Słaby mecz Jagiellonii z Lewskim i jeszcze słabszy wynik

Przemysław Michalak

05 listopada 2026, 20:56 • 3 min czytania 2

Reklama
Słaby mecz Jagiellonii z Lewskim i jeszcze słabszy wynik

Patrząc na terminarz Jagiellonii Białystok w Lidze Europy, od początku było wiadomo, że poza domowym meczem z Araratem-Armenia zwycięstwa należy oczekiwać przede wszystkim w wyjazdowym starciu z Lewskim Sofia. Niestety, drużyna z Podlasia na bułgarskiej ziemi nie potrafiła nawet zremisować, co sprawia, że w praktyce jej szanse na wejście do fazy pucharowej zmalały do minimum.

Reklama

Powiedzmy sobie jasno: to nie było spotkanie na poziomie godnym LE. Bardziej przypominało ono konfrontację jakichś dwóch egzotycznych ekip z Ligi Konferencji, w której z europejskich federacji grał już prawie każdy. Skala piłkarskiego rozmemłania momentami wybijała tu poza skalę – ze strony jednych i drugich.

Jagiellonia po słabym meczu przegrywa z Lewskim

Obydwa zespoły co rusz popełniały szereg zaskakujących błędów. Głupie, skrajnie ryzykowne straty. Kuriozalne nieporozumienia. Bardzo niedokładne rozgrywanie po odbiorze, a często naprawdę nie chodziło o nie wiadomo jak trudne rzeczy do wykonania. Otrzymaliśmy pełen pakiet. Szczytem wszystkiego była scenka z pierwszej połowy, gdy schodzący do środka Montoia chciał zostawić piłkę w miejscu Romanczukowi, ale ten się nie zorientował i Lewski zanotował wysoki odbiór. Potem jednak źle rozegrał akcję, dwie próby gospodarzy zostały zablokowane i skończyło się jedynie na rzucie rożnym.

I głównie dzięki tej ofensywnej nieudolności z obu stron bardzo długo nie oglądaliśmy goli. Bardziej klasowy przeciwnik tak dużą liczbę prezentów spokojnie zamieniłby na kilka trafień.

Jagiellonia dobrze weszła w mecz, doszła do paru sytuacji i okazało się, że ta Kajetana Szmyta była najlepsza w całym meczu jeśli chodzi o naszego przedstawiciela. Wysoki przechwyt, podanie w pole karne i skrzydłowy Jagi praktycznie stanął oko w oko z bramkarzem. Niestety, przegrał pojedynek, uderzył sygnalizowanie i Swetosław Wucow odbił piłkę.

Reklama

Tylko jedna sytuacja w drugiej połowie

Można też żałować kilku innych akcji, chociażby ładnie rozegranej kontry z końcówki pierwszej połowy, którą kiepskim strzałem wykończył Jeremy Agbonifo. Wypożyczony z RC Lens zawodnik ciągle każe nam wracać do jego domowego meczu z Iberią, bo to na razie jedyny wyraźnie pozytywny punkt odniesienia z nim związany. W Sofii Agbonifo podejmował niemal same złe decyzje, a nawet jeśli miał dobre zamiary, zawodziła go technika.

Nic dziwnego, że od razu po przerwie zmienił go Ousman Sow, tyle że i on wypadł słabo. Z tą różnicą, że na kwadrans przed końcem w końcu się przebił w pole karne, ale minimalnie za słabo dokręcił strzał. Piłka przeleciała centymetry obok dalszego słupka. To na dobrą sprawę była jedyna konkretna szansa Jagiellonii w drugiej odsłonie.

Lewski całościowo miał ich jeszcze mniej, bo jak wspomnieliśmy, mnóstwo sytuacji psuł w zalążku. Trzeba też oddać Konstantopoulosowi, że prawie do samego końca w obronie prezentował się znakomicie. Prawie, bo wreszcie w 83. minucie Stojanczow okazał się najsprytniejszy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo. Jednym z winowajców okazał się grecki stoper, który próbował przeciąć tę wrzutkę i mu się nie udało.

Reklama

Jaga próbowała wyrównać, ale nawet się do tego nie zbliżyła. Szkoda, bo teraz czekają Sunderland, Crystal Palace i Olympique Lyon. Rozkład jazdy jest tak trudny, że wyjazd do Pilzna na koniec może być już tylko meczem o punkty do rankingu i bonus finansowy od UEFA. Miało wyjść inaczej.

Lewski Sofia – Jagiellonia Białystok 1:o (0:0)

  • 1:0 – Stojanczow 83′

Fot. Newspix

Reklama
2 komentarze
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Ronaldo już nie zagra dla Portugalii. „Federacja na to nie pozwoli”

Jan Broda
2
Ronaldo już nie zagra dla Portugalii. „Federacja na to nie pozwoli”

Liga Europy

Reklama