Lech Poznań nie dał biletu na finał Pucharu Polski Marcinowi Kikutowi, co początkowo uznaliśmy za jakieś nieporozumienie, ale okazało się, że faktycznie zawodnikowi zasugerowano, że może pocałować się w dupę. Dyrektor sportowy Marek Pogorzelczyk, znany w Wielkopolsce jako „Seta”, stwierdził bez cienia żenady, iż klub otrzymał tylko 50 biletów i dla Kikuta nie starczyło.
Ten Kikut właśnie, przypomnijmy, zagrał w barwach Lecha w 1/16, 1/8, 1/4 i 1/2 Pucharu Polski, a z występu w finale wyeliminowała go kontuzja. To widocznie za mało, żeby mieć prawo obejrzeć finał z trybun i ewentualnie odebrać medal. Wejściówki rozdysponowano między działaczy i sponsorów.
Tylko czekać, aż między działaczy i sponsorów rozdysponowane zostaną np. koszulki Lecha i przykładowy Bosacki w jakiś meczu nie zagra, bo nie starczyło dla niego sprzętu.
Duża klasa, panie „Seta”, naprawdę duża.