Weźmy na warsztat jeden z mnóstwa podobnych do siebie scenariuszy filmowych wyprodukowanych w największej tego typu fabryce świata, amerykańskim Hollywood. Nastolatek, sportowiec, w tym konkretnym przypadku piłkarz, ma jedno marzenie – zagrać w ukochanym przez siebie wielkim, słynnym klubie X. Pewnego dnia przybywa na stadion tegoż potentata jako turysta, w koszulce swego idola. Jak każdy z obecnych zachwyca się chwilą, w końcu jest w miejscu poniekąd dla siebie świętym. Sesji fotograficznej przy każdym obrazie klubowej legendy nie ma końca podobnie jak filmowaniu się na tle trybun i zielonej murawy stadionu. Jedyne co odróżnia go od rówieśników to wypowiadanie na głos swego marzenia o tym, by w przyszłości powrócić tu już jako zawodnik i pozostawić po sobie ślad, który wspominać będą całe pokolenia klubu X.
Jak to zwykle bywa w takich amerykańskich produkcjach, marzenie naszego bohatera w końcu się spełnia i… tu zaczynają się ‘schody’. Kontuzja, popularna sodówka związana ze zderzeniem chłopaka (najczęściej) z prowincji z wielkim futbolowym światem… To tylko dwa z mnóstwa możliwych scenariuszy kłopotów na jakie natrafi nasz bohater. Wszystko jednak kończy się happy endem, a piłkarz, nazwijmy go umownie Y, przechodzi do annałów futbolu.
Historia Romelu Lukaku, belgijskiego napastnika (jeszcze) Anderlechtu Bruksela nie odbiega wiele od wyżej nakreślonej sytuacji. Urodzony w Antwerpii zawodnik, który swoje osiemnaste urodziny świętował niespełna trzy miesiące temu w dniu dzisiejszym przeszedł testy medyczne w Cobham, bazie Chelsea FC. I gdzie te analogie spytacie? W filmiku sprzed roku (poniżej), gdzie widzimy jeszcze siedemnastoletniego Lukaku, który wraz z wycieczką szkolną przybywa na Stamford Bridge w koszulce Didiera Drogby. Zwiedza muzeum, fotografuje się ze swym idolem na plakacie i wyraźnie daje do zrozumienia w jakich barwach widzi swoją piłkarską przyszłość.
Jedyne co odróżnia Lukaku od naszego wykreowanego bohatera to doświadczenie na wysokim futbolowym poziomie. Romelu do Anderlechtu trafił w wieku trzynastu lat. Po trzech sezonach spędzonych w drużynach młodzieżowych został włączony do pierwszej drużyny popularnych Fiołków. W dwóch pełnych sezonach rozegranych dla klubu ze stolicy Belgii Romelu strzelił 33 bramki w 73 występach stając się jednym z najbardziej pożądanych młodych talentów świata. I choć interesował się nim praktycznie każdy czołowy europejski klub to sam zawodnik od początku wiedział dokładnie jaki ma być jego kolejny etap w karierze.
Chelsea interesowała się Lukaku dużo wcześniej, jednak sprawujący pieczę nad synem, ojciec Romelu wyraźnie podkreślił, iż obecnie dla jego dziecka najważniejsze ma być ukończenie szkoły i zdanie egzaminów. Zainteresowanie klubu z zachodniej części Londynu nie słabło, podobnie jak chęć przenosin belgijskiej perełki i to co wydawało się nieuniknione, dziś staje się faktem. Lukaku przeszedł testy medyczne, a oficjalnie zaprezentowany zostanie po meczach reprezentacji (czwartek?).
Jesteśmy zatem w miejscu dla bohatera radosnym. Spełnia marzenie, znajduje się na szczycie. Pytanie jednak, czy na tym szczycie będzie w stanie się utrzymać i wszystko potoczy się niczym w filmie, czy jednak, okaże się on transferowym niewypałem Romana Abramovicha.
Niewątpliwie Lukaku to olbrzymi talent, który mimo swego młodego wieku posiada już duże doświadczenie, także na szczeblu międzynarodowym. Pewne jest jednak także to, że angielska Premiership swym poziomem przerasta belgijską Jupiler League o kilka klas i tu rodzi się pytanie jak w nowym środowisku odnajdzie się Belg. Jak zareaguje na trudne początki związane z koniecznością rywalizacji o miejsce w składzie ze swoim idolem Drobgą, czy też Fernando Torresem, który musi udowodnić, iż pieniądze zapłacone za niego w zimowym okienku transferowym nie zostały wyrzucone w błoto.
Przed młodym zawodnikiem zatem wielki test nie tylko umiejętności stricte piłkarskich, ale i odporności psychicznej na wszelkie niebezpieczeństwa związane ze zmianą miejsca zamieszkania oraz automotywacji do stawania się zawodnikiem coraz to lepszym. Tylko od niego samego zależy, czy scenariusz pobytu w Londynie skończy się szczęśliwie, i czy odegrana rola będzie godna Oskara, czy też bardziej Złotej Maliny.
Konrad Ferszter
JEŚLI CHCESZ NAPISAĆ SWÓJ TEKST O LIDZE ZAGRANICZNEJ, WYŚLIJ MAILA. DLA NAJLEPSZYCH NAGRODY PIENIÄ˜Ł»NE!
[email protected]
[email protected]
[email protected]
[email protected]