Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Krzysztof Stanowski

10 marca 2020, 21:36 • 4 min czytania

Reklama
Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Pierwszy raz w życiu otrzymałem propozycję finansową, aby we wtorkowym felietonie poruszyć chociaż trochę konkretną tematykę – mianowicie napisać o… urlopach tacierzyńskich i w ogóle relacjach ojców z dziećmi. Jako że stawka oferowana przez ogromny koncern była atrakcyjna, zgodziłem się.

Reklama

Wczoraj jednak musiałem wykonać telefon: – Słuchajcie, zamykane są stadiony, odwoływane mecze, wszyscy moi czytelnicy dyskutują o koronawirusie. Ja nie mogę wkroczyć w sam środek tego zamieszania i oświadczyć: „słuchajcie, urlopy tacierzyńskie są w porządku!”. Wyjdę na idiotę. I wy w sumie też.

Wirus kosi wszystko. Weszło Travel znowu brutalnie w czapkę (znowu, bo zaczęło działalność od przełożonego meczu Barcelona – Real), jak przełożoną Euro to dograne umowy czy to dla portalu, czy to dla niedawno uruchomionego Kanału Sportowego odfruną w siną dal. Odwoływanie kolejnych lig mogłoby wstrząsnąć firmami bukmacherskimi, a więc finalnie oberwalibyśmy i my. Jakoś będzie trzeba sobie z tym poradzić, więc… poradzimy sobie (chyba – no chyba, że jednak nie). Takie zmartwienia – mniejsze lub większe – będą mieli wszyscy. Jeff Bezos, właściciel Amazona, wedle najnowszej wyceny obudził się biedniejszy o 7,5 miliarda dolarów (jakoś to udźwignie: niedawno rozwód kosztował go 38 miliardów), co jest chyba dzisiejszym rekordem. Gdybym ja zbiedniał o 7,5 miliarda dolarów to byłbym 7,5 miliarda dolarów na minusie… W każdym razie excele firm wszelakich spływają czerwienią, a być może najgorsze dopiero przed nami. Wiadomo, że w stopniu nadzwyczajnym oberwie branża futbolowa i dzisiaj aż trudno przewidzieć finalne skutki. Paradoksalnie w najlepszej sytuacji są chyba polskie kluby, ponieważ nigdy nie nauczyły się generować dużych zysków z dni meczowych, więc nie za bardzo mają co stracić. Owszem, oberwą finansowo, ale tąpnięcie nie powinno być szokujące dla całorocznego budżetu. Co innego w przypadku takich klubów jak Barcelona, Real, Bayern, Juventus, Milan, Inter… Tu przychody z jednego meczu idą w miliony euro, a całosezonowe wpływy z dni meczowych u najlepszych zbliżają się do 150 milionów euro (a może nawet ta granica pękła, a ja mam nieaktualne dane).

Tylko, że grać bez publiczności można jedynie przez chwilę, tak w Polsce, jak i zagranicą – a konkretnie do momentu, aż nie zachoruje pierwszy piłkarz. Wtedy kwarantanną objęci muszą zostać jego koledzy z boiska. Dzisiaj pojawiło się podejrzenie, że koronawirusa ma Kylian Mbappe, co z czasem poprzez badania wykluczono. Gdyby jednak Francuz miałby być zarażony, wówczas pod obserwację trafiliby jego koledzy z zespołu i oczywiście nie mogliby się spotykać – a więc grać – z innymi osobami. Rozgrywki ligi francuskiej zostałyby zawieszone, a kto wie – może za jednym zamachem cała Liga Mistrzów (bo jak to rozwiązać inaczej – walkowerem?). Być może na jakiś czas oglądamy zmierzch futbolu, jaki znamy. Granie bez publiczności, chociaż bezsensowne, kluby jakoś zdołają przetrzymać, głównie dzięki wpływom telewizyjnym i sponsorskim – nawet jeśli mniejszym, to wciąż znaczącym. Natomiast braku grania w ogóle na dłuższą metę nie przetrzymają i cała stuletnia biznesowa konstrukcja wielkich – mających też wielkie koszty i zobowiązania stałe – może się zawalić jak domek z kart. Kontrakty wielu zawodników wygasną lub będzie się je dało rozwiązać, ci bardziej niecierpliwi być może będą szukać szczęścia w tych zakątkach świata, które wirusowi się względnie oparły i gdzie rozgrywki trwają. Czy Cristiano Ronaldo będzie wegetował w Juventusie, jeśli Serie A zamrozi się na półtora roku? Czy Lionel Messi nie zdecyduje się na wyjazd do ligi argentyńskiej? Domino, jakie zostało puszczone w ruch, może strącać kolejne klocki w bardzo wielu kierunkach.

Ktoś powie – co to za brednie, zaraz sytuacja się unormuje. Oby. Na razie Agnela Merkel poinformowała, że wedle jej wiedzy koronawirusem docelowo zarazi się od 60 do 70 procent mieszkańców Niemiec (czyli kilkadziesiąt milionów osób), a wydaje mi się, że ona nie rzuca liczbami frywolnie i bez zastanowienia, więc ktoś mądry musiał jej te wartości podsunąć. To by oznaczało, że piłki nożnej długo nie uświadczymy, chyba że zarażonych będzie w pewnym momencie tak wielu, że po prostu przekroczona zostanie bariera strachu i wszyscy uznają: no dobrze, skoro już jesteśmy chorzy, to grajmy. Chorzy na chorych. Z chorymi kibicami na trybunach. Machniemy na wirusa ręką i zamiast się go bać, zaczniemy funkcjonować z nim i obok niego. Tylko czy tak się w ogóle da?

Reklama

Piłka nożna, wbrew temu co głosi popularne hasło, nie jest sprawą poważniejszą niż sprawa życia i śmierci. Jest błahostką, która umilała nam weekendy. Właśnie nastąpiła ostateczna weryfikacja tego powiedzonka.

Trzymajcie się w zdrowiu! I powiedzcie swoim babciom, żeby modliły się w domu, a nie w kościele. Pan Bóg też usłyszy.

Krzysztof Stanowski

Założyciel Weszło, dziennikarz sportowy od 1997 roku.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
0
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
11
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Felietony i blogi

Reklama
Ekstraklasa

Legendy usuwają się w cień? Przykro się patrzyło [KOZACY I BADZIEWIACY]

Mikołaj Duda
19
Legendy usuwają się w cień? Przykro się patrzyło [KOZACY I BADZIEWIACY]