Dopiero w zimowym okienku Lipskowi udało się wypchnąć Timo Wernera. Zarabiał najwięcej w zespole, a w rundzie jesiennej na boisku spędził tylko kilkanaście minut. Były reprezentant Niemiec, który lata świetności miał już dawno za sobą, przeniósł się za Atlantyk. W ostatni weekend strzelił pierwszego gola od… półtora roku. Jego zespół znajduje się w kapitalnej formie.
Dwa nieudane powroty
Latem 2025 roku Timo Werner po raz drugi wrócił do Lipska. Wychowanek Stuttgartu już przed sezonem 2022/23 znów zawitał do Dolnej Saksonii. Za 20 milionów euro został odkupiony z Chelsea, która dwa lata wcześniej płaciła za niego 53 miliony euro. Wówczas była to druga największa sprzedaż w historii Lipska. Do Anglii Werner odchodził jako wicekról strzelców Bundesligi. W ciągu czterech sezonów strzelił dla Czerwonych Byków 95 goli, stając się klubowym rekordzistą. Po powrocie podszlifował swój rekord – przez półtora roku zdobył 18 bramek.
Zimą 2024 roku 57-krotny reprezentant Niemiec wrócił do Londynu, ale tym razem do północnej części miasta. Do końca sezonu 2023/24 wypożyczył go Tottenham, a po zakończeniu rozgrywek Spurs przedłużyli wypożyczenie o rok. Koguty miały możliwość wykupienia go za 8,5 miliona euro, ale nie zdecydowały się na taki ruch. Przez cały poprzedni sezon rozegrał tylko 946 minut, czyli 40 minut więcej niż w drugiej części rozgrywek 23/24. Ostatni raz na boisku pojawił się pod koniec lutego 2025 roku. Od tego czasu nie łapał się nawet do kadry meczowej.
A first Spurs goal for @TimoWerner after brilliant work from Brennan 🤍 pic.twitter.com/Ihcv73OLw9
— Tottenham Hotspur (@SpursOfficial) March 2, 2024
Do kadry meczowej nie łapał się też przez większość swojego ostatniego pobytu w Lipsku. Obecny był jedynie w 4 z 22 jesiennych meczów RB, a na murawie spędził raptem 13 minut, z czego 11 tylko w meczu z Leverkusen, którym Lipsk kończył zmagania w 2025 roku. Czerwone Byki już latem chciał się pozbyć Wernera. Jego roczna pensja wynosiła aż 10 milionów euro – najwięcej w drużynie. Zawodnikowi nie udało się jednak dojść do porozumienia z żadną ze zainteresowanych stron. Dopiero zimą Lipskowi udało się wypchnąć byłego reprezentanta kraju.
Strzelił pierwszego gola od 1,5 roku
Niemiec dołączył do prowadzonego przez trenera z fryzurą boczną, Bruce’a Areny, San Jose Earthquakes. Z klubem Konferencji Zachodniej MLS 30-letni napastnik podpisał kontrakt do czerwca 2028 roku. Przygodę za Atlantykiem Werner zaczął tak jak tę w Spurs – od dwóch w dwóch pierwszych meczach. Na początku kwietnia pauzował z powodu drobnego urazu, ale już w 3. minucie pierwszego meczu po powrocie zanotował kolejną asystę. Występ w wygranym 3:0 meczu 1/8 finału US Open Cup z Phoenix Rising zaliczył nawet z opaską kapitańską.
Asystę zanotował też w ostatnim ligowym meczu, a już trzy minuty później sam wpisał się na listę strzelców. Pokonał Hugo Llorisa, który pół roku przed przybyciem Wernera do Tottenhamu opuścił północny Londyn. Niemiec przeciął się za to z Heung-Min Sonem, który latem 2025 roku dołączył do swojego dawnego kompana ze Spurs. Gol na 2:0 w starciu z LAFC było dla 30-letniego już napastnika pierwszym od półtora roku. Na trafienie czekał od 30 października 2024 roku, kiedy to strzelił gola Manchesterowi City w 1/8 finału Pucharu Ligi.
Timo Werner opens his MLS account! 💥 pic.twitter.com/5N3zIe8LED
— Major League Soccer (@MLS) April 20, 2026
Werner i spółka zaliczyli kapitalne wejście w nowy sezon MLS. Po ośmiu kolejkach mają na koncie siedem zwycięstw i tylko gorszy bilans bramkowy od Vancouver Whitecaps sprawia, że nie są liderem Konferencji Zachodniej. Po rozbiciu LAFC 4:1 nad zespołem z Los Angeles mają pięć punktów przewagi. Quakes od 2023 roku czekają na awans do play-offów, a ostatni raz w 1/8 finału MLS Cup zagrali w 2020 roku. W zeszłym sezonie otarli się o baraże o udział w play-offach, ale przez gorszy bilans meczów bezpośrednich byli za plecami Real Salt Lake.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Polak mistrzem kraju! Pierwszy raz w karierze
- Bolesna porażka rewelacji sezonu. Przegrali wszystkie finały
- Sensacja w Paryżu. Lens jeszcze powalczy o tytuł?
fot. Newspix