Sylwester Cacek bardzo chciałby zagadać rzeczywistość i jak tak dalej pójdzie, to najgłupsi kibice jeszcze mu uwierzą. Ale tylko ci najgłupsi, bo trzeba mieć naprawdę sieczkę w głowie, by nie dojrzeć, że szanowny pan milioner to pierwszej klasy manipulant. Dodatkowo Cacek ma problem, ponieważ ilekroć powie coś, w czym będzie mijał się z prawdą, to my to wszystko odpowiednio wytłumaczymy. I czar pryśnie. Dzisiaj w „Przeglądzie Sportowym” można znaleźć wywiad z właścicielem Widzewa Łódź, w którym w swoim stylu bawi się jakieś bzdurne insynuacje i niedopowiedzenia. Uznaliśmy, że kibice powinni znać prawdę.
O czym tak w skrócie mówi Cacek? O tym, że on wcale nie obcina wydatków na Widzew, tylko „racjonalizuje koszty” i że oczywiście dokonuje bardzo wartościowych transferów, tylko że są to „transfery wewnętrzne” (z Młodej Ekstraklasy, piękne!). To mniej więcej jak z „Magazynem Futbol”, który też zracjonalizował koszty na tyle, że aktualnie za zapisanie raz na miesiąc 130 stron odpowiada bodajże dwóch kiepsko opłacanych dziennikarzy, co daje marne 65 stron na głowę. Racjonalizacja kosztów i podwyższanie poziomu…
Ale Olać to.
Cacek wywiadami koniecznie chyba chce sprowokować Czesława Michniewicza, by ten wreszcie zabrał głos i powiedział coś na temat Widzewa. A jak powie, to bach – wlepiamy mu karę! I nie trzeba będzie płacić mu zaległości, bo że cackowy klub nie rozlicza się na czas i że milioner nie ma wyrzutów sumienia z powodu niepłacenia po sobie rachunków, to akurat wie każdy. Trwa więc zabawa w kotka i myszkę. Cacek naobraża Michniewicza z nadzieją, że ten odpyskuje. A wtedy ruszą do boju prawnicy, by odebrać zarobione przez tego szkoleniowca, ale ciągle nieotrzymane pieniądze.
Tylko że coś nam się zdaje, że Michniewicz nie taki głupi i że słowem nie piśnie. My natomiast, dzięki systemowi podsłuchów zamontowanych w systemie wentylacyjnym na Widzewie i dzięki kupionej od „News of the World” technologii podsłuchiwania rozmów wiemy co nieco. I co nieco wam napiszemy. Fragment wywiadu z „PS”…
– Przyszedł do Widzewa pod koniec rundy jesiennej, więc trudno, by miał na wszystko wpływ. Gdy przeczytałem te słowa Michniewicza, miałem wrażenie, że jest w nich głęboko zaszyty podtekst.
– Jaki?
– W jednym z wywiadów Michniewicz powiedział, że nie wyobraża sobie, by klub podpisał kontrakt z piłkarzem, którego trener wcześniej nie widział. W kolejnym stwierdził, że ma gotową listę pięciu kandydatów do gry w Widzewie. Ale nigdzie w tym czasie nie pojechał.
– I co to oznacza?
– To ja pytam, czy naprawdę chodzi o wpływ na transfer, czy współpracę z określonymi grupami menedżerskimi. Bo jak się nigdzie nie wyjeżdża, to jak można mieć kandydatów do gry? Dzisiaj jestem w stanie powiedzieć, który trener z jakimi menedżerami współpracuje. Niewiele brakowało, by dwa lata temu z tego powodu Cracovia spadła z ekstraklasy. Na boisku było jedenastu piłkarzy jednego menedżera. Media czasem też piszą o transferach tylko po to, by uruchomić rynek.
– Pan nie przesadza z tą teorią spiskową?
