Allahyar Sayyadmanesh to pokaz aktualnych możliwości transferowych Lecha Poznań. Rok temu taki piłkarz jeszcze byłby poza zasięgiem Kolejorza. Dziś mistrzów Polski już na niego stać. Tak jak od początku mieliśmy dobrze przeczucia co do Luisa Palmy, tak podobnie mamy dobre w przypadku Irańczyka, choć to inny profil.
Sayyadmanesh na papierze łączy w sobie większość cech, które są pożądane we współczesnym futbolu na jego pozycji. Ma niezłe umiejętności, daje liczby, a przy tym jest szybki i dynamiczny, nie unika pressingu i pracy w defensywie. Nic dziwnego, że cieszył się teraz dużym zainteresowaniem, o czym już pisał Szymon Janczyk w osobnym tekście.
Allahyar Sayyadmanesh. Kim jest nowy piłkarz Lecha Poznań?
Spis treści
- Allahyar Sayyadmanesh. Kim jest nowy piłkarz Lecha Poznań?
- Szybki wyjazd do Turcji
- Dobre chwile na Ukrainie
- Duże nadzieje i dużo kontuzji w Anglii
- Pochwały od przyszłego menedżera Chelsea
- Odbicie się w lidze belgijskiej
- Zafascynowanie Japonią
- Problemy ze skutecznością
- Niedocenienie w reprezentacji Iranu
Lech kolejny raz sprowadza na skrzydło zawodnika z ligi belgijskiej. To ewidentnie dla niego jedno z głównych źródeł poszukiwań. Latem 2023 pozyskał Dino Hoticia i Aliego Gholizadeha, którzy wykręcali naprawdę konkretne statystyki w Jupiler Pro League. Hotić koniec końców nie do końca spełnił oczekiwania. Gholizadeh z ponad rocznym opóźnieniem, ale został gwiazdą Ekstraklasy i takie same są nadzieje względem jego rodaka.
Pora zatem bliżej poznać gracza, który obstawia Lechowi nie tylko lewe skrzydło, ale w razie potrzeby może wystąpić w zasadzie w każdej ofensywnej roli. W Westerlo regularnie schodził na prawą stronę, jego wyjściowe ustawienie często było dość umowne.
Szybki wyjazd do Turcji
Sayyadmanesh, w przeciwieństwie do Gholizadeha, nie zdążył mocniej zaistnieć w ojczystej ekstraklasie. Wyjechał z kraju już jako 18-latek, nie dobijając nawet do dwudziestu występów w barwach Esteghal. Ze sportowego punktu widzenia transfer do Fenerbahce miał równie niewielki sens jak wyjazd Bartosza Kapustki do Leicester, ale łatwo się mówi o odrzucaniu ofert, których samemu się nie otrzymało.
W stambulskim gigancie poprzestał na trzech występach w końcówce covidowego sezonu 2019/20. W międzyczasie bez powodzenia pograł chwilę na wypożyczeniu w drugoligowym Istanbulsporze.

Ten ruch miał za to ogromny plus w życiu prywatnym, bo to właśnie nad Bosforem piłkarz poznał swoją przyszłą żonę, Duygu. – Jak wiele osób w dzisiejszych czasach, poznaliśmy się przez Instagram. Cóż mogę powiedzieć… to pokolenie, co? – śmiał się w rozmowie z nieuwsblad.be.
Początkowo ich znajomość została wystawiona na ciężką próbę. – To naprawdę niezwykła historia, bo niedługo po naszym pierwszym spotkaniu nagle zaczął się covid. To był trudny czas, te pierwsze pięć czy sześć miesięcy. Mogliśmy się kontaktować tylko online. To naprawdę mocno w nas uderzyło. W tym czasie mieszkałem z wujkiem w Stambule. Dorastaliśmy razem i jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Byłem jeszcze nastolatkiem, więc każda pomoc była mile widziana. Lockdown w Stambule był dość drastyczny. Żona w tym czasie jeździła do rodziny w Bodrum, żeby nie być samemu. Mogła studiować projektowanie mody zdalnie – wspominał Allahyar.
Dobre chwile na Ukrainie
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a kariera również zaczęła nabierać rozpędu. Poważne szlify w europejskim graniu nowy zawodnik Lecha zaczął zbierać w październiku 2020, gdy dołączył do Zorii Ługańsk na blisko półtoraroczne wypożyczenie. Spotkał tam Władisława Koczerhina, który do dziś reprezentuje barwy Rakowa Częstochowa, oraz Andrejsa Ciganiksa (ex-Widzew Łódź) i Joela Abu Hannę (ex-Legia Warszawa).
W ligowym debiucie strzelił gola z Ruchem Lwów po wejściu z ławki na parę minut. Po kilku następnych tygodniach był już piłkarzem podstawowego składu ukraińskiej ekipy. Posmakował też europejskich pucharów. Po dwóch miesiącach zdobył zwycięską bramkę z Leicester w Lidze Europy, finalizując na wślizgu dogranie z prawego skrzydła.
Rok później Zoria rywalizowała w fazie grupowej Ligi Konferencji. Sayyadmanesh trafiał do siatki w obu meczach z CSKA Sofia, a oprócz tego mierzył się z Bodo/Glimt i Romą.

Klub ten opuszczał po strzeleniu piętnastu goli i zaliczeniu siedmiu asyst w pięćdziesięciu spotkaniach. Bilans więcej niż przyzwoity. Nic mu on nie dał w kontekście zmiany swojej sytuacji w Fenerbahce, ale wystarczył, żeby zwróciło na niego uwagę Hull City.
Duże nadzieje i dużo kontuzji w Anglii
– Były tutaj mocne powiązania między klubami, bo właściciel Hull, Akun Ilicali jednocześnie był wtedy wiceprezydentem Fenerbahce – tłumaczy nam Artur Kliński z Hull City Polska.
Wiosna 2022 to 12 meczów i jeden gol w jego wykonaniu. Irańczyk kiepsko zaczął, szybko wypadł na pięć kolejek z powodu kontuzji. Więcej pograł dopiero pod koniec sezonu. Tygrysy wykupiły go z Turcji za 4,5 mln euro, ale pozytywny przełom długo nie następował.
Kliński: – Już na pierwszy rzut oka rzucała się w oczy jego dynamika, szybkość i bezkompromisowość w grze. Te cechy są bardzo pożądane w Championship. Był sporą nadzieją Tygrysów, ale dużą część sezonu 2022/23 stracił z powodu urazów. Na dobre wrócił dopiero w marcu i wtedy się rozegrał. Najlepszy występ zanotował na Stadium of Light z Sunderlandem.
Co do tych kontuzji, Sayyadmaneshowi ciągle dokuczało ścięgno podkolanowe. Za pierwszym razem wypadł na cztery miesiące, choć pierwotnie po operacji lekarze przewidywali 5-6 tygodni przerwy. Uciekły mu mistrzostwa świata w Katarze. W końcu wrócił na trzy mecze i nawet dograł asystę z Wigan, ale tego dnia problem się odnowił. Na dobre uporał się z nim dopiero pod koniec lutego 2023, po półtoramiesięcznej pauzie.
Pochwały od przyszłego menedżera Chelsea
Hull prowadził już wtedy Liam Rosenior. Niedawno został zwolniony z Chelsea, do której z kolei wypromował się po dobrych wynikach z RC Strasbourg, powiązanym właścicielsko z londyńskim klubem. Wówczas nie ukrywał on, że jest wielkim fanem talentu Irańczyka. – Mówiłem już, że kocham ich wszystkich, ale Allahyar to wyjątkowy facet. Kiedy poznasz go bliżej, skąd pochodzi i jak patrzy na życie, okazuje się, że jest bardzo pozytywnym człowiekiem. Wszyscy byliśmy załamani, że nabawił się tej kontuzji z Wigan. Za każdym razem strasznie się cieszę, gdy widzę go już normalnie trenującego – przyznał Rosenior w rozmowie z Hull City Live.

W marcu 2023 Sayyadmanesh na dobre wszedł na wysokie obroty. Dziesięć ostatnich kolejek Championship rozegrał w wyjściowej jedenastce. Strzelił gole Sunderlandowi i Middlesbrough, asystował także przy zwycięskiej bramce z Millwall.
Mimo lepszego okresu jego przyszłość przed sezonem 2023/24 stanęła pod znakiem zapytania. Pojawiło się zainteresowanie ze strony Szachtara Donieck i Colorado Rapids. Hull musiało uszczuplić kadrę, żeby nie mieć problemów z płynnością finansową. Rosenior oczekiwał, że pozostanie mu 22-23 zawodników z pola zamiast około trzydziestu, dzięki czemu łatwiej będzie zarządzać nastrojami w szatni. Na skrzydłach wybór zrobił się całkiem spory, m.in. z powodu przybycia Jasona Lokilo. Tak, tego Lokilo, który grał w Górniku Łęczna, a dziś zakłada koszulkę Piasta Gliwice.
Irańczyk został, ale szczęście znów mu nie dopisywało. Stracił część przygotowań i początek sezonu z powodu kontuzji łydki. Gdy już wyzdrowiał i zaliczył jeden epizod z ławki, zaraz wyjechał na zgrupowanie reprezentacji U-23, co na pewno mu nie pomogło w walce o pozycję w klubie. Potem przez całą jesień drobne urazy powracały i nie był w stanie złapać właściwego rytmu.
Odbicie się w lidze belgijskiej
W pewnym momencie stało się jasne, że ta współpraca nie ma już większej przyszłości i trzeba coś zmienić w zimowym okienku. Pierwotnie Hull nastawiało się na wypożyczenie, o czym nawet głośno na konferencji prasowej mówił Rosenior, ale koniec końców stanęło na definitywnym transferze do Westerlo za mniej więcej 2,3 mln euro. Papiery podpisano 31 stycznia 2024 roku.
– Myślę, że gdyby Hull nie potrzebowało pieniędzy ze sprzedaży piłkarzy, prawdopodobnie Irańczyk zostałby w klubie. Co ciekawe, Westerlo też nie było przypadkowym ruchem, bo właścicielem jest tam znajomy właściciela Tygrysów. Nawet tej zimy poszedł tam kontuzjowany Enis Destan [były napastnik Warty Poznań, PM] – mówi Kliński.
Od tej pory dla Sayyadmanesha wreszcie na dobre zaświeciło słońce. Pierwsza runda na belgijskiej ziemi była głównie odzyskiwaniem rytmu meczowego i formy (16 spotkań, bez konkretów z przodu). Następne dwa lata to już odgrywanie pierwszoplanowej roli w nowym zespole. Irański skrzydłowy w tym czasie uzbierał w Jupiler Pro League 65 występów, w których zdobył 14 bramek i zanotował 13 asyst. Po raz pierwszy w karierze zaczął regularnie wykonywać rzuty karne i jak dotąd nigdy się nie pomylił: siedem podejść w barwach Westerlo i siedem goli.

Zafascynowanie Japonią
Co ważne, przestały dręczyć go kontuzje. Przytrafiały mu się już tylko drobne, co najwyżej 3-4 meczowe absencje, spowodowane na przykład bólem pleców. Lech pozyskuje więc zawodnika, który był w formie i generalnie był zdrowy. Nie płacił za niego kwoty odstępnego, ponieważ kontrakt wygasał, ale wszelkie pozostałe koszty są znaczące.
O jego pozaboiskowe życie w Poznaniu raczej mogą być spokojni. Irańczyka nigdy szczególnie nie ciągnęło do rozrywkowego trybu życia. – Nie jestem typem osoby, która dużo wychodzi z domu. Najbardziej lubię po prostu być z rodziną – zwierzał się kanałowi Gol Bezan.
Przywiązuje on dużą wagę do dodatkowej pracy po treningach, także w aspekcie psychicznym. Regularnie odbywa sesje z trenerem mentalnym, pomagają mu też wizualizacje. To techniki sprowadzone do absurdu przez wielu śmiesznych coachów, ale Sayyadmaneshowi się sprawdzają. – W myślach analizuję mecz i możliwe sytuacje, które mogą się wydarzyć. Kiedy znajdziesz się w podobnej sytuacji podczas meczu, czujesz się, jakbyś już tam był. To pozwala mi szybciej podejmować decyzje – wyjaśniał belgijskim mediom.

Na jego ciele znajduje się wiele tatuaży. Jednym z nich jest japońskie „kaizen”, oznaczające ciągłe doskonalenie. Nie jest to wybór przypadkowy, bo Irańczyk jest zafascynowany Krajem Kwitnącej Wiśni. – Uwielbiam wszystko, co związane z Japonią: przyrodę, kulturę, jedzenie… Bardzo chciałbym kiedyś pojechać tam na wakacje, ale potrzeba na to dobrych kilku tygodni. Dla piłkarza to nie jest łatwe. Może następnym razem powinienem poprosić o trochę więcej wolnego – puszczał oko w jednym z wywiadów.
Pasją Sayyadmanesha jest anime. – Co ty mówisz? Te japońskie kreskówki? To czysta sztuka, człowieku. Proszę, nigdy nie nazywaj anime kreskówką. Jestem nią absolutnie zachwycony i mam nawet związany taki tatuaż na nodze. Naruto to mój ulubieniec: to japońska manga stworzona przez Masashiego Kishimoto, z której powstało również anime. W tej serii śledzisz jego losy od dzieciństwa aż do dorosłości. Myślę, że jest z tysiąc odcinków, więc masz co oglądać. Naruto jest dla mnie wzorem do naśladowania, bo między innymi chodzi w nim o ciężką pracę, aby osiągnąć swoje cele – mówił dziennikarzowi nieuwsblad.be.

Problemy ze skutecznością
Wydaje się więc, że ten zawodnik ma wystarczająco dużo, żeby dorównać liderom Lecha Poznań i sprawnie wkomponować się do drużyny. Dorównać, bo też nie oczekujmy, że mowa o kimś, kto wzniesie ofensywę Kolejorza na zupełnie nowy poziom. Jeśli nawiąże do tego, co pokazywali Palma, Gholizadeh czy Walemark, już będzie świetnie. Z piłką przy nodze nie jest takim artystą jak jego przyjaciel z reprezentacji Iranu, ale przy wciąż dobrych umiejętnościach posiada więcej walorów motorycznych i wolicjonalnych.
Patrząc na jego liczby z Belgii, do poprawy ma przede wszystkim… skuteczność. W obu pełnych sezonach zdobywał mniej bramek niż wskazywałoby na tego jego xG. O ile za ostatnie rozgrywki mowa o symbolicznej różnicy, o tyle za edycję 2024/25 był aż dwa i pól gola na minusie. Kibice Lecha muszą też być przygotowani na to, że jego styl gry, czyli ciągłe próbowanie i wchodzenie w pojedynki, oznacza bardzo dużo strat. W minionym sezonie miał ich średnio aż 15, podczas gdy Palma, Walemark czy Gholizadeh kręcili się tu w granicach 9-10 na mecz.
– Jeśli miałbym ocenić, czy będzie gwiazdą w Ekstraklasie na bazie jego występów w Hull, to nie jestem pewien. Ale zapewne zrobił progres i jeśli będzie zdrowy, może być bardzo konkretnym wzmocnieniem. Jego przewagi upatrywałbym też w tym, że zarówno w polskiej lidze jak i Championship szybkością może wiele zdziałać – podsumowuje Artur Kliński z Hull City Polska.

Jeśli Allahyar Sayyadmanesh sprawdzi się w Polsce, być może wreszcie na dobre okrzepnie w drużynie narodowej. Dotychczas rozegrał w niej tylko dziewięć meczów i strzelił jednego gola. Wielu spodziewało się, że pojedzie na mundial do USA, ale selekcjoner Amir Ghalenoei wybrał inaczej. Portal „Eurasia Football” stwierdził, że „jego nieobecność jest trudna do wyjaśnienia z piłkarskiego punktu widzenia”. Etemadonline.com zwrócił uwagę, że ta decyzja jest tym dziwniejsza, że na turniej pojechali inni ofensywni zawodnicy z belgijskiej ekstraklasy, którzy nie spisywali się tak dobrze (łączony rok temu z Lechem Alireza Jahanbakhsh ze słabiutkiego Dender i Dennis Eckert Ayensa ze Standardu Liege).
Niedocenienie w reprezentacji Iranu
To samo źródło stwierdza, że Sayyadmanesh to największy nieobecny obok Sardara Azmouna i Mohammada Javada Hosseinnejada. Niektórzy widzą tu ewidentne powody związane z polityką. Bez wątpienia występują one w przypadku Azmouna. W 2022 roku poparł protesty irańskich kobiet, a nie tak dawno wrzucił do mediów społecznościowych zdjęcie z Mohammedem bin Rashidem Al Maktoumem, władcą Dubaju i premierem Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W obliczu licznych regionalnych napięć spotkało się to z negatywną reakcją części irańskich mediów. Azmoun został pominięty w marcowych sparingach, a później przy końcowych powołaniach.
W kontekście Sayyadmanesha nie mieliśmy jaskrawych politycznych deklaracji, ale możliwe, że drażni on tym, iż wyraźnie wdrożył się w zachodni styl życia. To już jednak tylko przypuszczenia. Niewykluczone, że w tym przypadku chodziło po prostu o przywiązanie selekcjonera do weteranów, co też mu zarzucano.
24-latkowi (a już za dziewięć dni 25-latkowi) nie pozostaje zatem nic innego, jak błyszczeć na tyle mocno w Ekstraklasie i europejskich pucharach, żeby za jakiś czas selekcjoner zwyczajnie nie miał wyjścia i musiał go powołać.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix/Lech Poznań/Przemysław Szyszka