Pod wodzą Olivera Glasnera Crystal Palace święciło największe triumfy w dziejach klubu, wygrywając Puchar Anglii, a potem także Ligę Konferencji. Austriaka na Selhurst Park już nie ma, a niebawem może nie być również jego następcy, Pierre’a Sage’a. Pod jego wodzą zespół „Orłów” wylądował na ostatnim miejscu w tabeli. Stało się to, paradoksalnie, po całkiem przyzwoitym, choć przegranym meczu z Liverpoolem.
Alisson wybił „Orłom” z głów marzenia o golu
Był to mecz z gatunku tych, w których uzasadnione wydaje się być gdybanie. Crystal Palace miało swoje sytuacje, by objąć prowadzenie. Ba, dużo lepsze niż okazje The Reds. Zespół gości może i prezentował wyższą kulturę gry, ale to Londyńczycy tworzyli groźniejsze akcje. W 18. minucie Alissona Beckera uratowała poprzeczka, na której zatrzymał się strzał Yeremy’ego Pino. Potem Brazylijczyk nie potrzebował już wsparcia boiskowej infrastruktury – sam doskonale poradził sobie z próbami Daichiego Kamady i Adama Whartona. Był nawet gol dla gospodarzy, ale radość na Selhurst Park nie trwała długo – w górę powędrowała chorągiewka sędziego asystenta, który czujnie wypatrzył ofsajd Jørgena Stranda Larsena.
Crystal Palace zabiegało o gola, zupełnie jak w tym memie małżeństwo z kilkuletnim stażem o dziecko. Tymczasem Liverpool – jak para 15-latków na przerwie w szkolnej ubikacji. Dośrodkowanie z rzutu wolnego Dominika Szoboszlaia i skuteczna główka Alexisa Mac Allistera, który uciekł z radaru Quintenowi Timberowi.
Niecałe 10 minut po przerwie Liverpoolczycy poprawili na 2:0. Po składnej, szybkiej akcji piłkę z prawego skrzydła dograł Bradley Barcola, a płaskim, spokojnym strzałem do siatki trafił Florian Wirtz.
🚨Florian Wirtz makes it two!!!
🏴 Crystal Palace 0-2 Liverpool
https://t.co/syFLGG1Fvt
— Goals Xtra (@GoalsXtra) November 8, 2026
Ta bramka zabiła emocje w południowym Londynie. Przez długie minuty obie ekipy nie potrafiły stworzyć niczego ciekawego pod bramką przeciwnika. W końcu znów na poważniejszą próbę został wystawiony Alisson. Brazylijczyk znów spisał się bez zarzutu. Najpierw świetnie skrócił kąt Pino. Hiszpan strzelił w bramkarza, a po chwili Jefferson Lerma dobił tak, że nawet autor tej relacji poradziłby sobie z interwencją.
Pochwalić należy też bramkarza gospodarzy. W końcówce regulaminowego czasu gry Dean Henderson wybronił strzał Alexandra Isaka. Szwed finalizował kontrę po dobrym podaniu Victora Munoza, ale nie była to finalizacja najwyższych lotów. Nie zmieniło to jednak wiele w kontekście końcowego rozstrzygnięcia meczu. Tym bardziej, że kilka minut później Isak dopiął swego. Kolejna szybka kontra gości zakończyła się asystą Wirtza i trafieniem Isaka przy drobnej pomocy rykoszetu.
W doliczonym czasie gry gospodarze otrzymali jeszcze rzut karny. Spóźniony Milos Kerkez uderzył głową w głowę Dario Osorio. Obaj panowie padli na murawie, ale sędzia całkiem słusznie uznał faul Węgra. Rozmiary porażki Crystal Palace zmniejszył Eddie Nketiah, odbierając Alissonowi czyste konto, na które tak mocno pracował.
Liverpool po porażkach z Arsenalem i Fenerbahce bardzo potrzebował wygranej. Choć długo zapowiadało się raczej na kolejną wpadkę, to jednak ostatecznie zespół Andoniego Iraoli wywozi ze stolicy pełną pulę, zostawiając Crystal Palace na samym dole tabeli. Czy to będzie gwóźdź do trumny Sage’a? Tego jeszcze nie przesądzamy, ale przerwa reprezentacyjna wydaje się nienajgorszym momentem na taki ruch.
Crystal Palace – Liverpool 1:3 (0:1)
- 0:1 – A. Mac Allister 40′
- 0:2 – F. Wirtz 54′
- 0:3 – A. Isak 90′
- 1:3 – E. Nketiah 90+5′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix