Szansa na pas mistrzowski WBC. Tymczasowy, ale jednak. Dla polskiego boksu mieć mistrza świata w wadze ciężkiej znaczyłoby wszystko. Tyle że… dziś się to raczej nie wydarzy. Co prawda Damian Knyba stoczy jedną z największych „polskich” walk w ostatnich latach, jednak jego szanse na wygraną ocenić trzeba jako minimalne. Czego jednak można się po tym pojedynku spodziewać? I jaki cel postawić Polakowi?
Damian Knyba przed walką o mistrzostwo świata. „Nie widzę argumentów”
Kilka lat nie było takiej walki. Ba, w XXI wieku – w wadze ciężkiej – to na pewno jedno z najważniejszych starć, jakie Polacy mogli oglądać. Jasne, są walki z końcówki najlepszego okresu Andrzeja Gołoty, choćby starcia z Chrisem Byrdem czy Johnem Ruizem. Polacy walczyli też z braćmi Kliczko – z Władimirem Mariusz Wach, z Witalijem Albert Sosnowski i Tomasz Adamek.
Jednak od tych wszystkich pojedynków minęła już chwila.
To najnowsze, to starcie Artura Szpilki z Deontayem Wilderem. 16 stycznia 2016 roku, więc gdyby walka Knyby z Agitem Kabayelem (26-0, 18 KO) odbywała się 6 dni później, to Polak boksowałby dokładnie w 10. rocznicę tamtego starcia. I też o pas – nawet jeśli tymczasowy – WBC. Tak więc polski boks, choć po drodze miał nawet mistrzów świata, ale innych kategorii – trochę się na to naczekał.
Niewiele wskazuje jednak na to, by w porównaniu do walki Szpilki z Wilderem, miał się dziś zmienić ostateczny wynik.
Husaria tym razem przegra. A przynajmniej tak się wydaje
Knyba niby ma swoje atuty. Jest wysoki (201 cm), znacznie wyższy od Agita Kabayela. Na pewno nie jest wyboksowany, na poważnie za ten sport wziął się w wieku 20 lat (wcześniej przez kilka lat trenował lekką atletykę), a do tej pory wyłącznie wygrywał (17-0, 11 KO). Tyle tylko, że nikt nie wie, na jakim poziomie Polak tak naprawdę się znajduje. Bo sam Knyba może mówić swoje, mogą mówić wiele jego trenerzy czy promotor.
Jednak klasa jego rywali to zupełnie inny poziom, niż ta Kabayela. Mówi nam o tym Kacper Bartosiak, ekspert do spraw boksu, prowadzący youtube’owy kanał wraz z Januszem Pinderą. Pytamy go o to, czy w ogóle istnieje scenariusz, w którym Polak wygrywa.
– Scenariusz można sobie stworzyć dowolny. Ale taki realny? Trudno sobie wyobrazić. Żeby to uprościć: to jest taka walka, jakby ktoś, kto napisał egzamin gimnazjalny, od razu szedł zdać też magisterski. Jeśli jest wielkim talentem, to może się mu uda. Natomiast normalnie są kroki pomiędzy, które trzeba zaliczyć, żeby w ogóle do tego poziomu dojść. Wydaje mi się, że tego tu mocno brakuje. Natomiast zawsze jest szansa, że Kabayel może nie być w formie. Nie było go prawie rok w ringu, nie wiadomo, co w tym czasie robił. Można się chwytać jakiejś nadziei.
Sam Knyba, wiadomo, twierdzi, że jest gotowy na wszystko. Powtarza, że od dziecka chciał zostać mistrzem świata i czuje, że to jego czas. Mówi, że zna atuty Kabayela i ma opracowaną strategię na tę walkę.
– Ciosy na korpus to z pewnością jeden z największych atutów Kabayela i właśnie tym sprawia trudność swoim rywalom. Nie chcę oczywiście zdradzać swojej taktyki, ale i my mamy swój plan, który będziemy chcieli egzekwować w sobotę w ringu. Mamy coś w zanadrzu specjalnie na niego. Bukmacherzy uznają mnie za dużego „underdoga”, ja wcale jednak nie uważam, aby tak było. Wszystko rozstrzygnie się w sobotę i przekonamy się, czy rację miałem ja, czy bukmacherzy. Liczę na dobrą pracę sędziów i uczciwy werdykt, bo mnie ciężko będzie pokonać na punkty, lecz przyjechałem do Niemiec tak naprawdę po nokaut – twierdził (cytat za portalem bokser.org).
Jedno trzeba mu przyznać: na pewno się nie kryguje.
Knyba mówi też, że jest dumny z polskiej historii. Sam otrzymał przydomek „Polski Husarz” i do niego się przed tą walką kilkukrotnie odwoływał, wspominając między innymi – w rozmowie z „Faktem” – walkę husarii przeciwko Turkom pod Hodowem, jedno z tych starć, gdzie znacznie mniej liczna polska armia wygrała z przeważającymi siłami wroga. Czemu o tym przypomina? Bo Kabayel, owszem, jest Niemcem, ten kraj reprezentuje, ale korzenie ma w Turcji.
Tym razem jednak nie ma przewagi koni czy kopii, nie będzie też raczej przewagi zaskoczenia. Bo Kabayel powinien być gotowy na wszystko i bardzo uważny w ringu.
– Ogółem nie widzę argumentów dla Knyby. Nie ma punktu zaczepienia, żeby miał mieć szansę. Wiadomo, czasem są rzeczy, o których nie wiemy, może tu się coś też wydarzyło? Może Knyba się rozwinął albo Kabayel miał problemy? Ale Niemiec to też nie zawodnik, który by był w karierze już wyboksowany, nie musiał się wiele razy zbierać z desek, choć bywał zraniony. Wydaje się jednak, że to dla niego zbyt ważna walka, by mógł pozwolić sobie na wpadkę – mówi Bartosiak.
To wszystko ma swoje uzasadnienie. Przed Niemcem bowiem potencjalnie inne starcie – najważniejsze w całej karierze.
Kabayel czeka na Usyka
Sprawa jest prosta: Agit Kabayel ma już tymczasowy pas wagi ciężkiej WBC. Oleksandr Usyk jest z kolei mistrzem „pełnoprawnym” i wszystko wskazuje na to, że nim pozostanie, bo choć szykuje się jego walka z Deontayem Wilderem, to… no, powiedzmy sobie szczerze, Wilder nie powinien być dla Ukraińca rywalem równej klasy. Podobnie jak Knyba dla Kabayela.
Jeśli więc wszystko pójdzie zgodnie z planem i obaj swoje pojedynki wygrają, to może dojść do wielkiego starcia. Choć wielkiego głównie dla fanów boksu – bo atutem Niemca na pewno nie jest rozpoznawalność. Tej wciąż mu brakuje, choć w ringu regularnie daje show, świetnie boksując. Jego ostatnie trzy starcia to z kolei naprawdę świetne wygrane z topowymi rywalami. Kolejno odprawił wtedy Arsłanbeka Machmudowa (TKO w 4. rundzie), Franka Sancheza (KO w 7.) i Zhileia Zhanga (KO w 6.).
Jasne, bywało, że miał problemy (Zhang posłał go na deski), ale wracał i wyboksowywał rywali w fantastycznym stylu. Jego starcie z Usykiem mogłoby być potencjalnie bokserską ucztą. Na papierze wszystko się tu zgrywa – również to, że obaj mają status mistrzów. A w rzeczywistości? Różnie może być.
Mówi Bartosiak:
– Wszystko zależy od tego, jak podejdzie do tego federacja. A federacja WBC… robi, co chce i wybiórczo traktuje różne regulacje. Daje się też „okręcać” najlepszym zawodnikom. Więc nie spodziewam się, by od razu po walce zostało coś takiego ogłoszone. Im opłaca się mieć kilku mistrzów. Bo po co ma walczyć mistrz z mistrzem, jak mogą zrobić oddzielne pojedynki i wydoić więcej opłat sankcyjnych? Z tymi wielkimi nazwiskami też jest trochę tak, że nie zmuszają ich do walk. Pokazał to przykład Saula Canelo, który długo był mistrzem pełnoprawnym, a tymczasowym był David Benavidez. Wszyscy chcieli tej walki, wydawało się, że w końcu muszą ją zorganizować. No i wcale nie musieli – Canelo tego unikał, a Benavidez w końcu stwierdził, że nie będzie czekać, bo nie będzie robić wagi, poszedł do wyższej kategorii.
Innymi słowy: walka Usyk – Kabayel nie jest oczywista. Ale dla Ukraińca może być jednym z ciekawszych wyzwań. Kabayel to rywal inny niż ci, z którymi ostatnio często rywalizował (czyli duże chłopiska, nierzadko z mocnym ciosem). Więcej tu techniki, finezji i polotu.
A jest też inny, ważny czynnik. To starcie, które mogą sobie… zorganizować właściwie sami. Boks w Niemczech od dawna czeka bowiem na wielkie walki (zresztą sam Agit mówił na konferencji, że galą w Oberhausen chce ten boks ożywić). Już to starcie Kabayela z Knybą – w hali na 13 tysięcy widzów – wyprzedało się ponoć w pięć dni. A Knyba to przecież gość z okolic 30. miejsca w przeróżnych zestawieniach wagi ciężkiej. Dla zwykłych fanów boksu spoza Polski – kompletny anonim.
Gdyby miał jednak przyjechać Usyk, to mówimy już o stadionie. I to sporym. W dodatku to pojedynek, który – jak mówi Bartosiak – mogliby zorganizować sobie właściwie na własną rękę, bez wielu pośredników.
