Bartosz Mazurek zaliczył bardzo udane wejście do zespołu Salzburga. Dziewiętnastoletni pomocnik nie opuścił jeszcze ani jednego spotkania austriackiej ekipy, a za większość z nich zebrał bardzo pozytywne opinie. W rozmowie z Foot Truckiem podzielił się anegdotkami z dotychczasowej kariery.
Bartosz Mazurek o swoim bracie: Jest moim największym wsparciem
Mazurek trafił do ligi austriackiej latem tego roku po udanych występach w barwach Jagiellonii Białystok. Za granicę przeprowadził się wraz z trzy lata starszym bratem, Arkadiuszem, który również jest piłkarzem. W CV ma występy w Warmii Grajewo czy KS Wasilków, a od trzech miesięcy gra w trzecioligowym austriackim St. Johann. Był też w przeszłości na testach w Puszczy Niepołomice
– Na pewno ten pierwszy rok czy pół roku brat będzie ze mną. Mega mi pomógł w pierwszych miesiącach. Też dzięki niemu tak wyglądam. Ja miałem wstać, wyspać się, iść na trening, a on w tym czasie wszystko ogarniał – różne papiery, internet, mieszkanie, meble. Miałem skupić się na grze, bo wiedzieliśmy, że to najważniejsze, żebym dobrze wszedł w zespół, więc dużo mu zawdzięczam – powiedział Mazurek
– Nigdy nie było żadnej zawiści, zawsze pchał mnie do przodu. Czy w gorszym, czy w lepszym momencie, zawsze byłem dla niego najlepszy. Mamy mega relację. Jest moim największym wsparciem i miłością… aż łezka się w oku kręci – dodał.
❗️ Bartosz Mazurek w pięknych słowach o swoim bracie 🥹❤️
– Mój brat bardzo mi pomógł. Dzięki niemu tak wyglądam. Miałem wstać, wyspać się i iść na trening, a on w tym czasie wszystko ogarniał. Nigdy nie było w nim zawiści, zawsze pchał mnie do przodu. Czy w gorszym, czy w lepszym momencie, zawsze byłem dla niego najlepszy. Mamy mega relację. Jest moim największym wsparciem i miłością.
— Foot Truck (@FootTruckTV) October 23, 2026
O relacji z Pietuszewskim: Sprzedałem mu liścia i od tego się zaczęło
Podzielił się także anegdotą związaną z Oskarem Pietuszewskim, z którym regularnie miał styczność już od najmłodszych lat.
– Pierwszy nasz kontakt mieliśmy w wieku ośmiu lat, byłem jeszcze w Grajewie, jeździłem towarzysko na turnieje i tam się minęliśmy pierwszy raz. Nasza przyjaźń zaczęła się od tego, że jechaliśmy na jakiś turniej. No właśnie jeszcze wtedy nie za bardzo za sobą przepadaliśmy, mieliśmy jakieś zgrzyty i poszliśmy za stację, a potem sprzedałem mu liścia i od tego się zaczęło. Później gadaliśmy o tej sytuacji i do dzisiaj mamy super kontakt. Jesteśmy jak bracia – spędzamy razem wakacje, mamy wspólne chwile – przyznał.
– Nie czułem zazdrości, byłem z niego dumny. Znam go od początku, widziałem u niego potencjał i teraz to pokazuje w Porto. Kibicowałem mu, on mi też. Mówił mi zresztą, że przyjdzie na mnie czas. Sądzę, że byliśmy raczej wiodącymi postaciami w swoich rocznikach. Obaj trenowaliśmy cały czas ze starszymi. Eryk Kozłowski też był wyróżniającą się postacią, też pokazuje duży potencjał. Janek Faberski też był przez chwilę i widać było, że to jest pan piłkarz, że z piłką jest magikiem. Nie wiem, czy trenowałem z kimś, kto lepiej kontrolował piłkę niż on – ocenił Mazurek.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix