Pablo Garcia płakał, jego mama płakała, a ojciec kilka godzin później publicznie mówił o tym, jak trudne były dla rodziny ostatnie dni. W tym samym czasie Real Betis ogłaszał powrót Daniego Ceballosa. To był wyjątkowy finisz okienka transferowego w La Liga.
Garcia spędził w Realu Betis 15 lat. Przeszedł przez wszystkie szczeble akademii, bił kolejne rekordy strzeleckie i uchodził za jedną z największych perełek klubu. W styczniu 2025 roku podpisał kontrakt obowiązujący do 2029 roku, a chwilę później zadebiutował w pierwszym zespole.
I kiedy wydawało się, że jego historia w seniorskiej drużynie dopiero się rozpoczyna, Betis zdecydował się na jego sprzedaż.
Co szczególnie szokujące, zaledwie tydzień przed transferem Garcia zapewnił Betisowi zwycięstwo nad Valencią. Manuel Pellegrini postawił na młodego wychowanka, a ten odwdzięczył się bramką dającą trzy punkty. Kibice zaczęli więc jeszcze głośniej domagać się, żeby klub nie pozbywał się swojego talentu.
Nic z tego.
🚨 This is a really sad story. Last week, Pablo Garcia scored his first goal for Real Betis, and his mother came at 2 AM to meet him at the airport. But yesterday a terrible thing happened and he was forced to leave Real Betis so that Dani Ceballos could be registered with the… https://t.co/6R56aA2VAj
— The Final Whistle (@Rufus_45) September 2, 2026
Garcia przeniósł się do Racingu Santander. Klub z Kantabrii zapłacił około 5–5,5 miliona euro za 50 procent praw do zawodnika, a Betis zachował drugą połowę oraz możliwość wyrównania przyszłej oferty. To zabezpieczenie może kiedyś okazać się bardzo ważne, bo w Sewilli doskonale wiedzą, że właśnie wypuszczają zawodnika z dużym potencjałem.
Garcia: „Wiele rzeczy nie zależało ode mnie”
Najbardziej poruszające były jednak nie kwoty, lecz okoliczności odejścia.
– Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł wrócić. Wiele rzeczy nie zależało ode mnie – powiedział Garcia.
I trudno się dziwić, że te słowa oraz obrazki zapłakanego piłkarza wywołały wśród kibiców Betisu ogromne emocje. Tym bardziej że w tym samym momencie klub sprowadzał z powrotem innego wychowanka – Daniego Ceballosa.
I właśnie o niego się tutaj rozbija.
Ceballos jest dla kibiców Betisu postacią znacznie bardziej kontrowersyjną. W 2017 roku odszedł do Realu Madryt za około 16–18 milionów euro. Problemem nie był sam transfer, lecz sposób jego przeprowadzenia. W Sewilli przez lata panowało przekonanie, że Ceballos mógł zadbać o interes klubu i sprawić, by Betis zarobił na nim znacznie więcej.
Później pomocnik wielokrotnie wracał na Benito Villamarín jako piłkarz Realu Madryt i regularnie słyszał gwizdy. Kibice nazywali go między innymi „pesetero”, czyli człowiekiem, dla którego najważniejsze są pieniądze.
Przez lata Ceballos próbował odbudować relację z Betisem. W 2026 roku wreszcie wrócił do klubu. Pojawiły się informacje, że to przez restrykcyjne zasady Finansowego Fair Play (FFP) narzucane przez LaLiga, klub z Sewilli nie miał jednak wolnych środków w limicie płacowym, aby zarejestrować Ceballosa do gry. To właśnie przesądziło o losie Garcii.
Nie chodziło o Finansowe Fair Play?
Władze Los Verdiblancos stanowczo zaprzeczają, że oba ruchy były ze sobą bezpośrednio powiązane. Ángel Haro przekonywał, że sprzedaż Garcii nie była konieczna do zarejestrowania Ceballosa, a decyzja o odejściu młodego zawodnika miała wynikać przede wszystkim z jego obaw o liczbę minut.
Kibice niekoniecznie w to uwierzyli. I trudno im się dziwić. Real Betis wraca do Ligi Mistrzów, buduje coraz mocniejszy zespół, a jednocześnie żegna zawodnika, który dla wielu sympatyków był uosobieniem tego, czym powinien być wychowanek klubu.
Pablo Garcia ma teraz rozwijać się w Racingu Santander. Betis zostawił sobie furtkę, by kiedyś go odzyskać. Tyle że jeśli Garcia rzeczywiście wejdzie na jeszcze wyższy poziom, ta furtka może już nie wystarczyć.
Przypomnijmy, że w piątkowy wieczór Betis niespodziewanie pokonał Real Madryt 1:0. Dani Ceballos w tym meczu nie zagrał.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix