Jagiellonia może pluć sobie w brodę, bo od Levskiego gorsza nie była, lecz finalnie wyjechała z Sofii z pustymi rękami. Porażka z mistrzami Bułgarii mocno skomplikowała Białostoczanom drogę do gry w Lidze Europy na wiosnę. Po spotkaniu Adrian Siemieniec nie ukrywał rozczarowania. – Jest rozczarowanie i złość – stwierdził wprost trener Jagi.
O porażce 0:1 zadecydował stały fragment gry w końcówce. W 83. minucie Steven Stoyanchov po uderzeniu głową z rzutu rożnego wpakował piłkę do siatki Abramowicza. Dla Jagiellonii to już trzecia przegrana w czwartym meczu fazy ligowej Ligi Europy.
🔥 83. MINUTA – GOL DLA LEVSKI SOFIA!⚽
STEVEN STOYANCHOV trafia do siatki Jagiellonii Białystok w samej końcówce spotkania! 👀
#UEL https://t.co/RGSKvKwOkU
— Polsat Sport (@polsatsport) November 5, 2026
Siemieniec zabrał głos po Levskim: Rozczarowanie i złość
Adrian Siemieniec zdaje sobie sprawę, że jego zespół stracił szansę na ważne punkty. Na pomeczowej konferencji prasowej nie krył złości i rozczarowania z powodu końcowego wyniku.
– Gratulacje dla przeciwnika za zwycięstwo, duże podziękowania dla kibiców za obecność i wsparcie. Duże rozczarowanie końcowym rezultatem, bo mam poczucie, że szczególnie pierwsza połowa była dobra w naszym wykonaniu. Było dużo fajnych momentów, z których za mało wycisnęliśmy. W drugiej połowie czuć było koszt intensywności tych 45 minut, bo wtedy gra była falowa, na pewno było więcej przeciwnika. Druga połowa to była walka o momenty i kto z nich lepiej skorzysta. Miałem poczucie, że to bardzo wyrównany mecz, w drugiej połowie w trybie, że najpierw jedna inicjatywę, potem druga. To był mecz na 1:0 lub 0:0, stąd duże rozczarowanie wynikiem po meczu, gdzie dużo było naszej tożsamości. Trochę za mało wyciągnęliśmy z pierwszej połowy, nie strzeliliśmy gola i w drugiej połowie intensywność się wyrównała, gra falowała z obu stron, a moment dekoncentracji, stały fragment kosztował nast gola i utratę choćby punktu – skomentował cytowany przez Jakuba Seweryna.
– Jest rozczarowanie i złość, bo Liga Europy to trudne rozgrywki, ale potwierdzam po meczu, że tutaj, mimo trudnego terenu i przeciwnika o niezłej jakości, to na pewno był on w naszym zasięgu, z którym mogliśmy nawet wygrać. W obecnej sytuacji, gdy tracimy punkt w końcówce w Pireusie i tu minimum punkt, to są to momenty, do których możemy wracać w styczniu. Mam nadzieję, że nie, bo to oznaczałoby, że osiągnęliśmy nasz cel, czyli grę na wiosnę. Wiemy, że przed nami terminarz trudny, nawet bardzo trudny, ale to tylko piłka i zrobimy wszystko, by powalczyć o jak najwięcej punktów i dodatkowe mecze na wiosnę – dodał.
Siemieniec zwrócił również uwagę na fakt, że to nie pierwszy gol w tym sezonie, który Jaga straciła ze stojącej piłki.
– Niepokojące są bramki tracone po rzutach rożnych. Rozmawiamy o tym, ale wciąż nie znaleźliśmy rozwiązania. Musimy się nad tym pochylić, cały czas staramy się tu działać doraźnie, by poprawić sytuację, ale widocznie trzeba też zrobić w momencie, gdy konstruujemy kadrę i budujemy zespół. To ważny element, a my wyglądamy jak wyglądamy. Nie wiem, czy to kwestia profilowania, bo nie uważam, że mamy zawodników, którzy nie potrafią grać w powietrzu. Szukamy rozwiązań, może też za dużo, a powinniśmy być bardziej konsekwentni. W takim momencie jednak szukasz cały czas rozwiązania, bo na razie go nie znaleźliśmy i straciliśmy kolejną bramkę – zakończył.
Po 4. kolejkach fazy ligowej Jagiellonia ma na swoim koncie 3 punkty. Białostocczanie w następnych spotkaniach zmierzą się z Sunderlandem, Crystal Palace, Olympique Lyon i Viktorią Pilzno.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix