Stamford Bridge nie takie straszne! Tottenham przełamał fatalną serię

Wojciech Piela

24 października 2026, 20:38 • 5 min czytania 0

Reklama
Stamford Bridge nie takie straszne! Tottenham przełamał fatalną serię

Tottenham wreszcie złapał głębszy oddech, i to w miejscu, w którym od lat nie potrafił znaleźć sposobu na rywala. Drużyna Roberto De Zerbiego wykorzystała błędy Chelsea, a efektowny rajd Mathysa Tela przypieczętował zwycięstwo na Stamford Bridge. Dla gospodarzy był to z kolei wieczór pełen frustracji – od fatalnej pomyłki Mike’a Pendersa po czerwoną kartkę Cole’a Palmera. Derby Londynu przyniosły przełamanie Spurs i bolesny cios dla zespołu Xabiego Alonso.

Reklama

Przeciwko Coventry Tottenham przełamał ligową niemoc i odniósł pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. W tabeli Premier League podopieczni Roberto de Zerbiego nadal jednak byli tuż nad strefą spadkową, co nie przysparzało dobrych nastrojów. Włoski szkoleniowiec od pierwszych minut postawił na Jamesa Maddisona czy Omara Marmousha, którzy strzelili w ostatnim meczu gole, a wspomagać ich mieli Mathys Tel i Mohammed Kudus.

Spurs przełamali fatalną serię! Stamford Bridge nie takie straszne

Zadanie pokonania Chelsea na Stamford Bridge nie należało jednak do łatwych. Ostatni raz udało się to bowiem ekipie Spurs w kwietniu 2018 jeszcze pod wodzą Mauricio Pochettino, kiedy bramki zdobywali Christian Eriksen i Dele Alli. Był to jedyny raz na 36 poprzednich meczów. W sobotni wieczór faworytem również byli The Blues, którzy wygrali dwa ostatnie mecze ligowe – z Evertonem i Bournemouth.

Podopieczni Xabiego Alonso zajmowali 4. miejsce w tabeli i mieli apetyt na więcej. W porównaniu ze starciem z Evertonem zabrakło dwóch kontuzjowanych graczy. Emiliano Martineza w bramce zastąpił Mike Penders, a w miejsce najlepszego strzelca Joao Pedro wskoczył Geovany Quenda.

Obydwa zespoły w tym sezonie nie grają w europejskich pucharach, co oznacza, że w środku tygodnia nie musiały rozgrywać spotkań. Do rywalizacji w tych derbach Londynu przystąpiły więc wypoczęte i faktycznie od początku widać było wysoką intensywność. W pierwszych 45 minutach co prawda gole nie padły, ale był to głównie efekt dobrej postawy bramkarz.

Reklama

Debiutujący w tym meczu w pierwszym składzie Chelsea w meczu Premier League Penders musiał wykazać czujność choćby w 29. minucie. Aktywna lewa strona Tottenhamu dała o sobie znać, gdy sprawnie piłkę między sobą wymienili Tel oraz Andrew Robertson. Szkot zagrał wzdłuż bramki, a tam groźny strzał oddał Marmoush. Egipcjanin strzelił jednak zbyt słabo, czym zwiększył szanse Belga na skuteczną interwencję.

Były bramkarz Gentu i Strasbourga dobrze zachował się również cztery minuty później. Wtedy wybronił uderzenie Tela w sytuacji sam na sam. Okazało się, że Francuz był na spalonym, ale i tak wysiłek golkipera Chelsea zasłużył na spore uznanie.

Jeszcze więcej roboty miał jego vis-à-vis czyli Antonin Kinsky. Czeski bramkarz Tottenhamu dobrze poradził sobie choćby ze strzałem Cole Palmera w 15. minucie, gdy piłkę po dobrym pressingu na skrzydle odebrał Pedro Neto. Portugalczyk często ustawiany w tym sezonie na pozycji prawego wahadłowego notuje mnóstwo doskoków i zaskakująco dobrze odnajduje się w nowej roli.

Groźnie pod bramką gości z północnego Londynu było również między 35. a 37. minutą. Wtedy bramkę Kinsky’ego z bliskich odległości ostrzeliwali Jordan Henderson i Morgan Rogers, ale na tablicy wyników nadal utrzymywał się bezbramkowy remis.

Reklama

W pierwszych minutach drugiej połowy nadzieje fanów Tottenhamu na zwycięstwo zostały poważnie nadszarpnięte. Z powodu urazu boisko musiał opuścić bowiem Maddison. Anglik był jedną z najjaśniejszych postaci Spurs przed przerwą i dobrze wprowadzał się do zespołu po rocznej kontuzji więzadeł krzyżowych w kolanie. Teraz być może sytuacja nie będzie aż tak poważna, ale i tak zastąpić go musiał Conor Gallagher.

Po niemrawym okresie gry do głosu doszła Chelsea, kiedy w 63. minucie po akcji Palmera dobry strzał oddał Neto, ale znów nie udało się pokonać Kinsky’ego. Dość długo obie ekipy dobrze się neutralizowały, a gorąco zrobiło się potem nie z powodu niesamowitych dryblingów czy pięknych strzałów, a nieczystej gry. w 71. minucie żółtymi kartkami zostali ukarani Van de Ven, Mateus Fernandes i Palmer, a między tymi ostatnimi doszło do mocnej przepychanki.

Po pierwszej połowie można było chwalić stawiającego pierwsze kroki w angielskim futbolu Pendersa, ale w 77. minucie przyjemna rzeczywistość rozleciała się dla niego jak domek z kart. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Gallaghera Belg naciskany przez Jana Paula van Hecke, nieudanie piąstkował piłkę i zamiast wybić ją do przodu… skierował ją do własnej siatki. Padł gol i w ten sposób Tottenham objął prowadzenie. Piłkę próbował jeszcze wybijać Maxence Lacroix, ale był spóźniony o dobry metr. Zegarek na ręce sędziego Chrisa Kavanagha zaświecił się na zielono i Chelsea była na debecie.

Reklama

Sytuacja dla The Blues stała się jeszcze gorsza kilka chwil później. Tak naprawdę Palmer mógł wylecieć z boiska już za odwet na Fernandesie we wcześniejszej akcji, ale okazało się, że zła energia dalej się w nim kumulowała. W 80. minucie wyraźnie nadepnął na nogę Gallaghera i otrzymał drugą żółtą kartkę. Jeden z liderów ofensywy Chelsea wyleciał z boiska, co było widoczne w końcowym fragmencie meczu.

Tottenham dalej naciskał i przypieczętował triumf po świetnym trafieniu Tela. Po 50-metrowym rajdzie i odebraniu piłki od Acheamponga posłał ją idealnie przy słupku. Penders nie dał rady, a De Zerbi popędził w geście radości na murawę uśmiechając się od ucha do ucha. Dużo mówił Włoch w ostatnich tygodniach o odbudowie pewności siebie w zespole i zaprzestaniu przytaczania negatywnych rekordów. Indywidualna akcja Tela była pełnią pewności siebie oraz idealnym odzwierciedleniem przekonującego występu Spurs.

Reklama

Do samego końca nic już się nie zmieniło i Tottenham odniósł drugie zwycięstwo w tym wieku na stadionie Chelsea w meczu Premier League. 5-dniowe zgrupowanie w Marbelli, jakie gracze Spurs odbyli przed poprzednim meczem z Coventry zadziałało cuda. Zespół wygląda na bardziej skonsolidowany i przygotowany na kolejne wyzwania. Z kolei Chelsea musi przełknąć gorzką pigułkę, zwłaszcza, że straciła punkty na własnym stadionie po raz pierwszy za kadencji Xabiego Alonso.

Fatalny błąd bramkarza, niepotrzebne osłabienie po kartce Palmera oraz brak zdecydowania z przodu to było zbyt wiele. Derby Londynu przyniosły więc przełamanie Spurs, ale prawdziwym testem będzie teraz utrzymanie tej dyspozycji w kolejnych spotkaniach.

Chelsea – Tottenham 0:2 (0:0)

  • 0:1 – Penders’ sam. 77′
  • 0:2 – Tel 87′
Reklama

fot. Newspix

0 komentarzy
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama