Korzystając z okazji, że na chwilę wpadł do nas Grzegorz Szamotulski, po czym w nastroju bojowo-szyderczym, z drobną pomocą kwiatka w doniczce począł parodiować interwencje ligowych bramkarzy, daliśmy mu markera i poprosiliśmy: to stwórz własny ranking. Nic lepszego do roboty nie miał, więc stworzył. Jako że trudno Kuciaka i Rybansky’ego – mimo że rodaków – spakować do jednej kategorii, powstały trzy. Odpowiednio: „kozacy”, „czasem słońce, czasem deszcz” oraz „leszcze bez perspektyw”. Na całe szczęście, najmniej liczna jest ta ostatnia kategoria. Oto ligowi golkiperzy sklasyfikowania przez Grześka, od najlepszego do najgorszego.
Kategoria I – KOZACY
1. Dusan Kuciak
Uzasadnienie w zasadzie zbyteczne. Poprawił grę nogami – nie ma porównania do tego, jak wybijał czy podawał tuż po przyjściu z Rumunii, choć wciąż musi nad tym pracować. Refleks ma na najwyższym poziomie. Mnie najbardziej podoba się u niego ta szybkość podejmowania decyzji, dzięki której świetnie czuje się w sytuacjach sam na sam. W bramce, żeby była jasność. Generalnie: wśród kozaków – przekozak.
2. Dariusz Trela
Wrodzony refleks. Zawsze do końca patrzy na piłkę i rzuca się na wszystko, co leci w jego kierunku. W ten sposób raz na kwartał daje radę wyciągnąć piłkę, której i teoretycznie, i praktycznie nie miał prawa obronić. Najlepiej czuje się pod ostrzałem, kiedy ma tyle roboty, co kasjer w Tesco w Sylwestra. Im więcej kombinuje, tym gorzej. Bez niego Piast zobaczyłby tych „Azerbejdżanów” co najwyżej na National Geographic. Już czas na zmianę klubu.
3. Jakub Słowik
Godnie zastąpił Sandomierskiego. Przyznaję, ze broni porównywalnie do Grześka, mają zresztą podobne możliwości, czyli naprawdę jest nieźle. To w sumie mnie nie dziwi, skoro jeden i drugi zeszli z taśmy Rysia Jankowskiego. I chociaż Słowik póki co podtrzymuje białostocką tradycję comiesięcznego klopsa, nie dostrzegam jakichś rzucających się w oczy wad. Ma dwie ręce, niech więc broni. I oby szczęście miał, bo czasami mu brakuje.
4. Radosław Janukiewicz
Dla mnie kozak, a nawet kozak z Wybrzeża. Ulubieniec publiczności, bo to mocny charakter, charyzmatyczny facet. Spakował walizki Pernisowi i wystawił przed stadion, on go zwyczajnie zmusił do opuszczenia klubu. I tak się teraz zastanawiam, czy i Janukiewicz nie powinien odejść. Dla niego to już last minute, żeby pobronić poza Polską. Teraz, w przeciwieństwie do pierwszego razu, jest już na to gotowy.
5. Rafał Gikiewicz
Duży szacunek, bo w końcu najpierw zaprosił na ławkę najlepszego specjalistę, a później go tam zostawił i sprytnie samemu wszedł do bramki. Świetnie gra nogami, często z tego waloru korzysta i nieważne, że sprezentował gola Hiszpanom. Dudek też kiedyś kiksował. Jest świetnie przygotowany gimnastycznie, gibki, szybki. Jak ustabilizuje formę i ograniczy błędy, będzie w rankingu wyżej, ale do tego potrzebna jest spokojniejsza głowa, której mu brakuje. Rady od wujka Szamo: mniej dziąsłowania, synku. I mniej uśmiechu, przecież szczerzyć się po takich bęckach jak z Sevillą to aż nieprzyzwoite…
6. Wojciech Kaczmarek
Najmniej efektowny bramkarz Ekstraklasy, ale dla mnie – kozak. Efektywny jak cholera. To, że nie rzuca się na każdą piłkę w stylu Treli, nie czyni go od razu „Przyrosiem”. Po prostu, wykorzystując niesamowity zasięg ramion i dobrze się ustawiając, może obronić wiele strzałów. Wprowadza duży spokój, od niechcenia rzuca piłkę na połowę przeciwnika, rządzi w powietrzu, dobrze gra nogami i – co najważniejsze – mimo tych dwóch metrów, jest wyjątkowo sprawny.
Kategoria II – CZASEM SŁOŁƒCE, CZASEM DESZCZ
7. Krzysztof Pilarz
Najniższy bramkarz wśród grających w lidze. Ma tyle, co Casillas, tylko niżej się odbija. Odważny jest, nie kalkuluje. Ł»aden bohater, ale na pewno solidny ligowiec, który poziomu ani nie zawyża, ani nie zaniża. Chociaż czasem mu tych „centków” brakuje… A, no i śmieszą mnie te wybicia z piątki. Wszystko kopie na Marciniaka, nigdy za połówkę. Jakby tym swoim tik-takiem wyszli na hiszpańską tiki-takę, na wysoki pressing i by sobie tak rozkosznie grali z tyłu, to komedia. I to nie romantyczna, tylko „Głupi i Głupszy”.
8. Mateusz Bąk
Bączek, Bączek… Ja to bym przede wszystkim chciał, żeby on wreszcie spojrzał na świat nie tymi swoimi czarnymi myślami. Pół roku był w dupie, w tej Bułgarii. Nie płacili, jadł grzanki – trudno. Teraz ma to, czego chciał. Wrócił do siebie, przecież zawsze chciał do Lechii wrócić! Nie rozumiem, dlaczego ostatnio go posadzili na ławce. Małkowskiego łyka na miękko, a nic nie popsuł. Świetny refleks, może czasami za dużo efekciarstwa, dwumetrowych skoków, gdy wystarczy lekko przesunąć. Ale to dobry, mądry chłopak.
9. Maciej Mielcarz
W poprzednim sezonie, z ręką na sercu – ścisła czołówka. Teraz raczej słabo, a czasami nieźle. Dziwnie zbiera się do dolnych piłek, jak czołg jakiś, tak ciężko i niezgrabnie. A jak walą z daleka, to zdarza mu się zastygnąć w pomnikowej pozie. Pamiętam go jeszcze z Wronek i wtedy był o wiele żwawszy w ruchach, bardziej gibki. Ł»e młodszy? Pewnie tak.
10. Krzysztof Kotorowski
Lenin z Poznania. Nieśmiertelny jest, co? Jak mandat, którego przezornie nie zapłaciłeś, ale koniec końców, po jakimś czasie i tak do ciebie wróci. Nie pamiętam, ilu bramkarzy przeczekał i posadził na ławce, nigdy też nie słyszałem, żeby narzekał – czy to w mediach, czy w rozmowach. Tylko że ostatnio w oczach Krzysztofa widzę przerażenie. Strach. Lęk. To Burić w blokach, już coraz zdrowszy podobno. Bramkarsko? Lepszy niż kiedyś, mniej popisówek, więcej spokojnych interwencji. Ale jednak lekka „elektryka”.
11. Zbigniew Małkowski
Solidna firma, ale źle się czuje, no zwyczajnie zasnąć nie może, jeżeli raz na jakiś czas spektakularnie czegoś sobie nie wrzuci. Pacheta każe mu grać krótko, playmakerem go zrobił. Cóż, powoli czas się ze Zbyszkiem żegnać, pomachać mu łapką na dobranoc… On się boi rywalizacji, kompletnie nie trzyma ciśnienia. Nerwowy taki chodzi. Nadchodzą dni Małeckiego…
12. Krzysztof Kamiński
Wejście do ligi miał naprawdę fajne, na entuzjazmie. Niby powinno mu się zapisać na konto kilka goli z tego sezonu, tylko że on dopiero nabiera doświadczenia. Są przesłanki, że będzie z niego bramkarz. Jedno jest pewne: talentem na pewno przerasta Ruch i proszę wyraźnie zaznaczyć, że ja do Ruchu nic nie mam. Jest szybki, ma refleks, zazwyczaj podejmuje dobre decyzje, nie stara się być efektowny ponad miarę. Materiał do obróbki.
13. Michał Miśkiewicz
Ostatni bramkarz, który broni w „World Cupach”, ja na buty zawsze zwracam uwagę i on mi się głównie właśnie z tym kojarzy. Aha, na miejscu Smudy zrobiłbym dochodzenie, czy Miśkiewicz w dzieciństwie chodził na w-f, a jeśli chodził, to czy nie ćwiczył z dziewczynami. Przecież on w ogóle nie umie prosto kopnąć piłki. Gdy wybija, to albo aut, albo siódme piętro. Nie jest bramkarzem na Wisłę, chyba że na taką jak teraz. Ale warunki ma znakomite, dlatego raz na jakiś czas (ostatnio nawet coraz częściej) w niego trafiają. A to w sumie taki zawód, że trzeba dawać się trafiać.
Kategoria III – LESZCZE BEZ PERSPEKTYW
14. Norbert Witkowski
Tykająca bomba, jak kiedyś w Arce. Ten, co ją wsadził do Górnika, powinien teraz grzecznie przyjść i przeprosić, że naocznych świadków naraził na niebezpieczeństwo. Nie radzi sobie w grze nogami, refleks opóźniony, technika bramkarska mocno średnia, problemy z chwytem, przedpole słabe… Nie dziwię się, że próbują tego Łotysza. A nie, czekajcie! Wróć. Dziwię się, bo mają Kuchtę, a to dobry dzieciak. Trenuję go na kadrze i złego słowa nie powiem. Zdolny, może być lepszy nawet od Skorupskiego.
15. Michał Gliwa
W Polonii radził sobie jako tako, może dlatego, że grał tylko w imieniny Klemensa, czyli nawet nie wiem, czy raz do roku. No, później był taki czas, że chwilę mu dali… Wtedy już dało się zauważyć, że słucha „Elektrycznych Gitar”, natomiast w Zagłębiu to już poszedł na całość i został ich frontmanem! Mistrz treningu, a na meczach filozof. Tyle rozmyśla, jak by tu niczego nie zajebać, aż nagle złośliwy los daje mu dzwona. I wyciągaj z siatki… Generalnie spięty za bardzo, z głową ma problem, bo nie wierzę, że nie potrafi złapać tych wszystkich prostych piłek, które wypluwa (chociaż techniczne braki z chwytem ewidentne). Jakby nadpobudliwy, może za bardzo chce, działa pochopnie. Błażej Augustyn doradziłby mu pewnie spuszczenie z krzyża.
16. Ladislav Rybansky
Władysław, siatkarz. Niedawno, kiedy Podbeskidzie było na obozie we Wronkach, miałem okazję raz z nim trenować. Wkręcali go, że przyszedłem bronić i się przejął, bo raczej świadomy, że bronić nie umie. Menedżer papuga, że go tam wsadził, naprawdę… Współczuję całej obronie, chyba najlepiej by było, żeby się rzucali pod nogi strzelającego, jak w hokeju, skoro on między słupkami rozwalony jak Wanda w kwiatach… Nic nie umie.
Fot. FotoPyk