Hubert Hurkacz lepszy od Novaka Djokovicia!

Sebastian Warzecha

09 października 2026, 13:45 • 5 min czytania 6

Reklama
Hubert Hurkacz lepszy od Novaka Djokovicia!

Dziewiąty mecz tej dwójki. I pierwszy raz to nie Novak Djoković okazał się górą na finiszu. Hubert Hurkacz w dwóch setach – patrząc na wynik, to wręcz zaskakująco łatwych – pokonał Djokovicia. Pokonał, bo grał świetnie, przeważał, nie bał się atakować. Znakomity był dziś Polak i zasłużenie zszedł z kortu jako zwycięzca. Tym samym ograł w karierze każdego członka tenisowej Wielkiej Trójki.

Reklama

Hubert Hurkacz lepszy od Djokovicia! Serb pokonany

Ośmiokrotnie Hubert Hurkacz wychodził na kort, po którego drugiej stronie stał Novak Djoković. Nie wygrał ani razu.

Były wśród tych meczów spotkania takie, w których Polak nie miał nic do powiedzenia – to na przykład ich pierwsze spotkanie, na Roland Garros 2019, czy mecz z Madrytu w 2022 roku. Były też jednak takie, w których grał Hubert świetnie. Pozytywnie zaskoczył już w drugim meczu – na Wimbledonie 2019. Dwa lata później w w czasie imprezy ATP 1000 w Paryżu przegrał dopiero w tie-breaku trzeciego seta. W zeszłym roku w Genewie i drugiego, i trzeciego seta przegrywał po tie-breaku.

Innymi słowy: potrafił Novaka zaskoczyć. Potrafił z nim walczyć. Sęk w tym, że z Serbem trzeba być wybitnym w tych kluczowych, najważniejszych momentach.

I to tego ostatniego Hubertowi często brakowało. Czasem chodziło o drobne niedokładności, czasem brakowało odwagi. Po kilku spotkaniach Hubert naprawdę mógł żałować, że się nie udało, bo Novak uchylał mu lekko drzwi i nie tyle je potem z hukiem zamykał, co sam Hurkacz zahaczał o klamkę i nie był w stanie przejść wystarczająco szybko. A Polakowi mogło zależeć na tej wygranej ostatnio tym bardziej, że zanotował w karierze już triumfy nad Rogerem Federerem i Rafą Nadalem, gdyby dołożył jeszcze Djokovicia, miałby całą Wielką Trójkę.

Reklama

A to wcale nie tak częsta sztuka – lista graczy, którzy pokonali każdego z nich, zamyka się w okolicach 30 (minimalne różnice zależą od tego, jakie mecze wlicza się do tych oficjalnych).

Jasne, Roger i Rafa w meczach, które z Hubertem przegrywali, byli już w kiepskiej formie fizycznej – Federer po kontuzjach i z odnowionym urazem akurat w meczu na Wimbledonie, który okazał się jego ostatnim oficjalnym w karierze, Nadal z kolei kompletnie „rozłożony”, po prostu rozgrywający jeszcze spotkania, ale już bez wielkich nadziei na cokolwiek. Z Djokoviciem – w dzisiejszym spotkaniu – mogło być inaczej. Bo Novak dopiero co wygrał turniej w Pekinie, pierwszy w tym sezonie, 102. w karierze. Serb pokazał, że jest w formie, że potrafi grać znakomicie.

Taka wygrana miałaby swój, całkiem niezły, smak. Hubert też musiał o tym wiedzieć, nawet jeśli – co całkiem prawdopodobne – starał się nie myśleć o tym w ten sposób. Bo musiał podejść do tego wszystkiego Polak tak, że to kolejny mecz, że chodzi nie o to, kto stoi po drugiej stronie siatki, a o zwycięstwo samo w sobie.

I to się udało.

Reklama

Początkowe problemy, a potem po swoje

Długie były pierwsze gemy tego meczu. Szczególnie trzeci, gdy przy serwisie Huberta obaj mieli swoje szanse na zamknięcie tej małej partii. Wygrał jednak Hurkacz, bo tam gdzie zawodził na przykład forehand, tam mocno pomagał serwis. Był Hubert w tym okresie mocno chwiejny – znakomite akcje, szczególnie przy siatce, przeplatał takimi, gdy nie wykorzystywał wypracowanej wcześniej przewagi. Raz, drugi, trzeci zdarzało się, że miał Djokovicia na linach, ale zagrywał mu tak, że ten był w stanie uciec przed jego ciosami i skontrować.

Co jednak najważniejsze – sam nie oddawał serwisu. To był klucz. Djoković to w końcu najlepiej returnujący tenisista świata, a Hubert ma te dni serwisowe różne – czasem potrafi się na moment „zawiesić”, zaserwować kilka razy gorzej w gemie. I nagle okazuje się, że oddaje breaka.

Dziś takiej sytuacji nie było.

I właśnie dlatego set szedł w stronę tie-breaka. To dla Huberta zupełna norma – akurat tie-breaki pojawiają się w wielu spotkaniach, które gra. Ostatecznie jednak – nie w pierwszym secie tego dzisiejszego. Bo pierwszą partię Hubi zamknął wcześniej! Djoković prowadził 30:15 przy swoim serwisie, a potem dwie znakomite akcje zagrał Hubert, po chwili wypracował sobie do tego break point. Pierwszego nie wykorzystał, ale przyszedł drugi. Drugi był też serwis Novaka, a Polak się nie zawahał, naszedł na forehand, przyłożył z całą mocą i trafił.

Reklama

Prowadził 1:0 w setach. Natomiast to nie był pierwszy raz w historii ich pojedynków, gdy się to stało – było tak już we wspomnianych Paryżu i Genewie. Trzeba więc było nadal robić swoje, dokładać, atakować, kontrolować sytuację.

Bo akurat Djoković zawsze jest gotowy wykorzystać każdy moment słabości. Po prostu trzeba tej słabości nie pokazać.

Reklama

Nikt nie pokonuje Huberta Hurkacza dziewięć razy!

Vitas Gerulaitis przegrał kiedyś 16 meczów z rzędu z Jimmym Connorsem. A gdy wreszcie wygrał, powiedział: „Niech to będzie dla was wszystkich nauczka. Nikt nie pokonuje Vitasa Gerulaitisa 17 razy z rzędu!”. Dziś podobne słowa – choć meczów było mniej – może wypowiedzieć Hubert Hurkacz. Bo po ośmiu porażkach i w ich dziewiątym bezpośrednim starciu, ograł wreszcie Novaka Djokovicia. I to ograł w naprawdę dobrym stylu, przeważając i ustalając warunki na korcie.

A to z Djokoviciem wcale nie tak łatwe.

Jasne, mógł być Nole zmęczony po Pekinie. Z drugiej strony Hubert w tymże Pekinie skreczował o ledwie rundę wcześniej, bo miał problemy z pachwiną. Do tego w Szanghaju grał w pierwszej rundzie, całkiem trudne spotkaniem z Jamesem Duckworthem. Novak zaczynał rywalizację od drugiego spotkania, czyli właśnie tego z Hurkaczem, wcześniej mógł odpoczywać. W chińskich warunkach zawsze się też dobrze czuł, zawsze znakomicie grał. Dziś jednak, od pewnego momentu, Nole ewidentnie zaczął mieć dość.

Może to zmęczenie. Na pewno jednak chociaż w jakiejś części – znakomita gra Hurkacza. Polak bowiem naciskał, przeważał, pokazywał agresywny tenis. Nie bał się iść do przodu, nie bał atakować, nie bał wreszcie wchodził w dłuższe, trudniejsze wymiany. Podejmował ryzyko, był w stanie rozrzucać Djokovicia po korcie. Gdy przełamał go na prowadzenie 3:1 w II secie, stało się jasne, że teraz to już kwestia serwisu, utrzymania tej jakości, jaką miał.

Reklama

Były spotkania, w których miałby z tym problemy. Ale nie dziś, nie w tym meczu.

Tak więc, po niespełna 90 minutach gry, napisać można – i zróbmy to dużymi literami – HUBERT HURKACZ POKONAŁ NOVAKA DJOKOVICIA! Wreszcie, wreszcie się udało! Hubert Hurkacz skompletował więc całą Wielką Trójkę, pokonał każdego jej członka.

Reklama

I to brzmi dumnie, prawda?

Hubert Hurkacz – Novak Djoković 6:4, 6:3

Fot. Newspix

6 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama
Inne sporty

Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”

Jakub Radomski
48
Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi”