Gitarzysta z boysbandu

redakcja

Autor:redakcja

08 sierpnia 2011, 22:30 • 8 min czytania

Reklama
Gitarzysta z boysbandu

Choć do pierwszego zespołu wszedł w wieku osiemnastu lat, to prawdziwą furorę zaczął robić rok później. Jak każdy młody chłopak, początkowo marzył tylko o grze w Bundeslidze. Teraz jego cele są zdecydowanie większe: – Chcę grać długo i dobrze. Tak, aby moja reputacja była coraz wyższa zarówno w Niemczech jak i za granicą – twierdzi. I robi wszystko, by to osiągnąć.

Reklama

André Schürrle jest kolejnym piłkarzem z pokolenia młodych i zarazem ponadprzeciętnie utalentowanych Niemców. Gdy jeszcze pięć lat temu jako szerzej nieznany szesnastolatek przybył do młodzieżowej drużyny FSV Mainz, filmiki z jego wyczynami nie hulały po YouTube, a żadna z legend nie namaszczała go na przyszłość miejscowej piłki, jak to często w przypadku uzdolnionej młodzieży bywa. Ot, zwykły chłopak. Jeden ze zdolniejszych w regionie. Taki, jakich wielu: mogących skończyć zarówno w Bayernie Monachium, jak i prowadząc lokalny autobus. Choć po zakończeniu kariery raczej nikt nie będzie mu bronił podzielenia losu Aleksandra Kłaka, to prawdopodobnie z pieniędzy zarobionych na graniu w piłkę, będzie mógł nie robić nic do końca życia. To właśnie o niego dopytywała czołówka z Bayernem Monachium, Manchesterem United, Liverpoolem czy Bayerem Leverkusen na czele. I choć może ciężko w to uwierzyć, to dziś 21-latek wcale nie trzeźwieje po domówce z Nanim, ani nie czuje przepoconych po treningu Bayernu getrów Mario Gomeza. Dziś jest w tym samym klubie, w którym przed rokiem był Tomasz Bobel.

– Bayer jest klubem moich marzeń. Entuzjazm do gry, cele, kibice – to wszystko, o czym marzy piłkarz. Jestem zadowolony, że fani dali mi tak duże wsparcie po ogłoszeniu transferu – zachwycał się nowy nabytek ekipy z BayArena. Wprawdzie na to wszystko mógł liczyć też w innych klubach, ale w Leverkusen ma coś, o co tam by było trudniej. Minuty i zarazem najwyższy poziom. Schürrle wie, że dla piłkarza w jego wieku to podstawa, bo pieniądze i tytuły mogą przyjść wraz z dalszym rozwojem. Sam mówi, że pokora i chęć ciągłego polepszania się jest niezbędna do osiągnięcia sukcesu. – W każdym przypadku trzeba silnej woli i chęci do ciągłego doskonalenia swoich umiejętności. Trzeba wierzyć w siebie, mieć pokorę i szacunek do innych. Dzień po dniu, niezależnie od pogody. Po zwycięstwach i szczególnie po porażkach – tłumaczy. Jeszcze gdy był zawodnikiem Ludwigshafener, chciały go głównie dwa kluby – Mainz i Kaiserslautern. – W Moguncji obiecali mi rodzinną atmosferę, a gdy chciało mnie Kaiserslautern, nie byłem jeszcze gotowy. Wiedziałem, że wszystko przyjdzie z czasem – argumentował niegdyś swój wybór.

By zainicjować rozmowy transferowe, działaczom Leverkusen niepotrzebne były jego popisy w minionym sezonie. Wystarczył ten premierowy i początek drugiego, by świetnie wyszkolony technicznie wychowanek Ludwigshafener SC zainteresował sobą firmy znacznie potężniejsze niż Mainz, które ów sezon rozpoczęło wyśmienicie, bo od siedmiu zwycięstw z rzędu. Już w połowie września było wiadomo, jakie barwy będą jego nowymi. Do umiejętności Schürrle przekonany był ówczesny trener Bayeru Jupp Heynckes, a w samych superlatywach wypowiadał się również prezes Wolfgang Holzhäuser. – Cieszymy się, że jeden z największych talentów w niemieckiej piłce podpisał z nami długoletni kontrakt. Staraliśmy się o niego ponad rok, ale w końcu odnieśliśmy sukces – zachwycał się. – To wybitny talent. Gdy dołączy do nas za rok, może prezentować jeszcze wyższy poziom – uzupełniał Heynckes, którego wprawdzie już nie ma w klubie (zamienił Leverkusen na Monachium), ale wypowiedziane przezeń słowa okazały się nazbyt trafne. Piętnaście goli, pięć asyst i średnia 2,90 w Kickerze to jego dorobek z minionego sezonu. Chyba już wiadomo, dlaczego Mainz zajęło wysoką, piątą pozycję w tabeli.

Reklama

W zachodnich Niemczech doskonale wiedzieli kogo biorą. We wrześniu było to jeszcze osiem milionów euro, a dziś mówi się, że jego wartość oscyluje już w granicach dwunastu. Mimo tego, był to i tak najdroższy transfer dziewiętnastolatka w całej lidze. Przed rozpoczęciem nowego sezonu zarówno klub nie mógł się doczekać zawodnika, jak i na odwrót. Sam Schürrle snuł już plany. – Jestem przekonany, że klub i środowisko zrobią mi dobrze. Myślę, że szybko się zaadaptuje, bo uwielbiam grać radosny i ofensywny futbol. Będzie to nowe wyzwanie w mojej karierze, szczególnie nie mogę się doczekać gry w Lidze Mistrzów – mówił jeszcze niedawno, a radość ze współpracy podzielał nowy szkoleniowiec wicemistrza Niemiec, Robin Dutt: – Słyszałem o nim wiele pozytywnych rzeczy i cieszę się, że będę mógł z nim współpracować. Na pewno będzie to bardzo ciekawe – zapewniał. Radośnie i ofensywnie było jednak dość krótko, choć ciekawie trochę dłużej. Pierwsze niepowodzenie przyszło szybciej niż obaj myśleli. Drezno, DFB-Pokal. Gdy w 68. minucie prowadzili z miejscowym Dynamem 2:0, zdawało się, że nie może być źle. A gdy na 3:0 podwyższył właśnie Schürrle, to już w ogóle nie było takiej możliwości. Inaczej było ponad godzinę później, gdy już wiedzieli, że odpadli po dogrywce. Kompromitujące 3:4 nie zadziałało na nich najlepiej, bo tydzień później zebrali baty właśnie od Mainz, ale już w lidze. Tym razem nowy napastnik Bayeru nie ukąsił, tylko przyjął 0:2 od swoich byłych kolegów.

Jeżeli niespełna 21-latek ma komu dziękować, to z pewnością Thomasowi Tuchelowi. Gdy wiosną 2009 roku prowadzona przez niego młodzieżowa drużyna Mainz zdobywała mistrzostwo Niemiec, Schürrle strzelał jak szalony. To głównie jego bramki sprawiły, że ten tytuł przypadł właśnie im. Dobre wyniki młodzieżowców zadecydowały, że Tuchel awansował na posadę trenera pierwszego zespołu, co dla niedoświadczonego szkoleniowca nie było przeszkodą, by zabrać swojego młodego asa na przedsezonowe przygotowania. Jego debiut w pierwszej drużynie przypadł na przegrany po dogrywce mecz Pucharu Niemiec z VfB Lübeck, kiedy to pucharowa historia zaczęła zataczać koło. Bramkowe wejście do zespołu było już zdecydowanie bardziej udane, bo w szóstej kolejce dwukrotnie pokonał bramkarza Bochum, przesądzając o zwycięstwie 3:2. Co ciekawe, do końca ligi trafił jeszcze trzykrotnie, a w następnym sezonie był już jej czołowym snajperem. Jak widać, chłopak dość szybko się uczy i choć kontrakt z Leverkusen ma do 2016 roku, to z taką grą dość szybko może mu się tam zrobić za ciasno.

Nastolatek doskonale potrafił wykorzystać swoje pięć minut, które zawdzięcza nie tylko Tuchelowi, ale i szczęściu. Dostał pograć, bo kontuzjowani byli inni napastnicy. Wprawdzie Baljak, Bance, Amri, Bogavac i Borja byli nędzni do tego stopnia, że z Mainz już ich pogoniono, to wówczas i tak w hierarchii stali wyżej niż Schürrle, który zresztą z biegiem czasu pozbawił ich miejsca w składzie. Sam zawodnik tuż przed zmianą klubu podziękował swojemu szkoleniowcowi. – Jestem bardzo wdzięczny Mainz i trenerowi za szansę, którą otrzymałem oraz za to, że nie robili mi problemów przy zmianie klubu – mówił. Sam Tuchel nie pozostawał dłużny: – Jasne, że byłbym zadowolony, gdyby pozostał z nami do 2013 roku, ale dla jego rozwoju lepszą opcją jest odejście do większej drużyny. Nie jest jeszcze jak Thomas Müller, ale może być piłkarzem światowej klasy – powiedział trener, który zapewne niczym Stefan Majewski, zna go bardzo dobrze.

Atmosfera w drużynie Nullfünfer była wybitnie dobra, a apogeum osiągnęła w Monachium, gdy wrześniowego popołudnia udało się ograć Bayern 2:1. Wówczas miała miejsce jedna z najefektowniejszych cieszynek minionego sezonu, kiedy to niezawodne na boisku trio postanowiło… poudawać boysband. Schürrle grający na gitarze, Szalai na bębnach, a Holtby przy mikrofonie wprawili swoich kibiców w ekstazę. Całość, oczywiście, z udziałem wyimaginowanego sprzętu. O tym mówiły całe Niemcy.

Reklama

2009 to nie tylko wejście do pierwszego zespołu, ale także kolejny krok w karierze reprezentanta Niemiec. Debiut w drużynie U-21 miał całkiem niezły, bowiem Niemcy wygrali wówczas 11:0 – tyle, że z San Marino. W tej reprezentacji zbyt wiele się nie nagrał, ale to przez Joachima Löwa. Kilka dni po swoich dwudziestych urodzinach, w listopadzie zeszłego roku, przyszedł czas na debiut w dorosłej reprezentacji. Göteborg i 0:0 ze Szwecją na pewno radości mu nie popsuły. – O powołaniu dowiedziałem się od trenera Joachima Löwa przez telefon, po wyjściu z kina, tak jakby to było coś najnormalniejszego. Dzień debiutu był dla mnie niesamowity. Trener powiedział nam, że powinniśmy być odważni i pewni siebie. Mam nadzieję, że się udało – wspomina młody napastnik, który wraz z Mario Götze zapoczątkował epokę reprezentantów urodzonych w zjednoczonych Niemczech. A w zasadzie to był samotnym pionierem, bo Götze na boisku pojawił się minutę później. – Gdy debiutowałem, byłem trochę bardziej zdenerwowany niż podczas gry w klubie – opowiadał zaraz po tym, gdy na trzynaście minut przed końcem meczu zmienił Lewisa Holtby’ego, notabene wówczas klubowego kolegę. Pierwszy gol przyszedł w maju tego roku, przeciwko Urugwajowi. Wówczas zebrał pochwały od selekcjonera. – To był kolejny bardzo dobry występ Schürrle. Jego gra bez piłki jest niezwykła, a on może się rozwinąć w bardzo szybkim tempie – powiedział selekcjoner, który nie boi się stawiać na młodych zawodników.

Jeszcze przed dwoma laty był niższy o dziewięć centymetrów i ważył zaledwie 63 kilogramy, dodatkowo w 2008 roku zaczęły się problemy z kręgosłupem, które – póki co – wyeliminował. Chwilowo nawet przestał grać w piłkę. – Musiałem się upewnić, że moje mięśnie są w odpowiednim stanie. Chciałem coś zrobić dla ogólnej stabilizacji – tłumaczył. Dodatkowo, wraz z fizjoterapeutą dbał o powrót do pełni sprawności. Kilka miesięcy później, gdy zdobywał młodzieżowe mistrzostwo Niemiec, był już w całkiem innym nastroju. – Teraz moje mięśnie są w świetnym stanie. Wiem, że wcześniej nie wszystko było jak powinno, ale teraz nie ma żadnych problemów.

Reklama

– Podczas dzieciństwa moim najlepszym sąsiadem było boisko, które mieściło się sto metrów w linii prostej od mojego domu – mówił w jednym z wywiadów. Dziś już nie musi kopać z kolegami z podwórka. Teraz kopie przeciwko Robbenowi, a niebawem będzie próbował ograć Sergio Ramosa, Terrego lub Vidicia. Talent, racjonalne myślenie i odrobina szczęścia. W piłce naprawdę wystarczy tylko tyle.

KRYSTIAN GRADOWSKI

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama