Reklama

GTA: Białystok. Wojtkowski ucieka przed policją

Jakub Białek

Autor:Jakub Białek

22 marca 2021, 12:07 • 3 min czytania 53 komentarzy

Kamil Wojtkowski ma depnięcie, z dużą ochotą wymija rywali, wchodzi z nimi w bezpośrednie starcia. Szkoda, że nie mówimy o boiskowych popisach piłkarza Jagiellonii Białystok, a o drogowych. Jak podał „Przegląd Sportowy” – Wojtkowski uciekał przed policją, a później spowodował stłuczkę.

GTA: Białystok. Wojtkowski ucieka przed policją

Streśćmy najpierw to, co napisał Piotr Wołosik – Wojtkowski został zaproszony przez drogówkę na kontrolę drogową. Co robi w takiej sytuacji każdy obywatel? Grzecznie się zatrzymuje, okazuje dokumenty i ewentualnie przyjmuje mandat. Co robi Wojtkowski? Redukuje bieg i zaczyna bawić się w „GTA: Białystok”. Jeszcze z jedną gwiazdką po stronie goniącej policji, ale już wkrótce pojawiła się druga.

Bo Wojtkowski tak zręcznie uciekał, że spowodował stłuczkę. Ale i ta go nie zatrzymała. Dzielny bohater postanowił dalej uciekać, aż w końcu został zatrzymany i jest dziś przesłuchiwany na komisariacie. Aż żałujemy, że nie byliśmy w samochodzie, gdy żądny adrenaliny piłkarz udawał się w tę szaloną ucieczkę. Zaryzykujemy jednak stwierdzenie, że nie był to tak efektowny rajd, jak ten Filipa Starzyńskiego w meczu z Jagą.

Boże, jakie to absurdalne zachowanie. Kamilu, na co ty liczyłeś? Naprawdę nie ogarnąłeś, że skoro bezczelnie olewasz patrol policji, to – nawet, jeśli uda ci się ucieczka – funkcjonariusze po prostu zarejestrują twój numer rejestracyjny i kiedyś cię znajdą? Do którego momentu byś uciekał – przekroczyłbyś granicę i zaszył się w jakiejś kaliningradzkiej melinie? Zakładamy oczywiście, że chodziło tylko o żądzę ekstremalnych emocji, a nie ucieczkę z jakiegoś konkretnego powodu. Już za sam fakt niezatrzymania się do kontroli Wojtkowskiemu grozi więzienie, a – jak czytamy w „PS” – policjanci podejrzewają jazdę pod wpływem. Jeśli tak było, dzięki ucieczce Wojtkowskiego będzie pewnie trudniej to udowodnić, no ale wtedy nie mówimy już tylko o dzbaniarstwie, a o stanowienie zagrożenia dla innych uczestników ruchu. Czytaj – o czystej głupocie.

Jest to ciekawa puenta jeszcze innej historii, w której Wojtkowskiemu także przydarzyła się „stłuczka”. Żeby ją opowiedzieć, musimy cofnąć się do czasów Wisły Kraków Macieja Stolarczyka. Wojtkowski dostawał w niej dużo szans – także z tego powodu, że był młodzieżowcem. Notorycznie były z nim jednak problemy dyscyplinarne. A konkretnie – niesforny piłkarz często się spóźniał. Trener Wisły postawił w końcu sprawę wprost: jeśli jeszcze raz się spóźnisz, możesz szukać sobie nowego klubu. Wojtkowski na drugi dzień już się nie spóźnił. W ogóle nie przyjechał na zajęcia.

Reklama

A gdy został zapytany o powody jego nieobecności, powiedział, że miał wypadek. W klubie przyjęto to ze zrozumieniem – nie było powodów, dla których miano by piłkarzowi nie wierzyć. Wisła trenuje w Myślenicach, większość piłkarzy mieszka w Krakowie, zatem dojazd na trening jest pewnym kłopotem. Wojtkowski jednak, żeby uwiarygodnić swoją teorię, zaczął pojawiać się na treningu na piechotę. Nie przewidział jednej rzeczy – jego samochód, który rzekomo miał stać u mechanika, został szybko wypatrzony kilkaset metrów obok bazy w Myślenicach.

Piłkarze podłapali temat i pytali Wojtkowskiego:

– Kamil, a jak ty teraz dojeżdżasz? Może zabierzesz się ze mną?
– Nie, nie, spoko, mam ogarnięty transport.

Gdy już było jasne, że Wojtkowski leci na kicie, szatnia wygrzebała kluczyki do jego auta i przeparkowała wypasione auto prosto na środek boiska treningowego. Oczywiście w stanie „igła”, bez żadnych śladów po kolizji.

Mamy wrażenie, że mówimy o piłkarzu, któremu nienachalny intelekt trochę przeszkadza w karierze. Teoretycznie ma papiery na grę, widać po nim całkiem niezłą technikę. A jednak głowa nie nadąża i nie ma przypadku w tym, że po utracie statusu młodzieżowca długo czekał na nowy klub (mając kartę na ręku) i w Jagiellonii nie cieszy się zbyt dużym zaufaniem (tylko jeden mecz w wyjściowym składzie). Na boisku nie mamy co liczyć na efektowne rajdy Wojtkowskiego, więc w sumie nic dziwnego, że chciał to sobie odbić w innych okolicznościach.

Fot. FotoPyK

Reklama

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

53 komentarzy

Loading...