Reklama

Oglądałem Chelsea dla Petra Cecha. Później został moim mentorem

redakcja

Autor:redakcja

13 lutego 2020, 12:18 • 10 min czytania 0 komentarzy

Maj 2019 – Dejan Iliev siedzi na ławce w finale Ligi Europy. Z bliska obserwuje, jak jego Arsenal jest zbity przez Chelsea 4:1.

Oglądałem Chelsea dla Petra Cecha. Później został moim mentorem

Styczeń 2020 – Dejan Iliev przenosi się na wypożyczenie do Białegostoku, po uprzednim półroczu w SKF Sered, drużynie z nizin tabeli ligi słowackiej.

Nowy bramkarz Jagiellonii pokazuje, jak dziwnie mogą toczyć się losy piłkarza. Do Arsenalu Iliev trafił jako 17-latek z… drugiej ligi macedońskiej. Przez siedem lat nie zadebiutował, a z Londynu odszedł dopiero latem, gdy doszedł do siebie po ciężkim urazie. To dla 24-latka dopiero pierwszy sezon w dorosłej piłce. Trenował z Henrym, jego mentorem był Petr Cech, czyli idol z dzieciństwa, Arsene Wenger pompował na pierwszych treningach. Jaką drogę przeszedł nowy nabytek klubu z Podlasia? Zapraszamy na rozmowę.

***

W maju zeszłego roku siedziałeś na ławce w finale Ligi Europy, dziś jesteś w Jagiellonii, w o wiele gorszej lidze, po pół roku spędzonym w słowackiej lidze. Piłka jest trochę szalona, co? 

Reklama

Ha, dlaczego? Dla mnie to świetne doświadczenie, że w ogóle mogłem uczestniczyć w tym wielkim meczu. Oczywiście, siedzenie na ławce to nie to samo co gra w pierwszym składzie, ale i tak świetnie było brać w tym udział. Teraz jestem w Polsce. Liga jest zupełnie inna, ale nie chcę mówić, że jest zła. To dla mnie nowe doświadczenie, nowe wyzwanie. 

W kadrze meczowej znalazło się wtedy trzech bramkarzy, oprócz ciebie Petr Cech i Bernd Leno. To forma docenienia i podziękowania za te wszystkie lata, walkę z kontuzją?

Zawsze byłem częścią pierwszego zespołu, trenowałem z nim. Czy to forma podziękowania? Ciężko tak powiedzieć. Gdy cały czas ciężko pracujesz, ludzie zawsze cię doceniają. Nie wiem, może to miły gest trenera, który zdecydował, by wziąć mnie na ten mecz. Mogę być tylko wdzięczny za tę szansę. Sam mecz nie przyniósł niestety zbyt dobrych wspomnień. Przegrana 1:4, duży smutek. Podczas samego meczu byłem bardzo podekscytowany. Wierzyłem, że możemy to wygrać, ale to piłka – ktoś musi wygrać, a ktoś przegrać. Niestety, padło na nas. Liczę, że następnym razem także znajdziemy się w finale i tym razem wygramy. 

Cały świat żył wtedy aferą z Henrichem Mchitarjanem, który nie pojechał na mecz ze względów bezpieczeństwa. 

Był bardzo zawiedziony, że nie może grać. Sam zdecydował, że lepiej nie jechać z nami i na pierwszym miejscu powinny znaleźć się względy bezpieczeństwa. Trudna sytuacja – aż do finału grał prawie w każdym meczu, a w tym najważniejszym nie mógł. To już przeszłość, jako piłkarz musisz uszanować wszelkie okoliczności. Henrich był smutny, ale zaakceptował to. 

Widziałeś z bliska ostatni mecz w karierze Petra Cecha. To prawda, że był twoim idolem?

Reklama

Tak, od zawsze. Gdy byłem młody, miałem może dziewięć lat, zacząłem oglądać mecze Chelsea właśnie dla Petra. Próbowałem naśladować na boisku wszystko, co robił. Gdy przyszedł do Arsenalu, byłem szczęśliwy. To była niesamowita sprawa móc pracować z nim, czerpać z jego doświadczenia. Zwłaszcza, że Petr mnie wielu rzeczy uczył, pomagał w karierze.

Kibicowałeś Chelsea zanim trafiłeś do Arsenalu?

Nie. Od zawsze byłem fanem Arsenalu. Nie powinieneś o to pytać! (śmiech) 

Oglądałeś Chelsea dla Cecha, a nie dla drużyny.

Tak. Uwielbiałem go, jego sposób gry. Dla kogo grał – to już inna sprawa. Imponowało mi jego opanowanie, spokój. Gdy podejmuje decyzję, możesz z góry założyć, że będzie poprawna. Nie miało dla niego znaczenia, w jakim meczu grał, jaka była presja – zawsze świetnie się ustawiał, co wynikało z doświadczenia. Mam nadzieję, że któregoś dnia będę mógł dojść do tego poziomu mentalnego.

BELEK 27.01.2020 MECZ TOWARZYSKI: JAGIELLONIA BIALYSTOK - DNIPRO-1 DNIEPROPIETROWSK 1:0 --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH: JAGIELLONIA BIALYSTOK - SC DNIPRO-1 DNIPRO 1:0 DEJAN ILIEV FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Nauczyłem się od niego wielu rzeczy – trzymania pozycji właśnie, techniki, ale także tego, jak zachowywać się poza boiskiem. Petr jest bardzo mądrym gościem, mówi pięcioma-sześcioma językami. Gdy miał czas, rozmawialiśmy o wielu rzeczach. Podczas kontuzji nauczył mnie, jak skupić się tylko na jak najszybszym powrocie, odrzucaniu innych myśli. Wiedział, co robić, jak skoncentrować się na celu. Zawsze był dla mnie wielką postacią. 

Mentorem? 

Chyba można tak powiedzieć, w końcu przez cztery lata razem trenowaliśmy. Każdego dnia obserwowałem, co robi na treningu, jak pochodzi do zawodu. Wielokrotnie pytałem: dlaczego robisz akurat to? Zawsze był otwarty i wyjaśniał mi różne detale. Nie tylko on, z Berndem Leno również jesteśmy dobrymi kumplami. Czerpałem z ich doświadczenia i to wielka wartość. To ścisły top najlepszych bramkarzy w historii Premier League. Jest także wśród tych, którzy mają najwięcej czystych kont dziejach ligi angielskiej. 

Masz siedemnaście lat, grasz w drugiej lidze macedońskiej i dostajesz ofertę z samego Arsenalu. Brzmi to jak niezbyt prawdopodobna wizja. A jednak to się stało.

Na zgrupowaniu reprezentacji młodzieżowej graliśmy z Turcją. Zagrałem naprawdę dobrze i zostałem wybrany piłkarzem meczu. Na trybunach siedział skaut Arsenalu, który powiedział mi, że chcą mnie obejrzeć. Dostałem zaproszenie na testy do jednej ze szkółek Arsenalu w Grecji. Pojechałem tam na kilka dni, a trener bramkarzy przyjechał z Londynu. Obserwował mnie, po czym dostałem informację, że chce mi się przyjrzeć już na miejscu. Pojechałem do Londynu dwa czy trzy razy, trenowałem, grałem w meczach i finalnie podpisałem umowę. To coś, w co trudno było mi w ogóle uwierzyć. Z drugiej ligi macedońskiej do takiego klubu jak Arsenal? Do Premier League? Dwa totalnie inne światy. Wszystko w porównaniu do drugiej ligi było niesamowicie profesjonalne, pracownicy dbali o najmniejsze szczegóły. 

W zeszłym sezonie FK Belasica, mój macedoński zespół, był w najwyższej lidze, teraz znów spadł do drugiej. To klub, który jest znany z dobrego szkolenia i wyławiania talentów. Wywodzi się z niego wielu zawodników. Grał tam też w przeszłości mój ojciec. Dziś jest trenerem bramkarzy.

Był także twoim pierwszym trenerem?

Tak. Początkowo po prostu grałem w piłkę w polu, później – gdy zacząłem rozumieć, czym zajmuje się tata – zacząłem stawać na bramce. Dużo opowiadał mi o swoich czasach i bardzo pomógł mi w karierze. Pamiętam, że zawsze był wymagający. Denerwował się, gdy na treningu wołałem do niego „tata”.

– Na treningu nie jestem twoim tatą, jestem trenerem! Jak zejdziemy z boiska będziesz mógł tak na mnie mówić!

Wcześniej jako 15-latek byłem jeszcze na testach w Interze Mediolan, ale nie podpisałem kontraktu. Nie miałem europejskiego paszportu, tylko macedoński. Byłem młody, zdecydowałem, że wrócę i dopiero później przejdę do innego klubu. Udało się, trafił się Arsenal.

Przeskok do Arsenalu był tym większy, że w zasadzie od razu zacząłeś trenować z pierwszym zespołem.

Pamiętam to doskonale – pierwszego dnia trenowałem z akademią, a drugiego od razu zostałem zaproszony na zajęcia pierwszego zespołu. Zobaczyłem Arsene’a Wengera, innych piłkarzy… Trzy dni temu też ich wszystkich widziałem, ale w telewizji! Nagle znalazłem się w miejscu, w którym mogę z nimi pracować. Dotknąć ich, przywitać się. Po czasie dopiero zaczęło do mnie dochodzić, gdzie tak właściwie się znalazłem. Dopiero z czasem stali się dla mnie normalnymi gośćmi. Po kilku miesiącach trenowałem choćby z Thierrym Henrym. Niesamowity gość. To, jak on strzela, jak przyjmuje, jego technika – nieprawdopodobne. Wszyscy otaczali go wielkim szacunkiem. 

BELEK 24.01.2020 MECZ TOWARZYSKI --- FRIENDLY FOOTBALL MATCH: JAGIELLONIA BIALYSTOK - VIITORUL CONSTANTA 1:1 GABRIEL IANCU DEJAN ILIEV FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Na pierwszych treningach raczej siedzenie w kącie?

Kiedy muszę robić swoją robotę, robię swoją robotę. Było ciężko, bo widziałem wielkich piłkarzy, bardzo szybkich. Gdy popełnisz malutki błąd, od razu ukarają cię golem. Pamiętam, że Arsene Wenger stał za bramką i powtarzał, że jestem bardzo dobrym bramkarzem. Motywował. Dla mnie to był zastrzyk pewności siebie. 

Kto początkowo okazał się najbardziej pomocny? 

Wojciech i Łukasz.

Obaj mieli podobną historię do ciebie, też w młodym wieku wyjechali z Polski do Londynu.

Wiadomo, że początkowo trzymałem się najbliżej z bramkarzami. Ale wszyscy byli dla mnie bardzo mili i pomocni, nie jestem w stanie nikogo wyróżnić. W Arsenalu czujesz się jak w rodzinie. Z Wojtkiem i Łukaszem mieliśmy fajny moment, gdy spotkaliśmy się grając z wami w grupie eliminacyjnej. Przywitaliśmy się i chwilę pogadaliśmy.

Jedna rzecz, której nauczyłeś się od Wojtka i Łukasza?

Wojciech jest bardzo pewny siebie, zawsze wierzy w swoje umiejętności. Gdy coś idzie źle, nie widać tego po jego twarzy, nie jest rozczarowany. Jest w tym naprawdę dobry. A przy tym trochę szalony – wystarczyło, że coś powiedział i każdy leżał ze śmiechu. Łukasz? Bardzo dobrze pracuje i jest bardzo opanowany – także podczas meczów. Ale ciężko powiedzieć, czego konkretnie się od nich nauczyłem, bo nauczyłem się naprawdę wielu rzeczy od każdego, z kim pracowałem.

Najbardziej zakumplowałeś się jednak z innym Polakiem – Krystianem Bielikiem.

Rozmawiamy bardzo często, nawet ostatnio rozmawialiśmy o jego kontuzji, jest bardzo rozczarowany, że tak się to potoczyło. Pytałem go oczywiście o zdanie, zanim zdecydowałem się na przyjazd do Polski. Mówił dobrze o Ekstraklasie, rekomendował ten kierunek. Gdy podpisał kontrakt, nie mówił po angielsku jak dziś. Mój angielski jeszcze wtedy też nie był tak dobry, więc w naturalny sposób zaczęliśmy więcej rozmawiać, chodzić na obiady, na kawę, często się spotykać. Teraz mogę powiedzieć, że Krystian to jeden z moich najlepszych przyjaciół. 

Wszystko toczyło się w Arsenalu dobrze, aż do momentu kontuzji.

Uraz łąkotki w prawym kolanie. Cztery operacje, wypadłem z obiegu na dwa lata…

Jak do tego doszło?

Poślizgnąłem się na treningu i wtedy coś przeskoczyło. Czułem wtedy, że jestem blisko szansy w pierwszym zespole. Zasuwałem na zajęciach i mówiono o mnie pozytywnie. Zbierałem dobre recenzje w U-21 i drugiej drużynie. Nikt nie powiedział mi, że dostanę szansę, ale wierzyłem w nią, na przykład w pucharze. Byłem blisko. Przez kontuzję to się nie wydarzyło. To był trudny moment zwłaszcza mentalnie, by wrócić po tym wszystkim do gry.

Myślisz czasem, gdzie mógłbyś być, gdyby nie ta kontuzja? 

Nie chcę o tym myśleć, bo nikt nie wie, co by się wydarzyło. Trzeba zaakceptować to, co jest i iść dalej. To naturalne, że nie czułem się wtedy najlepiej, ale to wszystko jest już za mną i dziś najważniejszą rzeczą jest to, że teraz mogę grać i nie mam żadnych problemów. 

KRAKOW 08.02.2020 MECZ 21. KOLEJKA PKO EKSTRAKLASA SEZON 2019/20 POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH IN KRAKOW: WISLA KRAKOW - JAGIELLONIA BIALYSTOK NZ LUKASZ BURLIGA DEJAN ILIEW FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl

Generalnie – jak podchodzisz do tego czasu w Arsenalu? Z jednej strony nie zagrałeś w żadnym meczu, z drugiej – byłeś w jednym z najlepszych miejscu na świecie do rozwoju. 

Widzę znacznie więcej pozytywów. Spędziłem w Arsenalu osiem lat. Nauczyłem się nowoczesnej piłki, tego, jak dziś powinien grać bramkarz, że powinien kształtować też cechy piłkarskie. Ale przede wszystkim zostałem nauczony życia. Arsenal miał ogromny wpływ na to, jakim jestem człowiekiem – bardziej dojrzałym i inteligentnym. Pomagali mi ze wszystkim. Gdy masz do podjęcia jakąś kluczową życiową decyzję – możesz przyjść, porozmawiać, pomogą, dadzą wskazówki. Nauczyłem się jak szanować ludzi i radzić sobie ze wszystkimi kłopotami. Po prostu – Arsenal to nie tylko piłka, ale i przygotowanie do życia.

Odszedłeś z niego na wypożyczenie do SKF Sered, jednego z gorszych zespołów ligi słowackiej. Powiedzieć, że to nieoczywisty ruch, to nic nie powiedzieć. Dlaczego akurat tam?

Wracałem wtedy po kontuzji i chciałem tylko jednej rzeczy – iść grać. Uznałem, że na tamten czas to dobra możliwość. Arsenal także uważał, że to dobry czas, dobre miejsce. Mówiłem sobie, że jeśli rozegram te 18 meczów, będę zadowolony. Tak się stało, więc gdy patrzę wstecz, nie mogę powiedzieć, że to była zła decyzja.

Z Arsenalu na Słowację – musiało to być trochę szokiem kulturowym.

Zdecydowanie nie jest to to samo. W Arsenalu opiekują się tobą w niemożliwy sposób, organizacja SKF Sered nie była na tym poziomie, to naturalne. Ale było dobrze. Inaczej. Sam dbasz o siebie, czujesz większą odpowiedzialność. Z rozegranych meczów byłem zadowolony. Mam takie podejście, że gdy gram – jestem szczęśliwy.

Miałeś wtedy inne opcje?

Tak, z League Two, ale uznałem, że lepiej będzie wyjechać. Po pół roku wróciłem do Arsenalu. Monitorowali każdy mój mecz. Po rozmowie z SKF Sered stwierdzono, że przerwą wypożyczenie, czas na inny krok.

Zimą szukałeś lepszej ligi.

Tak, oczywiście. Mieliśmy oferty z Anglii i innych kierunków, ale wspólnie uznaliśmy, że lepszą opcją będzie Jagiellonia. W Arsenalu uważali, że to dobra opcja, dobry krok, ja także miałem podobne poczucie. Chciałem tego ruchu. I teraz cieszę się, że mogę być częścią Jagiellonii. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. 

Arsenal należy docenić za ładny gest – po kontuzji zaoferował ci nowy kontrakt, a wcale nie musiał tego robić.

Wygasł trzy tygodnie przed podpisaniem nowego. Gdy wróciłem, zobaczyli, że jestem w formie, zaczynam grać i zaoferowali nowy. Wierzyłem, że są ze mnie zadowoleni i po prostu chcą, bym to kontynuował. 

Wierzysz jeszcze, że wrócisz do Arsenalu?

Zawsze. Nigdy się nie poddaję i nigdy nie powiem, że jest dla mnie za późno na Arsenal. Dam z siebie wszystko, dopóki tylko będę miał taką możliwość. W Jagiellonii chcę pokazać się z jak najlepszej strony i zająć tak wysokie miejsce, jak to możliwe. Cel? Znaleźć się w czołówce ligi i awansować do pucharów.

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK 

Fot. własne / 400mm.pl / FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...