– Trzeba na to spojrzeć biznesowo. Jest ten projekt saudyjski, tam chcieliby zestawić Usyka z młodym Mosesem Itaumą, co jednak wyklucza sam Usyk, który ma obecnie prawo podążać własnymi drogami. I teraz: jeśli okaże się, że walka Kabayela z Knybą będzie hitem – a ma być pełna hala – i Kabayel wygra, to na przykład latem byłaby opcja zrobienia walki na stadionie w Niemczech. To byłoby gigantyczne wydarzenie, które byliby pewnie w stanie zrobić sami, bez oglądania się na innych płatników. Z tej perspektywy to może być największa walka dla Usyka. Walka z Wilderem, o której się teraz mówi, tak naprawdę się nie składa biznesowo, to raczej nie będzie hit, bo Wilder nie sprzedaje PPV. A z Kabayelem jestem w stanie sobie wyobrazić, że poskłada się to jak walka Usyka z Dubois w Polsce.
Innymi słowy: mogą być z tego duże pieniądze. Może też być hitowe starcie. Wszystko się tu składa w całość i jeśli agenci Usyka uznają, że opłaca się to i Ukraińcowi, no to Kabayel zawalczy o pas.
W teorii więc na jego drodze stoi w tym momencie tylko Knyba.
Pięć rund. I wtedy będzie dobrze
Wiadomo, czyją matką jest nadzieja. Ale może warto w tym akurat przypadku choć przez jakiś czas być głupim. Czemu? Bo kolejnego takiego pojedynku możemy szybko nie zobaczyć. A Knyba może w nim sporo ugrać… nawet jeśli przegra. Właściwie obawiać się można tylko tego, że to za duży przeskok i skończy się ciężkim nokautem.
Biorąc jednak pod uwagę styl Kabayela – raczej nie powinno tak być.
– Kabayel to nie gość, który gasiłby światło – mówi Bartosiak. – To volume puncher, potrzebuje „wrzucić” trochę tych ciosów. To taki dementor, wysysa duszę z rywali, oni często poddają się sami w swoich głowach, po czym on ich kończy. Tutaj ryzyko uszczerbku na zdrowiu nie jest aż tak duże. Natomiast może to być walka, która zostawi ślad w psychice. Pewnie były lepsze walki do tego, by się spróbować na wyższym poziomie. Z Kabayelem jest bardzo dużym underdogiem i nie bierze się to znikąd. Trafia na rywala, który – poza Usykiem – ma najlepszą serię zwycięstw w wadze ciężkiej i stylowo trudno się z nim boksuje.
Kluczowe dla Knyby będzie więc wytrzymanie natłoku ciosów, a najlepiej – choć to bardzo trudne, duże znaczenie może tu mieć rozmiar ringu – unikanie ich. Niemiec bowiem bije kombinacjami: jeden cios, drugi, trzeci, czwarty. Rywal może wybronić dwa, nawet trzy, ale potem i tak mieć problem, bo kolejny dojdzie do celu. Knyba nie jest – co nie dziwi, biorąc pod uwagę jego wzrost – geniuszem w unikaniu takich ciosów. A sam też nie ma przesadnie mocnego uderzenia, którym mógłby szukać „lucky puncha”. Kluczem będzie więc trzymanie dystansu, odpychanie rywala prostymi, kontrolowanie tego, jak blisko podchodzi.
Jeśli się uda – Polak może wytrzymać kilka rund. A tak naprawdę każda kolejna będzie sukcesem. No, może cztery rundy to minimum, a pięć – to cel. Dlaczego? Tłumaczy Bartosiak:
– Sam ustawiam licznik na piątą rundę. Jeśli usłyszę gong ją otwierający, to będzie dobrze. Wszystko, co dłużej, to już będzie przyjemny bonus. Przede wszystkim w tych trzech ostatnich walkach Kabayela najkrótszą była ta walka Machmudowa, która skończyła się w czwartej rundzie. Jak przetrwa dłużej, to będzie dobrze. Choć ważne będzie i to, co pokaże w ringu. Może ruszy na Kabayela i pokaże dwie rundy wspaniałego boksu, ale przegra w trzeciej. I co wtedy? Kibice przecież dłużej pamiętają takie walki niż bezpieczny boks, dzięki któremu przetrwa dłużej. Wszystko zależy od tego, co się wydarzy w ringu.
Tak naprawdę więc dobrze byłoby, żeby Knyba nie tylko wytrzymał w miarę długo, ale też był w stanie dołożyć coś od siebie. Jeśli spełni oba te elementy, to nawet potencjalny nokaut, którego doznałby w siódmej czy ósmej rundzie powinien być dobry – o ile nie zostawiłby poważniejszego uszczerbku na zdrowiu – dla jego kariery.
Bo prawda jest taka, że Knyba ma czas. Jasne, za 15 dni obchodzić będzie 30. urodziny, ale to w boksie wcale nie tak dużo. Do tego Polak nie jest wyboksowany, bo nie ma długiej kariery, nie walczył od młodych lat, ominął sporą część amatorskiej kariery. Nawet więc porażka – zresztą spodziewana – ale poniesiona w dobrym stylu, powinna przynieść mu same pozytywy.
Choć nie napiszemy „oby tak się stało”. Bo mimo wszystko wierzyć w Polaka trzeba i wypada, kciuki więc będą trzymane. A czy coś dadzą – przekonamy się, gdy obaj wyjdą do ringu.
Początek gali Knyba – Kabayel o 19, walka Polaka powinna odbyć się po 22:30.
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix