Giovane Elber: Lewandowski został okradziony ze Złotej Piłki. To hańba

Kamil Rogólski

03 listopada 2026, 09:30 • 18 min czytania 13

Reklama
Giovane Elber: Lewandowski został okradziony ze Złotej Piłki. To hańba

Giovane Elber to brazylijska legenda Bayernu Monachium. Strzelił 139 goli dla Bawarczyków, wygrał Ligę Mistrzów w 2001 roku i to on nosił koszulkę z numerem 9, którą potem w Monachium zakładali Robert Lewandowski i Harry Kane. Elber w rozmowie z Weszło skomentował plebiscyt Złotej Piłki, opowiedział o swojej karierze w Niemczech, relacjach w szatni Bayernu i swoich… polskich korzeniach.

Reklama

Giovane Elber: Presja w Bayernie pochodziła od zarządu 

Kamil Rogólski: Grałeś w VfB Stuttgart, gdy dostałeś ofertę z Bayernu Monachium. Podobno Bayernowi się nie odmawia, ale słyszałem, że nie byłeś do końca przekonany.

Giovane Elber, były piłkarz Bayernu i reprezentant Brazylii: – Prawda, dokładnie tak było. Czułem się bardzo dobrze w Stuttgarcie. Z Fredim Bobiciem i Krasimirem Bałakowem tworzyliśmy prawdziwy magiczny trójkąt. Świetnie się nam grało. Poszedłem wtedy do prezesa Stuttgartu i powiedziałem wprost: „Chcę zostać”. A on na to: „Nie, Bayern Monachium chce zapłacić dużo kasy. Lepiej, żebyś tam poszedł. Stuttgart będzie potrzebował tych pieniędzy, żeby zapłacić Bałakowowi i uregulować swoje sprawy”. Trochę mnie to uraziło, kiedy to usłyszałem. Potem zadzwonił do mnie Lothar Matthäus i zapytał: „Nie chcesz przyjść do Bayernu Monachium?”. Bayern to jednak nie jest takie „Hollywood”, jak się mówi. Raczej zwykłe wewnętrzne napięcia i kłótnie między piłkarzami – tak mi powiedział Matthäus. Przekonywał mnie, że mimo to Bayern to wielki klub, zna go cały świat, ja też i tam będę mógł odnieść sukces. Doceniłem to, bo to była pierwsza osoba z Bayernu, która ze mną rozmawiała.

Kilka miesięcy temu rozmawiałem z Oliverem Neuville’m – innym wybitnym strzelcem w twoich czasach. Niepowodzenie Lukasa Podolskiego w Bayernie tłumaczył tym, że tam trzeba cały czas strzelać. Nie mają cierpliwości do napastników.

Presja w Bayernie była gigantyczna, ale nie pochodziła aż tak bardzo od kibiców – pochodziła od zarządu. W zarządzie mieliśmy wtedy Franza Beckenbauera, Gerda Müllera, Uliego Hoenessa i Karla-Heinza Rummeniggego. To oni jako byli piłkarze wywierali ogromną presję na zawodników. Trzeba było zawsze dawać z siebie maksimum – nigdy nie można było być zadowolonym z tego, co już się osiągnęło. Wielu piłkarzy miało z tym problem. Przychodzili do Bayernu Monachium, zagrali dwa dobre mecze i już myśleli: „No to wpisałem się do historii klubu”. A tak to nie działa. W następnym sezonie out, tam nikt się z nikim nie cackał.

Reklama

Bastian Schweinsteiger i Franz Beckenbauer na mundialu 2006. W Bawarii bardzo liczono się ze zdaniem „Cesarza”. 

Żebyś miał rozeznanie. Podczas mojego trzeciego meczu w Bayernie Monachium Franz Beckenbauer (ówczesny prezydent Bayernu – red.) udzielił wywiadu i powiedział mniej więcej tak: „No co to za brazylijskiego piłkarza myśmy kupili? To przecież jakieś drewno”. Po meczu uśmiechnąłem się do dziennikarzy i odparłem: „Pokażę Franzowi, że umiem grać w piłkę”. W następnym strzeliłem gola, pokazałem mu nogę i powiedziałem, że to nie jest drewniana noga – że umiem strzelać bramki. Przyszedł do mnie do szatni i powiedział: „Co ty, Giovane. Na żartach się nie znasz?” Odpowiedziałem: „No ja też żartuję. Ta noga jest drewniana” (śmiech). Zresztą taka sama presja jest wywierana z gabinetów do dzisiaj.

Ale Beckenbauer mówił to serio, prawda?

Reklama

Franz zawsze mówił coś do prasy, nie zastanawiając się za bardzo nad każdym słowem. A media robiły z tego sensację i trzeba było z tym żyć. Nie można było się tym przejmować, bo inaczej po takim komentarzu mniej dojrzały piłkarz by się załamał. Potrzebowałeś grubej skóry.

Twoim pierwszym trenerem w Bayernie był Giovanni Trapattoni. Ekscentryczny Włoch. Do historii przeszła jego konferencja prasowa, gdy krzyczał po niemiecku i gestykulował jak pewien austriacki akwarelista. Jaki on był w szatni?

Jak wspomniałeś nazwisko, to już wiedziałem do czego nawiążesz (śmiech), bo to ludzie znają i nikt nie mógł zrobić tego lepiej niż Trapattoni. Doskonały facet, spektakularny. Był bardzo wrażliwy na punkcie defensywy, bo sam grał jako obrońca i nie było zmiłuj dla nikogo. Każdy musiał się wracać i walczyć o piłkę. W szatni odbieraliśmy go jak ojca, wielkiego ojca. Tylko że niektórzy zawodnicy trochę nadużywali jego cierpliwości. Nie byliśmy wtedy w dobrym momencie w Bundeslidze i niektórzy piłkarze mocno narzekali. Mówili, że trener już nie jest dobry, że to już nie ten Giovanni Trapattoni z dawnych lat. To go bardzo zabolało. Poczuł się głęboko zraniony tym wszystkim i wtedy doszło do tej konferencji prasowej, na której wybuchnął. Powiedział rzeczy, które – powiedzmy sobie szczerze – zasłużyliśmy, by usłyszeć, bo był bardzo rozczarowany.

Tyle zrobił dla zawodników, a potem dostał od nich coś takiego w zamian. Zgadzam się z tym, w jaki sposób powiedział to na konferencji prasowej. Widać było, że nie wziął tłumacza, żeby mówić po włosku. Powiedział: „Nie. Chcę mówić po niemiecku, będę mówił po niemiecku, żeby ludzie zrozumieli”. I było to spektakularne. Z drugiej strony był to mój pierwszy rok w Bayernie Monachium. Pomyślałem sobie: „Boże, Lothar Matthäus mówił o Hollywood, a to naprawdę wygląda jak hollywoodzki film”. Zacząłem wtedy myśleć, że może nie trafiłem do właściwej drużyny. Ale po roku Trapattoni odszedł z Bayernu i wszystko się zmieniło jak woda w wino, bo przyszedł Ottmar Hitzfeld.

Reklama

Giovane Elber: Kahn prawie nigdy nie mówił nam w szatni „dzień dobry”

Słyszałem, że Trapattoni i Hitzfeld się różnili. O ile Włoch był wielbicielem defensywy, tak Szwajcar dał wam rozwinąć skrzydła.

Jeden problem, jaki miał Trapattoni – a mówię to jako piłkarz ofensywny – to taki, że bardzo lubił grać defensywnie. A my w Bayernie Monachium mieliśmy wielu zawodników, prawie wszyscy z reprezentacji Niemiec, Brazylii, Francji. On jednak ustawiał drużynę w taki sposób, że na boisku nie sprawiało nam to frajdy. Mecze były nużące. Rywale przeciwko Bayernowi zawsze grali bardzo defensywnie i trudno było zdobyć pierwszą bramkę. Zawsze to wyglądało mniej więcej tak samo. Mamy 1:0 i już wiedziałem, że zaraz będzie tablica: numer 9, Giovanni Elber schodzi, Mario Basler schodzi, i wchodzili zawodnicy defensywni, żeby utrzymać wynik. To był właśnie jego problem. Czułem się w tym okresie w Bayernie nieszczęśliwy, bo mówiłem sobie: „Cholera, mogę grać tylko godzinę – jak tylko strzelimy gola, muszę zejść”. Właśnie wtedy, kiedy jest łatwiej o strzelanie goli. Adaptacja z Giovannim Trapattonim była więc trochę trudna – przyznaję.

Byłeś wtedy takim powiewem świeżości w Niemczech. Grałeś spektakularnie. Kiedyś dla jaj wystąpiłeś z zaklejonymi ustami albo owinąłeś się w dywan jak mumia po golu z Wolfsburgiem. Zawsze słyszałem, że chłodni Niemcy to nie tylko stereotyp i to również dotyczyło szatni Bayernu. Na przykład z Oliverem Kahnem byliście jak ogień i woda.

Reklama

Kiedy przyszedłem do Bayernu, byłem już gotowy na ten klub. Miałem za sobą pobyt w Szwajcarii, gdzie nauczyłem się żyć wśród różnych ludzi. Wyjechałem z Brazylii w bardzo młodym wieku. Z Milanu byłem wypożyczony do Grasshoppers i właśnie kiedy trafiłem do Szwajcarii, miałem problemy. Wszystko przez szok. Pierwsza zima, pierwszy śnieg, inny sposób gry, inne jedzenie, to wszystko było dla mnie nowe. Kiedy już znalazłem się w Stuttgarcie, czułem się bardziej oswojony. Wiedziałem, jak myśli Niemiec – szwajcarski Niemiec, bo to trochę podobne. A kiedy trafiłem do Bayernu Monachium, byłem już do wszystkiego przyzwyczajony. Potrafiłem wnosić swój brazylijski charakter do szatni.

Kiedy pojawiał się jakiś problem, wchodziłem ze swoim figlarnym, brazylijskim podejściem i nawet Oliver Kahn czasem się uśmiechał. Bo Oliver Kahn wchodził do szatni i prawie nigdy nie mówił nam „dzień dobry”. Żartowałem sobie z niego i pytałem: „No co, dopiero mnie teraz zauważyłeś? Dzień dobry, Oliver, jak się masz? Dobrze spałeś wczoraj? Wyszedłeś z żoną na kolację? Dobrze spałeś z żoną?” Zaczynaliśmy się wtedy śmiać, a on mówił do mnie: „Giovane, ja nie jestem taki jak wy. Wy, Brazylijczycy, macie piłkę nożną we krwi. A ja nie, bo piłka nożna to dla mnie praca. Nie mogę się więc dekoncentrować”. Mówiłem mu wtedy: „Nie, nie, nie żartuj w takim razie, bądź skoncentrowany, bo nie chcę, żebyś puszczał gole – chcę, żebyśmy wygrywali mecze”.  On na to: „To ja dalej będę skoncentrowany”. Ale to takie nudne. Przychodzisz tu pracować i się nie bawisz”. A ja uważam, że piłka nożna to nie jest praca. Możemy się przy tym bawić. On jednak nie potrafił. To była inna mentalność. W końcu musiałem zrozumieć, że on ma zupełnie inny charakter niż Mehmet Scholl, ja i inni piłkarze.

No właśnie. Przecież tamta szatnia Bayernu to nie tylko Niemcy i ty, Brazylijczyk. Był Willy Sagnol, Bixente Lizarazu, Samuel Kuffour i inni obcokrajowcy.

Reklama

Bixente Lizarazu czasem na coś się wściekał. Na Niemców, na ich sposób bycia. Mówiłem mu wtedy: „Bixente, spokojnie. Musisz zrozumieć, że oni myślą inaczej niż my”. I właśnie ja byłem tam łącznikiem między obcokrajowcami a Niemcami. Powiem ci, jak działałem w szatni. Zdarzyło się kiedyś, że Kuffour i Jancker chcieli się bić. Zrobiłem jak sędzia bokserski – wskoczyłem między nich i krzyknąłem: „Stop!”. Spojrzeli na mnie, a ja powiedziałem: „Boks! Teraz możecie się bić – no to dawajcie!”. Spojrzeli na mnie, a ja powiedziałem: „Zwariowaliście? Chcecie się bić? Słuchajcie, jesteśmy tu po to, żeby walczyć z przeciwnikiem, a nie między sobą”. I temat umarł – nikt już nic nie mówił. Powiedziałem: „No już, podajcie sobie ręce, nie ma się o co bić”.  Zawsze byłem taki – żartowniś w szatni, który dbał o przyjaźń i jedność.

Kiedyś Robert Lewandowski bił się z Lucasem Barriosem w szatni Borussii Dortmund, ostatnio mówił o tym Felipe Santana w Charla Podcast. Jak sobie poradzić z tymi wszystkimi emocjami na najwyższym poziomie? Ja patrzę z perspektywy trybun, a ty byłeś w szatni Bayernu uczestnikiem tego uniwersum.

To prawda. O wewnętrznej rywalizacji rzadko się mówi, bo to jest niepopularne. Ottmar Hitzfeld w Bayernie zaczął wprowadzać rotację między piłkarzami. Kiedy najbliższy mecz był z jakimś słabszym rywalem, mówił: „Giovane zostaniesz na ławce, odpocznij”. Dzięki temu pojawiało się miejsce dla innego zawodnika, żeby on też mógł zagrać. To, co Hitzfeld zrobił u nas, było naprawdę dobre. Każdy czuł się ważny. Klucz – jasna komunikacja. A osobiście – nie byłem toksyczny, bo rozumiałem, że po drugiej stronie jest koleś taki sam jak ja i też chce grać.

Twoim szczytowym momentem w karierze było wygranie Ligi Mistrzów w 2001 roku. Przypomnę komu strzelałeś bramki w drodze do finału. Rosenborg, Spartak Moskwa, Arsenal, Manchester United i dwa gole z Realem Madryt. Podniosłeś uszaty puchar w przeciwieństwie do Ronaldo Fenomeno albo Gianluigiego Buffona. Jest jakaś recepta na triumf w Lidze Mistrzów czy to suma szczęścia?

Reklama

Szczęście musi być, ale na samym farcie daleko tam nie zajedziesz. Grupa musi być zjednoczona, wszyscy z tym samym celem, z tą samą myślą, żeby dojść do finału, a potem spróbować go wygrać. Wiem, że to brzmi mało spektakularnie, ale dwa lata wcześniej dostaliśmy nauczkę, bo przegraliśmy finał z Manchesterem United w tragicznych dla nas okolicznościach. Przez kontuzję ominął mnie finał na Camp Nou, tak samo Bixente Lizarazu. Graliśmy idealny mecz i przegraliśmy wszystko w minutę czy dwie. Tamten mecz mnóstwo nas nauczył. Mogliśmy się załamać albo wyciągnąć wnioski i spróbować znowu. Wybraliśmy to drugie. A potem, w 2001 roku mieliśmy wielkie starcia z Realem Madryt, Arsenalem, Manchesterem United i Barceloną. Nie mówię, że oni byli lepsi już przed gwizdkiem, ale graliśmy z drużynami zbudowanymi za ogromne pieniądze. Większe niż te, za które został zbudowany Bayern. Mimo to czuliśmy, że idziemy po ten puchar.

Giovane Elber w starciu z Roberto Carlosem w Lidze Mistrzów. Elber strzelał gole czterokrotnie przeciwko Realowi Madryt.

Giovane Elber: Z mojego odejścia z Bayernu wyszła brzydka sprawa

Wiem, że po wygranym finale z Valencią podszedł do ciebie Franz Beckenbauer i powiedział, że zostajesz w Monachium. Ty z kolei chciałeś odejść. Odpowiedz tę historię, jak próbowałeś wymusić transfer.

Reklama

Tak naprawdę to mój agent przyszedł i powiedział: „Słuchaj, myślę, że wszystko, co mogliśmy zrobić w Niemczech, w Bayernie Monachium, już zrobiliśmy. Teraz możesz powiedzieć, że chcesz odejść, że jedziemy dalej, bo już wszystko zdobyliśmy i przejdziemy do wielkiego klubu”. Ale nie powiedział mi nawet, jaki klub ma na myśli. Odpowiedziałem: „Stary, jak mam powiedzieć Bayernowi Monachium, że chcę odejść? Ja nie chcę odejść”. On na to: „Powiedz, że twoja sprzątaczka nie chce już zostawać w Niemczech, że nie wróci już pracować u was, że wraca do Brazylii, że ona ma problem z wizą, więc chcesz odejść”. Dopytałem, czy serio mam coś takiego mówić? A jednak skończyło się na tym, że powiedziałem to prasie, że odchodzę z Bayernu Monachium, już myślę o przejściu do innego klubu”. Wszyscy byli zaskoczeni. „No, bo moja pracownica nie dostaje wizy, żeby mogła tu być ze mną i z moją rodziną, a ona zajmuje się moimi dziećmi, więc chcę odejść”. Ale to było bardzo głupie, bądźmy szczerzy. Byłem tak naiwny, że potem się wstydziłem. A Franz Beckenbauer zaraz po Lidze Mistrzów podszedł do mnie i powiedział: „Słuchaj, jak to chcesz odejść?”. Odpowiedziałem: „No wiesz, Franz, już wszystko wygrałem z Bayernem, myślę, że czas na następny krok”.

Czym próbowali cię przekonać, żebyś został?

Pieniędzmi. Beckenbauer powiedział, żebym tylko rzucił kwotę, a oni tyle zapłacą. Odpowiedziałem, że to nie jest kwestia pieniędzy – po prostu chcę odejść. Nie chciałem więcej zarabiać, skoro już mi bardzo dobrze płacili. Wyznałem mu, że chcę tylko odetchnąć innym powietrzem, przejść do innej drużyny, może hiszpańskiej albo włoskiej, że po prostu chcę odejść z Bayernu. I tak to zostało. Potem przyszli dziennikarze i właśnie wtedy opowiedziałem tę historię – że to przez moją pracownicę. Biedna kobieta, nic o tym nie wiedziała… A wszystko to była historia wymyślona przez mojego agenta. Próbowałem sprzedać to Bayernowi Monachium i prasie, a na końcu wyszła z tego bardzo brzydka sprawa.

Zapytałem o to, ponieważ w 2022 roku rozmawiałem z Patrikiem Anderssonem, czyli twoim kolegą z Bayernu. Po wygranej Lidze Mistrzów odszedł do Barcelony, bo jak stwierdził – Barca była dla niego klubem mitycznym. Krąży w Polsce opinia, że gdyby Robert Lewandowski w 2013 roku wystawił Bayern i skusił się na Real Madryt, zostałby jeszcze większą gwiazdą. Niedoceniony w Bayernie Toni Kroos stał się elitarnym graczem w Realu. Niedawno Lennart Karl powiedział, że marzy o grze w Realu Madryt, czym wkurzył środowisko wokół Bayernu. Czy istnieje w Bayernie kompleks Realu i Barcelony? W tym sensie, że mogą wygrać Ligę Mistrzów, ale jeśli chcesz zawładnąć umysłami dzieciaków na całym świeci, to wybierz któryś z hiszpańskich gigantów.

Reklama

To prawda. Czuje się, że poziom Barcelony czy Realu Madryt jest inny niż Bayernu Monachium. To jest oczywiste. Nie ma tu co komentować. Lennart Karl – myślę, że był niefortunny w tym stwierdzeniu, które wygłosił, bo to jeszcze bardzo młody piłkarz. Nic jeszcze nie pokazał. Oczywiście może mówić o swojej chęci grania w danym klubie, ale to trudne, bo to młody zawodnik, który dopiero teraz ma pierwsze doświadczenia w pierwszej drużynie Bayernu i już buja w obłokach – więc nie zostało to dobrze odebrane. W tamtych czasach Patrik miał już pewien wiek, ja też miałem już swoje lata. To coś innego, kiedy jesteś tam w wieku 28-29 lat, zagrałeś już 8-9 lat w klubie. Mówienie, że chcesz iść gdzie indziej, poznać nową ligę, to zupełnie co innego niż gdy mówi to 17-letni chłopak, który jest w wielkim klubie – a nie w byle jakim.

Giovane Elber: Przyszedł Ottmar Hitzfeld i powiedział: „Będziesz napastnikiem numer 4”

Przyszedł moment, że sam Bayern się z tobą pożegnał. Kupili Roya Makaaya z Deportivo na twoje miejsce. Kiedyś Lewandowski był zły, że Bayern robi podchody pod Erlinga Haalanda. Czy napastnik wtedy czuje, że koniec się zbliża? Cierpi ego?

To było w 2003 roku. Wygraliśmy mistrzostwo, wygraliśmy Puchar Niemiec. Zostałem królem strzelców Bundesligi i nikt mi nie mówił, że nie zostanę do końca kontraktu. Wiedziałem tylko, że Roy Makaay przychodzi do klubu. Pomyślałem, że OK, dobrze, przychodzi wielki zawodnik, który może nam jeszcze bardziej pomóc tutaj w Bayernie Monachium. Ale nikt mi nie powiedział wprost: „Słuchaj, poszukaj sobie innego klubu”. Kiedy Maakay już przyjechał, zrobiliśmy całe letnie przygotowania, a potem trener Ottmar Hitzfeld przyszedł do mnie i powiedział: „Słuchaj, Giovane. Jak wiesz, Roy Makaay przyszedł, kosztował 19 milionów euro i on będzie grał. A ty będziesz tam napastnikiem numer 4, bo potem będę dawał szansę młodym chłopakom, takim jak Claudio Pizarro i Roque Santa Cruz”.

Czyli z króla strzelców Bundesligi na czwartą opcję?

Reklama

Na czwartą opcję – to było ze strony Ottmara Hitzfelda. Był bardzo szczery i to była dobra rozmowa. Nie mam o nic żalu. Tylko że ja się tego nie spodziewałem i nagle zostałem postawiony w trudnej sytuacji. Powiedziałem wtedy: „Trenerze, ale dopiero teraz mi to mówicie, że będę czwartą opcją. Nie mogę już walczyć o bycie pierwszą?” On odpowiedział, że to nie będzie możliwe i lepiej, żebym poszukał innego klubu zamiast siedzieć na trybunach, bo będę nieszczęśliwy i zmarnuję cały rok na trybunach, mimo że i tak zarobię. Przyznałem mu: „Bez wątpienia, nie będę szczęśliwy. No dobrze, poszukam innego klubu, ale teraz dajcie mi czas na znalezienie go, bo nie byłem na to przygotowany”.

Miałeś jakieś realne opcje na stole?

Były rozmowy z AS Monaco. Ostatecznie nie wyszło. Do końca okienka grałem jeszcze w Bundeslidze. Był mecz w Hamburgu. Nie minęło nawet 30 minut, a kibice Bayernu zaczęli śpiewać, że chcą mnie widzieć na boisku. Trener wrzucił mnie na ostatni kwadrans za Claudio Pizarro, strzeliłem gola i wygraliśmy. Potem w szatni Hitzfeld powiedział do mnie: „Giovane, musisz jak najszybciej znaleźć sobie klub, bo inaczej Roy Makaay nie będzie się tu dobrze czuł i nie będzie mógł grać – za duża jest na niego presja ze strony kibiców”. (śmiech) Powiedziałem wtedy: „Trenerze, nie chcę źle dla Bayernu Monachium, nie chcę źle dla Makaaya. Spróbuję jak najszybciej znaleźć sobie klub”. Ostatecznie pojawił się Lyon i skończyło się na tym, że poszedłem do Francji.

Reklama

To było wtedy, kiedy Sonny Anderson odszedł z Lyonu?

Dokładnie. Lyon trafił w Lidze Mistrzów na Bayern, a to było dla mnie trudne, bo przecież to oznaczało, że zagram przeciwko przyjaciołom. Strzeliłem gola w Monachium. Spiker zaczął wywoływać

Gola strzelił Giovaneeeee! Publika: Elbeeeeer!

Spiker: Giovaneeeee! Publika: Elbeeeeer!

Reklama

Czułem jak rozsadza mnie duma. Powiedziałem sobie: „Boże, chyba zrobiłem coś dobrego dla tego kraju, dla tego klubu, bo nigdy bym się tego nie spodziewał po kibicach przeciwnika”. Dla mnie to było bardzo miłe – ta sympatia, którą mieli do mnie kibice rywala. I mają ją do dziś. Wygraliśmy 2:1. Pierwszego gola strzelił Juninho Pernambucano, a drugiego ja.

Giovane Elber jest częstym gościem w Monachium. Nigdy nie przestał utożsamiać się z Bayernem.

Giovane Elber: Lewandowski został okradziony ze Złotej Piłki

Kilka dni temu ogłoszono zdobywcę Złotej Piłki. To Harry Kane, który teraz jest w miejscu, w którym ty byłeś kiedyś – z 9 na plecach w Bayernie. Czy Robert Lewandowski na nią zasłużył?

Reklama

Lewandowski został okradziony ze Złotej Piłki. To hańba. Od tamtej pory nie oglądam już gali. Wcześniej zawsze siedziałem i oglądałem: „No kto wygra? Kurczę, musi być dobry zawodnik”. Przez wiele lat wygrywał Messi albo Cristiano Ronaldo, ale był tam Lewandowski, który powinien był wygrać – bez wątpienia, za rok, który miał, za wszystko, co zrobił, za tytuły, które zdobył. Teraz Harry Kane wygrał i Lewandowski również powinien mieć Złotą Piłkę.

A Harry Kane zasłużył?

Uważam, że tak. Miał doskonały sezon. Nie tylko przez gole, które strzela w Bayernie Monachium, ale przez pomoc, jaką daje kolektywowi Bayernu. W ostatnim meczu z Arsenalem nawet zaciekle bronił we własnym polu karnym. Dla mnie w tej chwili to najbardziej kompletny piłkarz w międzynarodowym futbolu.

Lewandowski przez lata był porównywany z Luisem Suarezem. Teraz na piedestale jest Harry Kane. Krytycy Lewandowskiego mówią, że może i ma więcej goli, ale nie dryblował jak Suarez, nie był tak wszechstronny jak Kane. Co jest ważniejsze – mechaniczne strzelanie goli, czy uniwersalność?

Reklama

Zdolność finalizacji w polu karnym jest dla napastnika najważniejsza – i to widać u Harry’ego Kane’a. Cofa się głęboko, pomaga obronie, a nagle znajduje się już w polu karnym przeciwnika. Wygląda, jakby zawsze był dokładnie tam, gdzie spada piłka i strzela gole. Lewandowski grał inaczej niż Harry Kane. Nie był zawodnikiem, który schodził do środka pola, żeby szukać gry, ani nie schodził często na skrzydła. Bayern Monachium miał wtedy system, w którym zawodnicy dochodzili do linii końcowej i podawali do Lewandowskiego, żeby on strzelał gole. Harry Kane ma Luisa Diaza i Olise, którzy w niektórych momentach mogą rotować z nim i wcielić się w rolę napastnika. Ale Lewandowski… kiedy odszedł z Bayernu Monachium, było mi bardzo smutno. Powiedziałem sobie: „I co teraz? Kogo Bayern może sprowadzić, żeby pomógł nam w ataku?” 

Zastanawiam się, kto pomoże Brazylii w ataku. Ty rywalizowałeś z Ronaldo, Ronaldinho, Rivaldo, Romario. Brazylia była wtedy najlepsza na świecie. Teraz jest słabo. Gdzie widzisz przyczynę?

Słuchaj, Carlo Ancelotti – mój przyjaciel Carlito – będzie miał jeszcze sporo problemów z tą reprezentacją, bo nie mamy już takiej generacji zawodników, którzy byliby na poziomie dawnej reprezentacji Brazylii. Jeśli śledzisz światowy futbol, to kilka lat temu miałeś tam trzech, czterech, pięciu Brazylijczyków walczących o Złotą Piłkę. Dziś nie masz ani jednego. Wśród najlepszych na świecie Brazylijczyk walczy gdzieś od piętnastego do dwudziestego miejsca. Nie ma już naszego piłkarza w elicie światowego futbolu. Dlaczego tak się dzieje? Nie umiem tego wytłumaczyć. Raphinha w Barcelonie jest takim światełkiem, ale na ostatnim mundialu był słaby i zbliża się do trzydziestki. 

Reklama

Elber trafił na takie czasy brazylijskiego futbolu, że były tam gwiazda za gwiazdą. Ronaldo, Ronaldinho, Rivaldo… Przez to Giovane w kadrze wystąpił zaledwie 15 razy. Strzelił siedem goli. 

Zapomnij o Ronaldinho, o Ronaldo… Vinicius Junior jest dobrym piłkarzem, ale nie może się równać z Ronaldo, Rivaldo czy Neymarem. Carlo Ancelotti będzie musiał jeszcze przez jakiś czas szukać młodych zawodników i budować drużynę na następny mundial. Ale nie jest dobrze… Problem polega na tym, że w Brazylii nie ma już takich talentów jak kiedyś. Mieliśmy wielu piłkarzy, którzy zawsze rywalizowali o tytuł króla strzelców. W Niemczech – ja, Amoroso i inni. We Włoszech miałeś trzech albo czterech brazylijskich zawodników, którzy walczyli o koronę króla strzelców. A dziś nie mamy nikogo. Myślę, że nawet w portugalskiej lidze nie ma Brazylijczyka, który walczyłby o tytuł króla, a kiedyś masę goli ładował tam Mario Jardel dla FC Porto.

Podobno chciałbyś kiedyś przyjechać do Polski.

Tak! Mam polskie korzenie. Moja prababcia Witalina Wypichowska urodziła się w Polsce. Chciałbym kiedyś przyjechać do miejsca, gdzie się urodziła. (Giovane na potwierdzenie swoich słów pokazuje mi akt zgonu – red.). Zachowam twój numer, bo możesz mi się kiedyś przydać (śmiech).

Reklama

ROZMAWIAŁ: KAMIL ROGÓLSKI

fot. Newspix

13 komentarzy

Najnowsze

Reklama

Bundesliga

Reklama
Bundesliga

Katastrofalne wieści dla fanów Bayernu. Długa przerwa nowego nabytku

Adrian Mańko
4
Katastrofalne wieści dla fanów Bayernu. Długa przerwa nowego nabytku