Estonia pokonana, teraz czas zmierzyć się ze słoweńskim koszmarkiem

Rafal Bienkowski

28 sierpnia 2017, 23:20 • 3 min czytania

Estonia pokonana, teraz czas zmierzyć się ze słoweńskim koszmarkiem

Mamy sentyment do Estonii. To przecież właśnie jej swojego pierwszego i ostatniego gola w kadrze strzelił w debiucie niezapomniany Grzegorz „Kiełbasa” Piechna. Ale dziś podczas Eurovolley sentymentów już być nie mogło, porażka z Estończykami byłaby dla polskich siatkarzy katastrofą. Zamiast tego jest jednak planowe zwycięstwo i drugie miejsce w grupie. A to oznacza jedno – w barażu o ćwierćfinał zagramy ze Słowenią. Tak, tak, tą samą, z którą sfrajerzyliśmy się dwa lata temu.  

Reklama

OK. Estończycy w poprzednich meczach napsuli naprawdę sporo krwi i Finom, i Serbom, przegrywając te mecze dopiero po tie-breakach. Doceniamy to, no ale dajmy spokój. Przed meczem z ciekawości aż sprawdziliśmy, gdzie podopieczni Gheorghe Cretu znajdują się w rankingu FIVB. Dopiero 32. miejsce nawet za Portoryko. Portoryko. Przecież o tej ekipie nie słyszał nawet Burek Tomasza Hajty.

Ten mecz trzeba było zwycięsko odhaczyć i tyle. Pierwszy set? Fajnie rozłożony atak w zasadzie ze wszystkich stref, popis dał przede wszystkim duet środkowych Bieniek-Lemański, szalał też nasz Il Capitano Michał Kubiak. Potem jednak wcale już takiego spacerku nie było. Ciężki moment pojawił się w połowie drugiego seta, chociaż ostatecznie wygranego. Polacy dali się przycisnąć także w trzeciej partii, kiedy ich gra była mocno szarpana. Zaczęli popełniać proste błędy, ale w końcówce na szczęście opamiętali się i dopadli Estończyków. 3:0 (25:21, 25:24, 25:22).

Reklama

Dzielna Estonia została z niczym, żegna się z turniejem, ale nam będzie jej jednak trochę brakować. A przede wszystkim pomysłowych kibiców, którzy podczas tego turnieju momentami potrafili ukraść show naszej publice.

DIP6Z4pXUAQFU5e

A Polacy? W ich grze wciąż można znaleźć kilka fałszywych nutek. Gra faluje, dalej nieodgadnioną zagadką pozostaje Dawid Konarski, który znów musiał ustąpić na parkiecie miejsca Łukaszowi Kaczmarkowi. Ale nic dziwnego, skoro w pierwszym secie atakował ze skutecznością 14 proc. Czy Bartek Kurek „odkręci” się w końcu na dobre? Mimo to wydaje się, że dźwięki wydobywane z tej drużyny wydają się być z meczu na mecz ciut lepsze. Pytanie, na ile starczy to na rywali w fazie play-off, bo ci będą już znacznie mocniejsi (w ćwierćfinale możemy trafić na Rosję).

Dziś najważniejsze jednak, że wygraliśmy. Jakże trafnie powiedział podczas transmisji Wojciech Drzyzga, „nie ma co dzielić zapałki na czworo”.

https://twitter.com/CEVEuroVolley/status/902235370275954689

Żołnierze Ferdinando De Giorgiego jeszcze przed wyjściem na parkiet Ergo Areny w Gdańsku wiedzieli już, że manna z nieba nie spadła i nie mają szans na wygranie grupy. Serbowie ogolili Finów 3:0 i to oni z automatu są w ćwierćfinale. U nas znak zapytania dotyczył tylko drugiej lub trzeciej pozycji. Wygraliśmy, więc w środowym barażu w Krakowie spotkamy się z groźnymi Słoweńcami. I kojarzą się oni nam jak najgorzej. To właśnie ta reprezentacja sprała nas przecież w ćwierćfinale mistrzostw Europy w 2015 r. 3:2, co dla mistrzów świata było… aż nie wypada nam pisać czym. Chociaż trzeba uczciwie przyznać, że rywale mieli wtedy turniej życia, bo doszli aż do finału. Złota wprawdzie nie zdobyli, przegrali z Francją 0:3, ale dwa sety oddali dopiero po naparzance na przewagi.

W tym paździerzowym ćwierćfinale zagrali m.in. Kurek, Kubiak, Konarski, Drzyzga, Bieniek i Zatorski, czyli podstawowi dziś zawodnicy kadry. Tamtym meczem zapaskudzili swoje CV. Panowie, macie coś do udowodnienia. Odeślijcie ich w środę do Lublany.

Fot. 400mm.pl/PZPS

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Igrzyska

Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”

Jakub Radomski
12
Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”
Igrzyska

Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”

Jakub Radomski
6
Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”
Reklama
Reklama