Reklama

Bardzo udana próba generalna Legii. Tylko czy taka może się odbywać bez rywala?

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

14 sierpnia 2020, 22:36 • 3 min czytania 40 komentarzy

Próbą generalną Legii przed tym sezonem miało być starcie z Cracovią, ale wiemy, co się stało – do drzwi zapukał koronawirus, chcielibyśmy, żeby sobie poszedł, ale on nie chce i uparcie przeszkadza. Pierwszym meczem Wojskowych okazała się więc rywalizacja z Bełchatowem i można było się zastanawiać, czy ten mecz – ze względu na klasę rywala – cokolwiek nam powie. Cóż… Wiemy tyle, że Legia ze słabymi przeciwnikami wciąż radzi sobie bardzo dobrze.

Bardzo udana próba generalna Legii. Tylko czy taka może się odbywać bez rywala?

Ujmijmy to tak – gdyby Artur Boruc stwierdził, że on, owszem, wróci do Warszawy, ale niekoniecznie będzie już 14 sierpnia i Legia wystawiłaby 10 zawodników bez bramkarza, wiele by to w tym spotkaniu nie zmieniło. Niby Bełchatów strzelił jedną bramkę, ale co z tego, skoro Legia sześć. Poza tym gospodarze strzelili tego gola po stałym fragmencie, kiedy w zamieszaniu odnalazł się Hilbrycht. A z gry? Bełchatów nie istniał, odstawał od Legii nie o dwa poziomy, a o cztery spokojnie.

Widać było, kto ma spore problemy organizacyjne, a kto miał ciekawe okienko i sposobi się do gry o Ligę Mistrzów. Nie pomogłaby podopiecznym Węglewskiego nawet wstrząsająca przemowa Parisa Platynova.

Jeśli chodzi o Legię, to warto powiedzieć o debiutach. Jako się rzekło, Boruc mógł czytać gazety przez 4/5 meczu. Już widać, że Mladenović będzie wzmocnieniem. Znów: pamiętamy o klasie rywala, jednak Filip pokazywał wszystko to, z czego zasłynął w Lechii. Niebywały ciąg na bramkę, wrzutka za wrzutką – i to ze sporą jakością, bo Pekhart mógł z tego walnąć ze dwa gole. Ostatecznie nie miał żadnego, ale Mladenović już tak, kiedy po długim rogu spokojnie wykorzystał podanie Luquinhasa.

Debiutował też Juranović. Pojęcie chyba ma – wypieścił piłkę do Hołowni, kiedy ten asystował Rosołkowi przy jego trzecim skalpie. Czyli odnotowujemy, ale 24 minuty z Bełchatowem to jednak za mało na większe recenzje.

Reklama
Natomiast Rosołkowi warto poświęcić akapit, bo jednak hattrick jest hattrick.

Pokazał Vukoviciowi, że można o nim myśleć w kontekście gry w późniejszych etapach sezonu, kiedy trzy razy zachował chłodną głowę i pakował kolejne bramki. Najpierw po fatalnej stracie Najemskiego, potem, gdy trzeba było pakować po odegraniu Luquinhasa i na wspomnianym końcu, kiedy odgrywał mu Hołownia. Rosołek był dziś ustawiony za Pekhartem, pewnie to miejsce docelowo czeka na Gwilię, ale rywalizacji nigdy dość.

Wiemy, że GKS Bełchatów nie jest szczególną weryfikacją, ale jeśli ekipa Vukovicia zagra na tym poziomie w Europie, czyli zdominuje przeciwnika, będzie podchodzić pressingiem i generalnie nie pieprzyć się w tańcu, to powinno być dobrze. A też pamiętajmy – drużyna ze stolicy w poprzednich sezonach miała spore problemy, by udanie wejść w sezon.

Teraz tego problemu nie widać, co cenne tym bardziej, że plany nieco pokrzyżował ten paskudny wirus. Tak, to wciąż tylko Bełchatów, ale przecież nawet gdy ekstraklasowicz jedzie w Pucharze Polski piętro niżej, rzadko pada wynik 6:1. Nie ma co tego nie doceniać.

GKS Bełchatów – Legia Warszawa 1:6

Hilbrycht 33′ – Rosołek 12′ 28′ 67′ Pawlik (s) 44′ Wszołek 52′  Mladenović 61′

Fot. FotoPyk

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

40 komentarzy

Loading...