– Pan jest młody, ja w piłce działam kilkanaście lat. Znam te mechanizmy. Jak ktoś mówi, że tak nie jest, to nie wie, co w trawie piszczy. Powiązanie między klubami, trenerami, mediami i menedżerami jest ściślejsze, niż mogłoby się wydawać. Mogę dzisiaj kartkę napisać i włożyć do koperty, że jak trener X trafi do klubu Y, to razem z nim kontrakty podpiszą konkretni piłkarze od konkretnych menedżerów.
Cóż, to jest skrajna bezczelność, a w zasadzie to już pomówienie. Prawda niestety jest całkowicie inna. Kiedy Michniewicz przychodził do Widzewa, to Marcin Animucki pół żartem, pół serio mu powiedział: – Boimy się, że pan będzie chciał robić transfery tylko z jednym menedżerem.
– Z kim? – spytał zaskoczony Michniewicz.
– Z Mariuszem Piekarskim.
Michniewicz i Piekarski przyjaźnią się odkąd razem grali w Polonii Gdańsk, czyli to już będzie prawie 20 lat. I jak obecny szkoleniowiec Jagiellonii przekazał te słowa „Piekarzowi”, to „Piekarz” odparł ze śmiechem: – Powiedz im, że ja z golasami interesów nie robię.
Mówi Cacek o pięciu piłkarzach, którzy w magiczny sposób znaleźli się na liście Michniewicza i sugeruje, że to nie lista Michniewicza, tylko jakiegoś schowanego w cieniu, podstępnego menedżera. No to wyłóżmy karty na stół. Nie pięciu piłkarzy, tylko sześciu – takich na finansowe możliwości Widzewa.
Pierwszy – Miłosz Przybecki, 20-latek, młodzieżowy reprezentant Polski. Obserwował go Marcin Węglewski, asystent Michniewicza, a Michniewicz konsultował się z osobami, które Przybeckiego znają, między innymi z prowadzącym kadrę do lat 21 Stefanem Majewskim. Ostatecznie Przybeckiego kupiła Polonia Warszawa, która wygrała licytację z Górnikiem Zabrze.
Drugi – Marcin Budziński, którego Czesław Michniewicz prowadził w Arce Gdynia i którego nie musiał dodatkowo obserwować, ponieważ przez wiele miesięcy obserwował go dzień w dzień w czasie treningów.
Trzeci – Ricardinho, 22-letni Brazylijczyk, który miał bardzo dobrą rundę w Łęcznej i uchodził za czołowego piłkarza pierwszej ligi na swojej pozycji. Obserwowało go dwóch członków sztabu szkoleniowego Widzewa (Kmiecik, Węglewski), miał przyjechać na testy. Dodatkowo pozytywnie opiniował go Mirosław Jabłoński, zaprzyjaźniony z szefostwem Widzewa.
Czwarty – Tiago Gomes, 25-letni lewy obrońca, którego Michniewicz miał u siebie w Zagłębiu Lubin, więc znowu szczegółowa obserwacja nie była konieczna. Tiago spodobał się sztabowi szkoleniowemu Widzewa w czasie sparingowego meczu Widzewa z portugalskim Belenenses. Na meczu był też Sylwester Cacek i też mu ten zawodnik zaimponował. Strzelił gola z trzydziestu metrów.
Piąty – Artur Marciniak, 24-letni pomocnik, były kapitan młodzieżówki na MŚ, którego Michniewicz wprowadzał do dorosłej piłki w Lechu Poznań i w którego talent ten szkoleniowiec wierzy. Marciniak miał bardzo dobrą rundę w Warcie Poznań, kończył mu się kontrakt i był do wzięcia za darmo.
Szósty – młodziutki chłopak z WKS-u Wieluń, polecony przez trenera tej drużyny, a niegdyś dość dobrego piłkarza, Dariusza Ł»urawia. Ł»eby dodatkowo przyjrzeć się temu chłopakowi, po sezonie Widzew rozegrał mecz sparingowy w Wieluniu.
Ot, tajemnica sześciu transferów. Teraz pytanie – czy Sylwester Cacek ma klasę, sugerując komuś nieczyste układy, gdy jego słowa zestawimy z wymienionymi nazwiskami? Który menedżer ogarnia równocześnie wszystkich tych piłkarzy? Cacek broni się przed krytyką kibiców, ale robi to niestety w żałosnym stylu. Niech lepiej opowie, jakim cudem z Widzewem kontrakt podpisał Bogdan Straton, awizowany jako czołowy obrońca z Rumunii? Który menedżer z kim się wtedy dogadywał? Bo kiedy Michniewicz przyszedł do klubu z rozpisanymi meczami Stratona i udowadniał, że to nie jest czołowy obrońca rumuński, tylko ogórek, który grał ogony w drugiej lidze, to puszczono jego opinie mimo uszu. Jakim cudem zakontraktowano zawodnika, o którym szkoleniowiec mówił, że nie potrafi grać w piłkę i jakim cudem dano mu zarobki w wysokości około 30 tysięcy złotych miesięcznie?
Michniewicz pozytywnie zaopiniował do Widzewa tylko jednego piłkarza – Nikę Dżalamidze. A gdzie są ci, którzy sugerowali, by dawać setki tysięcy euro za Riskiego i Ł»igajevsa?
Dalej wywiad jest równie „ciekawy”.
– Po meczu z Wisłą Kraków jestem przekonany, że mamy najlepszy sztab trenerski, odkąd zaangażowałem się w Widzew.
– Z trenerem Mroczkowskim?!
– Pan się uśmiecha, a ja widzę, jak zorganizowana jest praca tego sztabu. Wspominam innych trenerów. Waldek Fornalik nie życzył sobie, by asystenci podpowiadali mu podczas meczów. Andrzej Kretek, sympatyczny facet, ale tak szalał przy linii, że nie był w stanie niczego analizować. Michniewicz przez 30 procent meczu chodził z głową w dół. Mówił, że tak się koncentruje. To jak ma widzieć, co robi zespół?
Wytłumaczmy to – było w Widzewie wielu kiepskich trenerów, jak Fornalik, Probierz, Janas i Michniewicz. Teraz na szczęście jest – hehe – Mroczkowski. Z Mroczkowskim wystarczy zamienić kilka słów, by wyrobić sobie opinię na temat tego faceta. Ciepłe kluchy. Ale ma jedną bardzo ważną zaletę – z całego wymienionego grona jest jedynym szkoleniowcem, który na poważnie bierze uwagi Mateusza Cacka. Janas nie będzie przecież chłopakowi odpisywał na maile… Młody Cacek – który nigdyś słał felietony na stronę legialive.pl, taki był z niego kibic Legii – jest mistrzem zawracania trenerom dupy, wysuwania idiotycznych postulatów i mieszania w składzie. Potrafi na przykład powiedzieć, by w meczu z Polonią Warszawa broń Boże nie wstawiać Wojciecha Szymanka (zakaz!), bo Szymanek zna się z Piotrem Stokowcem i wiadomo: odpuści mecz! A potem Mateusz wychodzi na idiotę, bo Michniewicz Szymanka wstawia, ten gra świetnie i Widzew wygrywa na Konwiktorskiej 1:0. O, to w ogóle było ciekawe spotkanie, ponieważ zaraz po nim szczęśliwy, ze łzami w oczach Sylwester Cacek wszedł do szatni widzewiaków i powiedział, że tak się wzruszył, że aż im wypłaci zaległości. Niestety, wzruszenie minęło zanim w poniedziałek otworzyli banki i Cackowi chęć do rozliczeń też minęła. Równie szybko jak wyschły łzy.
Naprawdę, genialny fragment. Fornalik nie chciał słuchać asystentów w czasie meczów! Cóż za amator! A co, musi słuchać? Mało to jest trenerów, którzy nie słuchają asystentów? Facet nie chce, żeby ktoś mu pieprzył dyrdymały do ucha, to nie słucha. I chyba dobrze na tym wychodzi. Michniewicz tylko patrzy się w ziemię? Bez komentarza. Aż dziwne, że Sylwester Cacek chciał go zatrzymać w klubie. Przecież równie dobrze mógł niewidomego zatrudnić!
Podejrzewamy, że trener marzeń dla Widzewa ma nie patrzeć na boisko i nie w ziemię, ale w stronę trybun, gdzie Mateusz Cacek da mu znak-sygnał: jaka taktyka i jakie zmiany…
Mówi też Cacek w wywiadzie: – Przeciwnikiem był jego bezpośredni przełożony, czyli mój syn. Uważał, że zostawienie Michniewicza przez rok będzie nie tylko stratą pieniędzy, ale i czasu. Byliśmy podzieleni, czas pokaże, kto miał rację. (…) W pewnym momencie syn powiedział: albo zostaje Michniewicz, albo ja.
Wreszcie wyszło szydło z worka. Skończyło się opowiadanie, że Michniewicz nie porozumiał się z Widzewem w sprawie warunków finansowych, co do tej pory było oficjalną, obowiązującą wersją. Ależ pięknie nam się pan S.C. wysypał. To po co była ta szopka z kontraktem wysyłanym przez miesiąc i w końcu tak spisanym, by Michniewicz po prostu musiał go odrzucić? Zwracamy uwagę na ten fragment, bo wreszcie ktoś z władz Widzewa przyznał się publicznie do kłamstw, jakie wychodziły z klubu.
„Albo zostaje Michniewicz, albo ja”.
Ojcowska miłość jest ślepa, ale czasami zamiast przytulić trzeba zbesztać (napisalibyśmy, że trzeba dać klapsa, ale rzuciliby się na nas fanatycy bezstresowego wychowania). Przecież to był idealny moment, by przestać udawać, że Mateusz Cacek zna się piłce. Chłopak chciałby się znać, chciałby sobie pograć w Football Managera w rzeczywistości, ale to nie jest takie proste. Kiedy dyrektor sportowy mówi trenerowi: „Nie wyobrażam sobie, by dzisiaj nie zagrał zawodnik X”, to trudno go traktować poważnie, prawda? Zwłaszcza, gdy ten zawodnik X nadaje się do podlewania trawy co najwyżej. Kiedy transfery w dużej mierze przeprowadzane są na podstawie analizy psychologicznej zawodnika, a ta analiza dla zawodnika Y jest kopiowana słowo w słowo od zawodnika Z, to chyba nie jest to poważne?
Serio, to nasz ulubiony motyw. Przychodzi młody zawodnik do klubu, trener na niego patrzy i jest zachwycony. Mówi: – Trzeba go brać! Chłopak normalny pod względem charakteru, taki, jakich wielu i dobry pod względem umiejętności. Ale zarząd ma swoje pomysły transferowe, więc do akcji wkracza pani psycholog. Bierze chłopaka na pogawędkę, a potem wystawia opinię, że się biedaczyna do sportu nie nadaje. Co się na końcu okazuje? Ł»e opinia jest słowo w słowo taka sama, jak w przypadku innego gracza! Ctrl+C, Ctrl+V. Szablonik pod tytułem „odpalamy”.
Wiadomo, że Mateusz Cacek nie chciał Michniewicza, ponieważ potrzebny mu jest ktoś, kto nie będzie psuł zabawy w Pana Boga. Młodziak jest za leniwy, by samemu zrobić papiery trenerskie, ale zbyt zadufany, by nie próbować pociągać za nieswoje sznurki.
Na koniec ostatni cytat z Sylwestra Cacka: – Odkąd przestaliśmy im płacić, zaczęli zdobywać punkty. Może to jest metoda? (śmiech)
Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne. W sam raz dla nauczyciela ZPT, który dorobił się kasy. Mamy nadzieję, że nie zakończył jeszcze udzielania wywiadów, bo zostało nam sporo amunicji.
PS Zapraszamy wynajętą firmę PR, a także pracowników Widzewa to wpisywania komentarzy. Pamiętajcie, ktoś was może z tego rozliczyć.