Jak chcesz dostać pracę w PZPN, to chyba powinieneś wpisać sobie w CV: „Zalety: niekompetencja i lenistwo”. Przyglądamy się pracy Agnieszki Olejkowskiej, szanownej rzecznik prasowej PZPN – przecież to jej dwie charakterystyczne cechy! Niekompetencja i lenistwo. Niekompetencja, ponieważ tylko niekompetentny rzecznik może świadomie wywoływać wojenki z największymi mediami, wzniecać pożary nie do ugaszenia i dawać się złapać na każdym kłamstewku. Lenistwo – bo tylko rzecznik leniwy odbiera telefony od wielkiego dzwonu.
Pani Olejkowskiej poświęciliśmy już kiedyś jeden duży tekst, więc kto nie czytał, to polecamy (TUTAJ). I dzisiejszy artykuł jest poniekąd kontynuacją tego poprzedniego, z kilkoma nowymi wątkami. Redakcja „Faktu”, największego dziennika w kraju, po raz kolejny nie dostała akredytacji na mecz reprezentacji Polski, a prezes PZPN Grzegorz Lato poinformował, że „muszę państwu powiedzieć, hehehe, że można się jakoś dogadać”. To dogadanie miałoby polegać na tym, że „Fakt” przestanie krytykować PZPN, a w zamian otrzyma jakieś obsrane wejściówki na mecz z Gruzją. Oczywiście tabloid na taki układ pójść nie mógł, więc w sobotnim wydaniu wypalił: „Lato, nie mów nam, co pisać”.
I wiecie co jest najśmieszniejsze? To, że na skutek tego artykułu – którego treść można zawrzeć w słowach „pocałuj nas w dupę” – „Fakt” akredytacje jednak dostał. Warunkowo.
Ktoś wyjątkowo mądry wymyślić tę medialną strategię. Najpierw PZPN nie wpuścił „Faktu” na mecz z Francją i został rozsmarowany. Teraz nie chciał wpuścić na mecz z Gruzją, ale Lato z wrodzoną delikatnością zaproponował deal. Deal się skończył tak, że PZPN zarobił jeszcze jedną antyreklamę, a później – po tym jak już został kolejny raz obśmiany – wręczył wejściówki. Gdyby te wejściówki wręczono od razu, to byłby spokój: przynajmniej jedna negatywna publikacja mniej. Tego jednak ani Lato nie ogarnia, ani Olejkowska, ale do niej akurat trudniej dodzwonić się niż do prezesa PZPN, co już stawia profesjonalizm rzecznika pod ogromnym znakiem zapytania (rzeczników powinno się zmieniać co roku, ponieważ po 12 miesiącach pracy każdy przestaje odbierać).
Lato wymyślił więc podstęp. Taki podstęp, że na koniec – jak to mawia nasz kolega – dostał łatę na mordę i jeszcze przeprosił.
Oczywiście na mecz z Gruzją akredytacji nie dostało również Weszło, a kiedy Olejkowska łaskawie odebrała, to stwierdziła, że nam akredytacje do jechania z PZPN-em i tak nie są potrzebne, bo możemy robić to samo bez przychodzenia na mecz. W sumie, racja. Tak naprawdę to – i piszemy bez zbędnej ironii – akredytacje w ogóle nie są tam potrzebne, co nie zmienia faktu, że wszędzie je dostajemy, od tej chwili za wyjątkiem meczów kadry. Z jednej strony więc szczerze nam zwisa, czy nasz dziennikarz pójdzie na trybuny za darmoszkę, czy kupi bilet, a jak chcemy z jakimś piłkarzem porozmawiać, to przecież nie w tłumie pod szatnią – po prostu sobie zadzwonimy. Interesujące jest jednak to, że PZPN próbuje cenzurować media. Najpierw „Fakt”, teraz Weszło. I w PZPN naprawdę naiwnie sądzą, że jak tupną nogą, to się wszyscy zsikają ze strachu. I że akredytacja na mecz kadry to szczyt marzeń dziennikarza.
Nam to PZPN zrobił przysługę. Ciekawiej jest nie dostać akredytacji niż ją dostać. Taka decyzja związku tylko dodajemy naszemu portalowi wiarygodności. Jeśli mamy się określić, czy jesteśmy po stronie PZPN, czy po tej drugiej, to oczywiście zawsze i niezmiennie po tej drugiej.
Dodatkowo natknęliśmy się w ostatnio na pewien filmik…
Chyba nie musimy nikogo przekonywać, że to największa żenada roku. I tak sobie pomyśleliśmy, że…
– nie życzymy żadnemu idolowi, by po latach musiał płacić ludziom, by bili mu brawo
– nie życzymy żadnemu marketingowcowi, by musiał płacić ludziom, by jego pomysły zyskały akceptację
– nie życzymy żadnemu piłkarzowi, by brawa na jego widok rozpoczynały się wraz z zapaleniem napisu „aplauz”
I nie życzymy żadnemu dziennikarzowi, by skończył jak Maciej Iwański. Obejrzyjcie ten filmik i zastanówcie się, czy ktoś taki powinien komentować mecze kadry? Jakim cudem taki lizodup miałby w sposób obiektywny komentować mecz reprezentacji Polski? Powiedzcie nam – jakim trzeba być pajacem, by wykonując zawód dziennikarza nająć się PZPN-owi i szczerzyć do kamery oraz sztucznych kibiców?
Wolimy nie iść nigdy na żaden mecz niż skończyć jak Maciej Iwański.