Reklama

Wiedzieliśmy, że jesteście beznadziejni, ale żeby aż tak?

redakcja

Autor:redakcja

04 maja 2018, 23:05 • 3 min czytania 114 komentarzy

Wiecie co, chcemy ustalić jedną rzecz. Bruk-Bet i Sandecja to oczywiście bardzo słabe zespoły, ale mimo wszystko rozumiemy, że obie te ekipy mają swoje ograniczenia – infrastrukturalne, finansowe, kibicowskie. Grają, jak grają, bo wiele lepiej nie mogą. Jeśli więc spojrzeć już na szerszy kontekst, to największą beznadzieją i kompromitacją, najokropniejszym bełtem, najgorszym tworem w ekstraklasie, jest jednak Lechia Gdańsk.

Wiedzieliśmy, że jesteście beznadziejni, ale żeby aż tak?

Kibice tej drużyny z pewnością chcieli wierzyć, że wygrane z Arką będą przełomem, że biało-zieloni nie wygrywali z lokalnym rywalem tylko ze względu na patent, jaki na niego posiadają. Miał zostać zauważony progres. Niestety, już mecz ze Śląskiem wyszedł Lechii mocno średnio, ale takiej żenady jak dzisiaj z Bruk-Betem nie spodziewał się chyba nikt.

Goście byli od Lechii LEPSI. Piszemy to wielkimi literami, pogrubioną czcionką, bo przecież rzadko zdarza się, by Bruk-Bet mógł na kogokolwiek patrzeć z góry. Jednak mniej więcej od 30. minuty tak się w Gdańsku sprawy miały, to ekipa Zielińskiego rozdawała karty. Strzał Stefanika z dystansu wylądował na słupku, uderzenie Śpiączki odbił Kuciak, kotłowało się w polu karnym Lechii co chwilę. Swoją okazję z rzutu wolnego miał Grzelak, co prawda koszmarnie przestrzelił, jednak czuło się, że jeśli coś wpadnie, to gimnastykę plecom zafunduje Kuciak.

Druga połowa nic w tym scenariuszu nie zmieniła. Jeszcze bramka Grzelaka została słusznie nieuznana, bo piłkarz znajdował się na spalonym, ale niedługo później Lechia nie miała gdzie szukać litości. Stefanik podał na skrzydło, kiedy oczywiście w dupie miał jakikolwiek odbiór Łukasik, idealnie do Gutkovskisa wrzucił Pawłowski, a Łotysz pokonał słowackiego bramkarza. Rany, drużyna, która rok temu walczyła o mistrza Polski, dziś jest blisko spadku, ponieważ sztukę walnął jej Gutkovskis. Przecież to brzmi jak niesmaczny żart, ale jest najprawdziwszą prawdą.

Lechia po tym ciosie w ogóle nie wyglądała jak drużyna, która zaraz ma coś zmienić, wstać z kolan i powalczyć o wynik. Nie, nie wydarzyło się nic, co przemawiałoby za zespołem Stokowca, to Bruk-Bet powinien podwyższyć prowadzenie, ale sam na sam z Kuciakiem zmarnował Pawłowski. Lechia nie istniała, kopała piłkę byle kopać, mamy wątpliwości, czy otrzeźwił ją końcowy gwizdek Marciniaka. Gdyby nie wychodzący kibice, może i piłkarze zostaliby na boisku, tacy byli zorientowani.

Reklama

A nie zaczęli przecież źle, niezłe okazje zmarnowali choćby Oliveira i Sławczew, pod bramką Treli działo się sporo. Szło to w dobrym kierunku, patrząc z perspektywy gdańszczan. Lecz jak wspominaliśmy: koło 30. minuty ktoś wyłączył prąd i zarządził koniec biało-zielonej imprezy. Lechia ma wciąż dwa punkty przewagi nad strefą spadkową, ale patrząc na ich dyspozycję – i co ważne – dyspozycję Bruk-Betu, to żadna przewaga.

Nie wiemy, może chłopaki z Lechii tego nie zrozumieją: wy naprawdę możecie z tej ligi spaść. Ładny stadion was w niej nie utrzyma.

[event_results 454891]

Fot. 400mm.pl

Najnowsze

Komentarze

114 komentarzy

Loading...