Ostatnie dni to nie jest najlepszy czas dla Rafała Murawskiego. Niecałe dwa tygodnie temu kapitan Lecha – wraz z Bartoszem Ślusarskim – został karnie przesunięty do trzecioligowych rezerw i nie był brany pod uwagę przy ustalaniu kadry na kluczowy obóz pierwszej drużyny w Hiszpanii. Wczorajszej nocy „Muraśâ€œ zaliczył kolejną wpadkę. Podczas gdy jego koledzy z drużyny odpoczywali w swoich łóżkach po kolejnym dniu ciężkich treningów, on szalał w gdyńskim klubie „Bollywood”. Na pijanego zawodnika natknął się na imprezie jeden z kibiców, który gorączkę sobotniej nocy w wykonaniu Murawskiego opisał na swoim blogu.
Była godzina plus/minus 01:00, a impreza we wcześniej wspomnianym klubie w samym centrum Gdyni rozkręcała się na dobre. Stojąc przy barze w pewnym momencie dojrzałem gościa, który udając trzeźwego, z rękoma w kieszeni przemierzał parkiet w kierunku „wodopoju”;domniemam, że zapewne nie chciał się spytać o godzinę. Nie minęły dwa kwadranse, a ja z telefonem z wbudowanym aparatem 2.0 (sic!) próbowałem raz po raz uchwycić najlepsze ujęcie – nie boję się ująć tego sformułowania – nawalonego – Rafała Murawskiego. Bądźmy szczerzy – każdy potrafi odróżnić pijaną osobę od trzeźwej. Nie ważne jakby się maskowała, kryła z tym to i tak wiadomo, że sok z gumijagód przed chwilą skonsumowany został w ilości większej, aniżeli 50ml.
Jednak to co najciekawsze miało dopiero nadejść. Kiedy po raz kolejny „bezczelnie” paradowałem z moim „iPhonem” stanąłem od RM na odległość równą długości ręki w momencie, kiedy zawodnik Lecha dyskutował z jednym z moich kolegów. Ten widząc, iż próbuję zrobić mu kolejne kompromitujące zdjęcie (akurat wówczas telefon trzymałem  na wysokości kieszeni) wziął moją głowę i szepnąłÂ do nastawionego ucha, cytuję:
-Â Jeśli jeszcze raz wyjmiesz ten telefon to przysięgam, że Ci przypierdolę.
Na blogu damianadampiotr.blogspot.com można również zobaczyć niskiej jakości fotkę, dokumentującą całe zajście.
Dotychczasowy kapitan Lecha chyba na dobre wybił sobie z głowy dalsze reprezentowanie barw poznańskiego klubu. Karne zesłanie do drugiej drużyny nie oznacza przecież, że Murawski zwolniony jest z przygotowań do rundy rewanżowej. Tymczasem po czwartkowym sparingu rezerw, w którym były reprezentant rozegrał 45 minut, postanowił odreagować w miejscu publicznym, w którym aż roiło się od ludzi w wieku jego nowych kolegów z drużyny. Jeśli myślał, że pozostanie anonimowy, to lekko się przeliczył.
Nie wiem też, czy Murawski ma zamiar kontynuować karierę zawodniczą (pół roku do końca kontraktu z Lechem), lecz dwie afery z alkoholem w tle w przeciągu kilkunastu dni nie ustawią go raczej w dobrej pozycji w negocjacjach z ewentualnym nowym pracodawcą. Chyba, że będzie to klub Bollywood.
Fot. FotoPyK
