak teraz musi być ona widoczna. Kadra ma swoje mankamenty, choćby zawodników nieco już wypalonych jakby długim stażem przy Limanowskiego, jednak i tak jest zdecydowanie za bardzo jakościowa, by zajmować ostatnie miejsce w tabeli.

W tym momencie raczej już ciężko wymagać od Tomasza Kaczmarka walki o europejskie puchary, chociaż GKS Katowice i Legia przed rokiem udowodniły, że taki rajd w górę tabeli nawet zaczynając po przerwie zimowej jest możliwy, ale na pewno walka o utrzymanie nikogo nie zadowoli. Środek tabeli wydaje się takim minimum do spełnienia.

Ciężko powiedzieć, czy w ogóle jest możliwy scenariusz, że w kolejnej przerwie reprezentacyjnej dojdzie w Częstochowie do następnej zmiany trenera, ale patrząc na dynamikę zmian w ostatnim czasie nie można byłoby być specjalnie zdziwionym. Nawet jeśli by do tego nie doszło, to przy braku wyraźnej poprawy Tomasz Kaczmarek końcówkę roku spędzi na walce o przetrwanie na stanowisku i to raczej bez większych szans na powodzenie.

Reklama

Tomasz Kaczmarek. Fot. Newspix

Mateusz Stolarski (Widzew Łódź)

Na koniec przypadek nieco różniący się od czterech poprzednich. Trzeba byłoby sobie wyobrazić scenariusz katastroficzny, żeby podczas listopadowej przerwy przy Piłsudskiego znów mieli wybierać nowego trenera. Jednym z nich mogłoby by być odejście Adriana Siemieńca, ale prawdopodobieństwo na to oscyluje gdzieś w okolicach zera.

W każdym razie pożegnanie Mateusza Stolarskiego po następnych pięciu ligowych kolejkach to rzecz, która na 95% się nie wydarzy. Te pięć procent to są na wypadek jakiejś serii typu komplet porażek i każda to 0:3 albo wybuchu jakiejś afery z czapy. Natomiast doskonale wiemy, jakie w Łodzi są oczekiwania. Raz, że ze strony kibiców, ale Robert Dobrzycki w dłuższej perspektywie też nie ma zamiaru pogodzić się z rolą ekstraklasowego średniaka.

Z całego grona mamy największą wiarę, że to akurat Mateusz Stolarski najlepiej wpłynął na swój zespół podczas tych trzech tygodni przerwy. Swoją pracą w Motorze zasłużył na kredyt zaufania, a szczególnie w spotkaniu przy Łazienkowskiej pokazał już zalążki zmiany w sposobie gry Łodzian.

Reklama

Ta niepewność jednak istnieje, czy poradzi sobie w nowym środowisku na dłuższym dystansie. Przecież już w lepszym czy gorszym stylu, ale polegli Żeljko Sopić, Patryk Czubak, Igor Jovićević, a ostatnio i Aleksandar Vuković. Niezależnie od wszystkiego zwolnienia w listopadzie trudno się spodziewać, ale przy utrzymaniu mocno przeciętnych wyników z pierwszej części rozgrywek fotel Stolarskiego zrobi się gorący.

A i jeszcze jedno: do drużyny po zgrupowaniu wracają Karol Świderski i Przemysław Wiśniewski, a patrząc na ich formę na reprezentacji, to dla trenera informacja raczej nie z gatunku tych najbardziej korzystnych…

Reklama

Fot. Weszło

2 komentarze
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Rodado w reprezentacji Polski? Królewski: Życzę mu tego, ale…

Jan Broda
0
Rodado w reprezentacji Polski? Królewski: Życzę mu tego, ale…

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Rodado w reprezentacji Polski? Królewski: Życzę mu tego, ale…

Jan Broda
0
Rodado w reprezentacji Polski? Królewski: Życzę mu tego, ale…
Ekstraklasa

Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont

Adrian Mańko
26
Lakoniczny komunikat Legii na temat sektora gości. Zielone światło na remont