Bereszyński czekał na to 12 lat. „Dla takich chwil gra się w piłkę”

Marcin Ziółkowski

06 listopada 2026, 20:30 • 2 min czytania 0

Reklama
Bereszyński czekał na to 12 lat. „Dla takich chwil gra się w piłkę”

Nie jest to częsty obrazek, aby Bartosz Bereszyński celebrował gola, którego sam strzelił. Jak sugerują statystyki, trafienie przeciwko Wiśle Płock było dopiero siódmym w jego karierze. Warto jednak zwrócić uwagę na to, jak długo czekał na gola w Ekstraklasie.

Reklama

Snajper Bereszyński

Choć pierwsza od dekady runda na polskich boiskach nie jest dla niego najłatwiejsza to miał on swój moment chwały już na początku meczu 14. kolejki Ekstraklasy przeciwko Wiśle Płock. Bartosz Bereszyński wpisał się na listę strzelców w drugiej minucie, zaskakując Rafała Leszczyńskiego.

W meczu ligowym w Polsce strzelił gola po raz pierwszy od sezonu 2013/14. Wtedy to, w meczu Legii Warszawa z Lechem Poznań przelobował w 85. minucie Krzysztofa Kotorowskiego, wykorzystując nieporozumienie w szeregach rywali. Było to równo 4541 dni temu (1 czerwca 2014 roku).

Reklama

W wywiadzie w przerwie meczu na Lubelszczyźnie, Bereszyński przyznał przed kamerami Canal+

– Nie mam tych bramek wiele w karierze, więc takie momenty cieszą. Dla takich chwil gra się w piłkę. 

Warto przypomnieć, że trafienie w Lublinie to pierwszy gol Bereszyńskiego we wszystkich rozgrywkach od marca 2021 roku. Wtedy to pokonał AlessIo Cragno z Cagliari, a Sampdoria zremisowała w Serie A 2:2 z drużyną z Sardynii. Polak czekał więc na gola ponad 5,5 roku.

Reklama

Bereszyński trafieniem w Lublinie podwyższył dorobek całej swojej kariery do… siedmiu goli. Dla żadnej drużyny nie trafił więcej niż raz – mowa tu o Polsce U-19, Warcie Poznań, Polsce U-20, Lechu, Legii oraz Sampdorii. Premierowe trafienie ma już też w Motorze.

W seniorskiej reprezentacji Polski (59A) pod tym względem pusto, ale Bereszyński od pewnego momentu swojej kariery nie odpowiada za strzelanie goli. Na powołanie do kadry, 34-latek czeka od marca.

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl gry Barcelony i Bayernu Hansiego Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama