Afera nagraniowa w PZPN, którą opisaliśmy w środę, doprowadziła do otwartego buntu działaczy! Jak dowiedziało się Weszło, aż jedenastu członków zarządu PZPN – w tym czterech z pięciu wiceprezesów – poparło pismo do Cezarego Kuleszy będące wotum nieufności wobec sekretarza generalnego Łukasza Wachowskiego. To oznacza, że gdyby dziś odbyło się głosowanie, Wachowski zostałby odwołany większością głosów. Ale… głosowania nie było.
Afera nagraniowa, która w środę ujrzała światło dzienne za sprawą publikacji na łamach Weszło, od dwóch dni nie schodzi z ust piłkarskich działaczy. Przypomnijmy: po oficjalnej kolacji, na której celebrowano otwarcie mistrzostw świata U20 kobiet, prezes PZPN Cezary Kulesza był – w stanie mocnego zmęczenia trudami wieczoru – odprowadzany do hotelowego pokoju przez dwóch działaczy.
Jeden z nich, Bartosz Ryt, prezes Małopolskiego ZPN, miał zauważyć wówczas, że drugi – sekretarz generalny PZPN Łukasz Wachowski – nagrywa kompromitującą prezesa sytuację telefonem. Zbulwersowany usunął nagranie z telefonu Wachowskiego, po czym nazajutrz poinformował o tym Kuleszę. Sekretarz generalny w bezpośredniej konfrontacji miał się do wszystkiego przyznać.
Aby potwierdzić prawdziwość zdarzeń tamtej nocy, zadzwoniliśmy do całej trójki zainteresowanych. Ryt potwierdził, że sytuacja miała miejsce. Kulesza stwierdził, że – jak zwykle – o niczym nie wie. Wachowskiego w trakcie długiej rozmowy o potwierdzenie pytaliśmy aż ośmiokrotnie. Nie zaprzeczył ani razu.
Narrację zmienił dopiero w późniejszym oświadczeniu, choć działacze twierdzą, że w prywatnych rozmowach przyznawał się i tłumaczył, że chwilowo „odebrało mu rozum”.
Jedenastu członków zarządu przeciwko Wachowskiemu
Temat dosłownie rozgrzał piłkarskich baronów, którzy w zdecydowanej większości nie wyobrażają sobie dalszej współpracy z Wachowskim. Szybko dotarły do nas głosy, że w przeddzień zebrania zarządu dyskutowano o tym chociażby podczas spotkania przedstawicieli klubów należących do władz PZPN, a niektórzy działacze wprost mówili o całkowitej utracie zaufania do sekretarza generalnego PZPN.
Zaplanowany na piątek zarząd poprzedziło natomiast spotkanie na samym szczycie. Pojawiło się na nim prezydium PZPN, a więc prezes i czterech wiceprezesów (piąty wiceprezes, Dariusz Mioduski, połączył się z obecnymi na Bitwy Warszawskiej zdalnie). To wówczas wiceprezesi przekazali Kuleszy pismo z deklaracją wotum nieufności wobec Wachowskiego. Pod nim znalazły się nazwiska aż jedenastu członków zarządu PZPN. Jak ustaliliśmy, wśród tej jedenastki było aż czterech z pięciu wiceprezesów: Marcin Animucki, Dariusz Mioduski, Tomasz Garbowski i Sławomir Kopczewski.
Jedynym wiceprezesem, który nie poparł pisma przeciwko Wachowskiemu, był – to akurat żadna niespodzianka – Adam Kaźmierczak, nazywany związkowym patronem sekretarza generalnego i człowiek, który niedawno próbował wykreować go na przyszłego kandydata na prezesa. Pod pismem nie ma też nazwisk kojarzonych z frakcją betonową Radosława Michalskiego, Henryka Kuli czy Sławomira Pietrzyka, a także współpracującego blisko z Kaźmierczakiem Wojciecha Cygana.
Po publikacji tekstu rozmawialiśmy z Wojciechem Cyganem, który stwierdził, że nie miał możliwości podpisania lub odmowy podpisania listu, ponieważ treść nie została mu przedstawiona i nikt w sprawie listu z nim nie rozmawiał.
Jedenaście głosów poparcia oznaczało jednak, że gdyby Kulesza złożył podczas zarządu wniosek o odwołanie Wachowskiego ze stanowiska – a złożyć go może tylko prezes PZPN – sekretarz generalny przepadłby z kretesem. Sytuacja, w której zdecydowana większość zarządu tak jawnie wystąpiła przeciwko ważnemu pracownikowi PZPN, jest bezprecedensowa.
– Pismo jasno stwierdzało, że większość członków zarządu utraciło zaufanie do Wachowskiego i nie zamierza dalej z nim współpracować – mówi mi jeden z członków piątkowego spotkania.
Kulesza udaje, że nic się nie stało
Jednak, co może wydawać się dość zaskakujące, pismo zdawało się nie wywrzeć na prezesie Kuleszy większego wrażenia. Ten w swoim stylu rozwadniał sprawę, po czym wprost zadeklarował, że nie zamierza złożyć wniosku o odwołanie.
– To wręcz absurdalne. Czarek padł ofiarą potajemnego nagrywania przez Wachowskiego, a teraz nagle stał się największym obrońcą Łukasza. Nikt nie jest w stanie zrozumieć dlaczego, tym bardziej, że większość zarządu nie chce już współpracować z Wachowskim – słyszę od jednego z działaczy.
Burzliwe spotkanie prezesa z wiceprezesami opóźniło rozpoczęcie piątkowego zarządu. Na nim również toczyła się dyskusja, w trakcie której wyraźnie zarysowały się dwa obozy: tych, którzy podpisali pismo przeciwko Wachowskiemu (byli tam zarówno przedstawiciele wojewódzkich związków, jak i klubów), oraz tych, którzy go nie podpisali (skupieni wokół środowisk Kuleszy oraz Kaźmierczaka).
– Ataki na Ryta były zabawne. A głos ludzi, którzy próbowali go atakować, był w zasadzie dla niego komplementem. Kaźmierczak, Michalski, Kula, Pietrzyk, przecież to sama betonowa śmietanka. Po dzisiejszym zarządzie jedno jest jasne: sprawy nie da się już zamieść pod dywan. Wiedzą o niej wszyscy, wciąż będą dyskutować. Czarek będzie musiał coś z tym zrobić – powiedział mi jeden z działaczy.
Według naszych ustaleń sam Kulesza na zarządzie miał poinformować działaczy, że decyzji w sprawie Wachowskiego jeszcze nie podjął i musi się nad nią zastanowić. A to oznacza, że już wkrótce będziemy świadkami kolejnych odcinków afery nagraniowej.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix