Co za mecz! VIVE wygrało z Kiel

Autor:

29 lutego 2020, 23:06 • 3 min czytania

Reklama
Co za mecz! VIVE wygrało z Kiel

Postawmy sprawę jasno: THW Kiel, nawet jeśli w ostatnich latach nie zgarnia seryjnie mistrzostw Niemiec, to jeden z najlepszych zespołów w historii piłki ręcznej. Pokonanie ich – nawet jeśli, jak dziś, mieli już zapewnione zwycięstwo w grupie – to zawsze duża rzecz. Szczególnie, jeśli dokonuje się tego w taki sposób jak VIVE. Czyli po absolutnie szalonym spotkaniu.

Reklama

Dla kielczan był to naprawdę ważny mecz. Awans do dalszej fazy mieli co prawda zapewniony, ale bronili trzeciego miejsca w grupie, które pozwalałoby uniknąć groźniejszych rywali w kolejnej fazie. Długo wydawało się, że ta misja najzwyczajniej w świecie się im nie powiedzie. Niemal od samego początku to goście z Niemiec prowadzili. W pierwszej połowie VIVE miało jeden krótki zryw, gdy wyszło na prowadzenie 10:8. Ale co z tego, skoro po chwili gospodarze zamienili się w szturmowców z Gwiezdnych Wojen i rzucali wszędzie, tylko nie do bramki.

Po drugiej stronie za to akurat w tym momencie takich problemów nie było. Zawodnicy Kiel spokojnie trafili wówczas cztery razy z rzędu i odzyskali prowadzenie. Jedyne, za co można było pochwalić VIVE w tym okresie, to fakt, że nie dali się Niemcom oddalić. Jeśli już przegrywali, to maksymalnie czterema bramkami. Na więcej rywali nie puścili. A wiadomo, że w szczypiorniaku taki dystans da się odrobić stosunkowo szybko.

Tu musimy się na chwilę zatrzymać. Bo napisaliśmy wcześniej, że Kiel miało już pewne zwycięstwo w grupie. Teoretycznie mogło więc zagrać na luzie, wystawić rezerwy. Ale tylko teoretycznie. Gdzie jak gdzie, ale do Kielc kilończycy zawsze przyjeżdżają nastawieni jak na wojnę. Z VIVE od dawna nie potrafią bowiem wygrać – ostatni raz udało im się to przed dziewięciu laty (z siedmiu spotkań od tamtej pory przegrali pięć, dwa razy zremisowali). Chcieli przełamania tej passy. I to było widać. O luzie nie było mowy ani przez moment. Od samego początku grali tak, jakby walczyli o finał Ligi Mistrzów.

VIVE po prostu nie dawało sobie z tym rady. W obronie wyglądało to nie najlepiej, przez szyki kielczan łatwo przedzierali się choćby Lukas Nilsson czy Harald Reinkind. Na całe szczęście od początku spotkania w znakomitej (który to już raz?) dyspozycji był Andreas Wolff, który między słupkami kieleckiej bramki wygląda ostatnio jak Genzo Wakabayashi szczypiorniaka. Jeśli nie wiecie kim jest ten pan z japońskim nazwiskiem – wygooglujcie sobie. A potem obejrzyjcie wszystkie odcinki.

Reklama

I to właśnie Wolffa, zresztą byłego zawodnika Kiel, uznać trzeba za bohatera tego spotkania. To on w końcówce drugiej połowy, gdy wydawało się, że gospodarze są już straceni, zaczął wyciągać z rękawa niesamowite interwencje. Jedną, drugą, trzecią i kolejne. Czasem nawet dwie naraz i to w sposób absolutnie fenomenalny. A w końcówce wreszcie dorównali mu koledzy z przodu. Na czele z gościem od zadań specjalnych – Aleksem Dujshebaevem. Hiszpan zagrał w kluczowych momentach jak mistrz i wyprowadził VIVE na prowadzenie, którego kielczanie nie zmarnowali. Ostatecznie wygrali – 32:30.

Dzięki temu polski zespół utrzymał trzecie miejsce w grupie. To powoduje, że rywalem kielczan będzie tam szósta ekipa z grupy A. Czyli kto? To jeszcze nie jest pewne – albo będzie to słoweńskie Celje, albo chorwacki PPD Zagrzeb. W każdym razie – przeciwnik jak najbardziej do spokojnego ogrania. Gdyby VIVE przegrało mecz z Kiel, byłoby znacznie gorzej. A tak można w ciemno stawiać na awans kielczan do dalszej fazy i liczyć, że trochę się na tym zarobi. O to właśnie chodziło.

Swój mecz rozgrywali też dziś zawodnicy Orlen Wisły Płock. W ich przypadku stawką był jednak sam awans, nie mieli – jak VIVE – zapewnionego go już wcześniej. W bezpośrednim starciu z hiszpańskim Bidasoi Irun przegrali co prawda 19:24, ale w pierwszym meczu – rozegranym tydzień wcześniej w Płocku – wygrali siedmioma bramkami. A to oznacza, że w 1/8 finału Ligi Mistrzów zobaczymy dwie polskie ekipy.

Nie obrazimy się, jeśli po jej rozegraniu, będziemy mogli napisać to samo o ćwierćfinale.

Reklama

Fot. Newspix 

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
0
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
11
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Inne sporty

Reklama