Kiedyś nie potrafiliśmy wygrywać wiosną, teraz nie potrafimy latem

redakcja

Autor:redakcja

17 sierpnia 2018, 15:35 • 3 min czytania

Kiedyś nie potrafiliśmy wygrywać wiosną, teraz nie potrafimy latem

Nie będę znów poświęcał całego felietonu Legii, bo każdy wie, jak mocno się skompromitowała i też specjaliście ds. mediów – Vukoviciowi – mogłaby pęknąć żyłka. Poza tym dowód jak bardzo zostaliśmy w tyle leży jednak w dwóch pozostałych meczach, tych rozgrywanych przez Lecha i Jagiellonię. Jeszcze niedawno polskie zespoły radziły sobie z belgijskimi (Lokeren, Brugia), a wczoraj i tydzień temu miały albo mało do powiedzenia, albo nic.

Reklama

Gdzie więc leży problem tego, że w najlepszym wypadku stoimy w miejscu, a w najgorszym (i w sumie bardziej realistycznym) wrzuciliśmy wsteczny? Pewnie tych problemów jest wiele, ale każdy dałoby się zepchnąć choćby na margines, gdyby ludzie rządzący polską piłką, a więc między innymi właściciele i prezesi klubów, byli odważni. Niestety, moim zdaniem wielu z nich nie jest.

Przede wszystkim dlatego, że z taką lubością szukają drogi na łatwiznę. Wprowadzono podział punktów, ale szybko się z niego wycofano i to z prostego powodu: on jednak wprowadzał element rywalizacji. Jasne, było to sztuczne, może w pewnym stopniu nieuczciwe, ale trzeba było orać na boisku, by z tej ligi nie zlecieć. A tego właściciele nie chcą – chcą szarej strefy, gdzie klub X będzie bezpieczny i skapną mu kolejne środki na nowy, równie bezbarwny sezon.

Reklama

Teraz jeszcze tak nie było to widoczne, w rozgrywkach 17/18 walka trwała do końca i o utrzymanie, i o mistrza. Ale! Po pierwsze, w starym systemie grupa zainteresowanych byłaby jeszcze szersza, a po drugie, bardzo prawdopodobne jest (a przynajmniej bardziej niż z dzieleniem punktów), że obecne rozgrywki, jeśli chodzi o rozstrzygnięcia, skończą się szybciej.

I gdy słyszy się głosy, że te ligę mamy powiększać, to pójście na łatwiznę nie jest już drogą obwodową, tylko autostradą. Środek tabeli będzie miał wolne w marcu, dostaniemy dziesiątki meczów nawet nie o pietruszkę, bo pietruszka smaczna, a to będzie jakaś śmierdząca kupa.

Na alibi poruszane są dwa argumenty.

Pierwszy – Polska to duży kraj, musi mieć dużą ligę. Rozumiem, że w Chinach gra 100 zespołów w tamtej ekstraklasie?

Drugi – Polska ma duże miasta. No ma, tylko co z tego?

Warszawa: jeden klub.
Poznań: jeden klub.
Wrocław: jeden klub.
Łódź: nikogo w ekstraklasie.

Super, czyli ratuje się Trójmiasto i Kraków, tyle że w Krakowie Wiśle groziła bezdomność, a Cracovia gra, jak gra.

Tymczasem ten plan wciąż ma plecy wśród części ekstraklasowych prezesów, co gorsza, forsował go też Boniek. A przecież – cholera, to tak logiczne – trzeba iść w drugą stronę. Ligę zmniejszyć do dwunastu zespołów albo i dziesięciu. Niech ta ekstraklasa będzie jakąś elitą, niech grają w niej rzeczywiście najlepsi. Teraz mamy w niej – pi razy drzwi – 400 piłkarzy, z czego co najmniej połowa do niczego się nie nadaje. Zostawmy 10 drużyn z 20 piłkarzami na jedną kadrę i jakość na pewno na tym nie ucierpi.

No, ale do tego trzeba odwagi, którą mało kto ma. Część drużyn musiałaby odstąpić od tortu, a na to się pewnie nigdy nie zgodzi. Bo też nie rozumie, że czasem jeden krok do tyłu oznacza dwa do przodu. Lepiej siedzieć w tym smrodzie i marazmie, byle bezpieczniej.

Nie mówię, że skurczenie ligi jest lekiem na całe zło, bo nie jest. Natomiast sami utrudniamy sobie życie, topiąc się w tym nędznym sosie.

W futbolu odwaga jest niezbędna. I na boisku, i poza nim. Niestety polska piłka tej odwagi ma deficyt. Jest, jak jest i może niech tak zostanie, bo przecież fala krytyki spada na ekstraklasę głównie latem. Jesienią i zimą komuś coś wyjdzie, to się zachwycamy, jednak latem wychodzi na to, że czerpiemy radość z sukcesów w szkole specjalnej.

Aha: za rok będzie to samo, zobaczycie. Jeśli nie gorzej, bo tracimy współczynniki i zamiast narzekać, że od lat nie wygrywamy dwumeczu na wiosnę, zaczniemy marudzić, że nie wygrywamy dwumeczu latem.

Najnowsze

Igrzyska

Siniaki, brak toru i… ucięty palec. Jak nasze bobsleistki trafiły na igrzyska

Sebastian Warzecha
0
Siniaki, brak toru i… ucięty palec. Jak nasze bobsleistki trafiły na igrzyska
Reklama

Felietony i blogi

Reklama
Reklama