Brosz mówił jedno, ale mu się zmieniło. Doświadczony Piast o krok od strefy spadkowej…

redakcja

Autor:redakcja

05 maja 2011, 12:55 • 3 min czytania

Reklama
Brosz mówił jedno, ale mu się zmieniło. Doświadczony Piast o krok od strefy spadkowej…

Wiecie, co w naszej piłce cenimy najbardziej? Konsekwencję. A żeby być jeszcze bardziej precyzyjnymi: godną podziwu konsekwencję w byciu… niekonsekwentnym. Zerknijcie na Piasta Gliwice, gdzie przynajmniej w teorii wszystko powinno mieć i ręce, i nogi. W końcu Marcin Brosz to na dziś najdłużej pracujący w klubie trener w stawce oraz osoba, która ma wpływ nie tylko na układanie wyjściowej jedenastki, bo na politykę transferową również. Im bardziej jednak po podziale punktów w Gliwicach robi się nerwowo, tym więcej trupów wypada z szafy, a zapach, który wytworzył się wokół drużyny, do najświeższych nie należy.

Reklama

Czym urzekł nas Piast w zeszłym sezonie, gdy dzięki korzystnemu splotowi okoliczności sezon zakończył na ligowym podium? Stałymi fragmentami Podgórskiego, przebojowością Robaka, efektownymi paradami Treli, a także dalekimi wyrzutami z autu w wykonaniu Zbozienia. I tą całą „brazylianą”, jak nastawiony na nieustanną grę cios za cios zespół sprawiał, że oglądało się ich naprawdę z przyjemnością. Był zapał, żarło aż miło, dlatego wiele rzeczy przychodziło im z łatwością. Tamten Piast, tracąc gola, chciał możliwie najszybciej strzelić kolejne dwa, natomiast obecny najchętniej strzeliłby sobie w łeb. Ot, subtelna różnica.

Wiadomo było, że drugi sezon w Ekstraklasie musi być trudniejszy. Nikt nie oczekiwał, że piłkarze Brosza na entuzjazmie pojadą przez najbliższą dekadę, a i wypuszczenie Robaka trudno nazwać udanym pociągnięciem, który przecież na to, by stworzyć dla niego komin płacowy, zasługiwał w Gliwicach jak mało kto. Celem Brosza było spokojne utrzymanie w lidze, a niejako przy okazji – solidna przebudowa składu. To sam Brosz kilka razy wychodził przed szereg, zwracając uwagę, że czas najwyższy odmłodzić skład i dać szansę kolejnym Ślązakom, pokroju Matrasa i Murawskiego. Tak, tak – Piast daje grać swoim.

I co? I przychodzi zimą jakiś Badia, jakiś Nikiema i jakiś Hebert. Przyznacie sami, że na roladzie śląskiej i familokach to oni raczej się nie wychowali. Pierwszy nie jest lepszy od Podgórskiego, drugi od Matrasa, a trzeci może odrobinę od Osyry. No dobrze, wstydu nie przynieśli, lecz żaden z nich nie wniósł nowej jakości. Prawdę mówiąc, puste krzesełka na Tesco Arenie – jak lekko złośliwie zwykło się nazywać stadion przy Okrzei -świadczą o tym, że wesoła gromadka z portugalskiego Erasmusa nie obchodzi praktycznie nikogo.

Kiedy po 30. kolejce klubom podzielono punkty, nagle okazało się, że żałosna wiosną drużyna wkrótce zamiast na Legii, grać może w Ząbkach. I wtedy Brosz kategorycznie stwierdził: halo, halo, utrzymanie do zrobienia wyłącznie doświadczeniem.

Reklama

doświadczony w podawaniu tylko do tyłu i pozorowaniu gry Martinez zaczął grać kosztem najlepszego w 2014 roku Murawskiego;
doświadczony w swoim technicznym ograniczeniu Klepczyński wskoczył za mającego niezłe momenty Szeligę.
doświadczony w zamykaniu oczu i poruszaniu się wyłącznie w linii prostej Izvolt wrócił do łask.

W efekcie wystarczy, że dziś wieczorem Zagłębie Lubin puknie u siebie Koronę, a Piast znajdzie się w strefie spadkowej. Od razu służymy cenną radą: tam to już doświadczeniem trzeba, jak nic…

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama