Ryszard Tarasiewicz ciągle pozostaje w sporze z Jagiellonią Białystok. Niby dostał już przeszło 100 tysięcy złotych premii za awans do ekstraklasy w sezonie 2006/07, ale działacze „Jagi” odwołali się do sądu cywilnego i domagają się zwrotu kasy. Sprawę opisuje dzisiejszy „PS”.
Prezes Jagiellonii Cezary Kulesza twierdzi, że Tarasiewiczowi nic się nie należy, bo gdy odchodził, to zespół znajdował się dopiero na czwartym miejscu i grał słabo. Niby racja. Tabelę w momencie zwolnienia „Tarasia” (za 90minut.pl) możecie zobaczyć wyżej.
Z drugiej strony – Tarasiewicz prowadził zespół przez zdecydowaną większość sezonu (w 25 spotkaniach, potem był jeden walkower i 8 meczów pod wodzą Artura Płatka), to on przygotowywał piłkarzy, on ich dobierał, on ustawiał. Co stałoby się, gdyby Tarasiewicz został na stanowisku szkoleniowca – można tylko zgadywać. Może Jagiellonia skończyłaby ligę na szóstym miejscu, a może – tak jak za Płatka – nastąpiłoby nagłe przełamanie i marsz w górę tabeli? Tego po prostu nie wiadomo. Przypuszczenia, to nie fakty. Mogli działacze Tarasiewicza nie zwalniać i wówczas sprawa byłaby jasna – zasłużył na premię, albo nie. A tak…
Zaocznie wydany przez Weszło wyrok wygląda następująco… Weszło informuje, że:
– Trenerowi Tarasiewiczowi należy się kasa
– Trenerowi Tarasiewiczowi chyba się w dupce pali
– Trenerowi Tarasiewiczowi obce jest powiedzenie, że honor droższy pieniędzy